R O L A N D      T O P O R
Biografia Bibliografia Rysunki Teatr Foto Wywiady Film Komentarze Ankieta Chat


TEATR

Roland Topor "Joko świętuje rocznicę"


Tłumaczenie: Ewa Kuczkowska
Reżyseria: Piotr Cieślak
Scenografia: Jan Ciecierski
Muzyka: Paweł Mykietyn
Premiera: 17 stycznia 1998
Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, Sala im. Haliny Mikołajskiej.

Na zdjęciu: Agata Kulesza (Wanda, Uczestniczka Zjazdu) i Waldemar Barwiński (Joko). FOT. Stefan Okołowicz

Twórczość dramaturgiczna Rolanda Topora nie jest jeszcze w Polsce tak dobrze znana, jak jego dokonania plastyczne. Dzięki inscenizacji Piotra Cieślaka, który w warszawskim Teatrze Dramatycznym wystawił "Joko świętuje rocznicę", możemy tę zaległość nadrobić. Namawiam, bo warto.
Zmarły rok temu francuski twórca kreśli w swoim dramacie wizję świata podobną do tej, jaką znamy z jego rysunków czy z powieści "Chimeryczny lokator" (sfilmowanej przez Romana Polańskiego jako "Lokator"). Apokalipsy, kresu doczesnego świata, dehumanizacji. Przesłanie, Topora nie ma jednak nic z taniego moralizatorstwa. Jest natomiast głęboko ironiczne. Topor umie wyraziście pokazać podszewkę "osiągnięć" cywilizacji, która w owczym pędzie służenia ludzkości zapomina o człowieku.
W każdej scenie, w każdym niemalże dialogu sztuki "Joko świętuje rocznicę", słychać przenikliwy chichot Topora. Bo jedynie śmiech może nas jeszcze oczyścić i uwolnić od obłędu. Uczynić choć na moment wolnymi. Humor u tego artysty jest więc nierozerwalnie związany z makabrą.
Roland Topor przemawia do nas zdecydowanymi, ostrymi środkami. Nie waha się posłużyć estetycznym wstrząsem. I jest to w pełni uzasadnione, bo nie zajmuje się drobiazgami. Spod efektownej, groteskowej warstwy wierzchniej utworu wyziera brutalna prawda o egzystencji. Toporowi chodzi zawsze o to, co najważniejsze.
Z głównym bohaterem jego sztuki "Joko świętuje rocznicę" łatwo nam się utożsamić. Każdy z nas ma dziś kogoś takiego, kto bez cienia racji usiłuje nam wskoczyć na plecy. Możemy się buntować. Jak Joko (Waldemar Barwiński). Niestety, nie na długo. Warunki życia w każdej społeczności zmuszają, jednak, do ustępstw.
Joko, dzięki swojej pracy przy cysternie, może utrzymać rodzinę: matkę, ojca, ułomną siostrę. Nie musi się upokarzać i nosić na plecach obcych Uczestników Zjazdu, choćby kusili sowitymi stawkami. Szef (Antoni Ostrouch) i koledzy nie rozumieją jego skrupułów, ciesząc się dodatkowym zarobkiem. Nie sposób nie ulec presji otoczenia. Zwłaszcza że pryncypał nie lubi odstępców. Zwłaszcza że za dodatkowe pieniądze mogłaby się udać operacja siostry Joko, Amiki (Agnieszka Kotlarska).
Bohater ustępuje. Wkrótce jako chłopak do noszenia Uczestników Zjazdu dozna zaskakujących upokorzeń. Jego plecy pokryją się ranami, a choroba rozwinie się w nieoczekiwanym kierunku. Wszyscy, którzy się zetkną z chłopcem, nie będą się mogli odeń oderwać. Do ciała Joko przylgnie gigantyczna "narośl" sześciorga Uczestników Zjazdu, którzy bezceremonialnie zaczną pasożytować na organizmie chłopaka. Nie pomoże interwencja z zewnątrz. Tasak, puszczony w ruch przez Matkę Joko (Jadwiga Jankowska-Cieślak), zlikwiduje jedynie cielesne powłoki Uczestników Zjazdu. Ich ciemne dusze znajdą sobie szybko mieszkanie - wnętrze Joko.
Cieślak wyreżyserował sztukę Topora bez specjalnych udziwnień, co oczywiście wyszło jej na dobre. Pomysłowo wykorzystał przestrzeń w Sali im. Haliny Mikołajskiej. W kręgu areny rozgrywały się sceny domowe i uliczne - np. gromady wymijających się ludzi, pędzących z butlami po wodę, lub z wodą (fenomenalny pomysł zadomowienia akcji w naszej rzeczywistości!). Drugim miejscem akcji były dobrze widoczne pomosty dla elektryków, gdzie odgrywane były epizody pracy "przy cysternie".
Znakomicie wywiązali się ze swoich zadań aktorzy. Waldemar Barwiński konsekwentnie pokazał drogę swego Joko - od początkowego buntu do ostatecznej rezygnacji, bez cienia uległości! Spośród Uczestników Zjazdu najbardziej zindywidualizowane postacie wykreowali Aleksandra Konieczna w roli Dr Fersen i Sławomir Orzechowski jako Profesor Krank. Nastrój widowiska współtworzyła organicznie wpisana weń muzyka Pawła Mykietyna. Udane przedstawienie.


powrót do góry Janusz R. Kowalczyk - (Rzeczpospolita - 21.01.98)

Rolan Topor "Don Juan albo ja i ja..."


Przekład: Ewa Kuczkowska
Prapremiera światowa: 30 I 1999
w Czarnej Sali im Hebanowskiego Teatru "Wybrzeże" w Gdańsku.
Adaptacja i reżyseria: Jerzy W. Krysiak
Scenografia: Andrzej Przedworski
Muzyka: Paweł Betley
Kostiumy: Magda Biedrzycka
Ruch sceniczny: Wojciech Misiuro
Konsultacja charakteryzatorska: Waldemar Pokromski

Na zdjęciu: Krzysztof Gordon w monodramie Rolanda Topora. Foto: M. Bramorska-Fogiel

Spotkanie jubileuszowe Topor - Gordon zaowocowało niezwykłym spektaklem. Dla jednych wręcz urzekającym, jak to się dzisiaj mówi "kultowym", dla innych - oburzającym. Może nawet niesmacznym? Topor urzeka i szokuje. To wiadomo. Jednak tekst o Don Juanie ("Don Juan albo ja i ja...") może szokować nawet zaprzysięgłych wielbicieli makabrycznego humoru Topora - swoiste okrucieństwo, czarny humor, dziwny - niekiedy kloaczny - liryzm. W Czarnej Sali im Hebanowskiego oglądamy prapremierę światową Rolanda Topora. I uczestniczymy w jubileuszu trzydziestolecia aktora Hebanowskiego. Bo Krzysztof Gordon był, i pozostaje aktorem Hebanowskiego - guru ówczesnego teatru, intelektualisty, erudyty, słowem - Mistrza. Nauczył młodego Gordona -i nas wszystkich, którzy wokół Niego krążyliśmy - sztuki Tajemnicy, zadawania pytań. Pisze o tym Andrzej Żurowski w pięknym, celnym tekście zamieszczonym w programie. Ze "Sztuki zadawania pytań" zacytuję jedno tylko zdanie o aktorstwie Krzysztofa: "To uparte wyciąganie ręki do Wielkiej Tajemnicy i ta skazana na niespełnienie wędrówka w aurze szczególnego niedookreślenia."
Andrzej Przedworski swoją scenografią zmienił przestrzeń Czarnej Sali i przemienił ją w magiczną scenerię ponurych ceremoniałów. Podpatrujemy, niby widzowie na arenie, rytuały kata i ofiary. Kat i ofiara są tożsami, mieszkają w jednym ciele. Odbijają się w zwierciadlanych, zmiennych odbiciach, poruszanych przez anonimową postać. Don Juan, który staje się kobietą. Don Juan dwoisty, androgyniczny... Pobrzmiewają echa z "Chimerycznego lokatora" Topora i jego filmowej realizacji - "Lokatora" R.Polańskiego. Wyraźne są nawiązania do nieśmiertelnego mitu i jego wersji Moliera. Na wielkim łożu, w kolorze krwi, które staje się pułapką, dokonuje się ostateczna ofiara. Spełnienie poprzez śmierć. Wyzwolenie poprzez spętanie.
Autor adaptacji i reżyser monodramu, Jerzy W. Krysiak, nie stawia kropki nad "i". Zdaje się ukrywać bohatera, ujawniać go stopniowo, nieśmiało. Widzimy go, jak się niepostrzeżenie zjawia przed nami. Jak się skrywa i obnaża. W lustrze, przez szybę, w cztery oczy... Wzrok Gordona zauważa nas i omija. Zdaje się nawiązywać z nami kontakt - i patrzeć poprzez nas.
Na przedstawieniu, na którym byłam, w pierwszych krzesłach siedziały rozchichotane dziewczyny z płonącymi uszami. Tłumaczenie Ewy Kuczkowskiej pobrzmiewa aksamitną frazą. Wulgaryzmy, obscena zahaczają o dziwaczną, pełną czułości, poetyckość. To niespodziewane zderzenia np. czystych, bladych kwiatów z wydzielinami kobiecego ciała. Mam jednak nadzieję - dziewczyny nie zostały zgorszone. Choć nie ręczę, czy ich wyobraźnia nie uległa rozbudzeniu. Gordon ironiczny i szczery, cielesny aż do dosłowności i przewrotnie mistyczny - zaintrygował nas raz jeszcze. Obnażający się i spowijający w kostium, kobiecomęski i męskokobiecy. Ukazuje tożsamość migocącą i nieustannie zmienną.
Gardłowy, ciężki, obsesyjnie erotyczny rytm flamenco - tak doskonale wykorzystany i cytowany w muzyce Pawła Betleza - wspiera i podsyca tę mroczną aurę


powrót do góry Ewa Moskalówna - (TOPOS nr 1/44 1999)

Rolan Topor "Zima pod stołem"


Przekład: Ewa Kuczkowska
Reżyseria: Tadeusz Bradecki
Scenografia: Barbara Hanicka
Muzyka: Stanisław Radwan
Prapremiera polska: 10 lutego 1996 r
Teatr Studio w Warszawie

Na stole: Gabriela Kownacka
Pod stołem: Andrzej Blumenfeld i Piotr Bajor

Różowy Roland Topor

"Zima pod stołem" to pierwszy dramat Rolanda Topora, który zostanie zaprezentowany w Polsce -- premiera w sobotę, 10 lutego, w Teatrze Studio. Jest to przypowieść o zetknięciu się mentalności Wschodu i Zachodu. Dragomir (Piotr Bajor) , emigrant z Europy Wschodniej, trafia do paryskiego mieszkania czarującej tłumaczki Florance Michalon (Gabriela Kownacka) .
-- Nie groteska, nie makabra, nie straszność bytu -- mówi o sztuce reżyser Tadeusz Bradecki. -- Jest to uniwersalna sytuacja zderzenia różnych stereotypów i mitów, sztuka o miłości. Wjakiej poetyce? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że to ballada. Trop melodramatycznobajkowo-cyrkowy. Autor powiedział polskiej tłumaczce Ewie Kuczkowskiej, że lubi kolor czarny, ale i różowy.
-- To jedna z najokrutniejszych sztuk Topora, które czytałem -- zawyrokował Stanisław Radwan, autor muzyki do spektaklu. -- Sztuka o miłości, akończy się... happy endem.
Inscenizacja "Zimy pod stołem", do której scenografię zrobiła Barbara Hanicka, poprzedza zaplanowany na wiosnę w Centrum Sztuki Studio festiwal "Roland in Poland".

Janusz R. Kowalczyk - (Rzeczpospolita - 1996.02.07)

Bajka prawie idealna

Polską prapremierę dramatu Rolanda Topora "Zima pod stołem" w warszawskim Studio zakończyły rzęsiste brawa. Zrozumiałe, jeśli chodzi o finałową scenę, w której biedna paryska tłumaczka i emigrant ze Wschodu spotykają się po dłuższej rozłące, by zgodnie z prawami happy endu paść sobie w ramiona i wyznać miłość. Spektakl jest jednak nierówny.
Z polotem zagrane, wyreżyserowane role i sekwencje kontrastowały ze scenami słabszymi. Toporowi nie udało się stworzyć dramatu z krwi i kości, wyjść poza konwencję surrealnego skeczu. W tych trudnych dla dramaturgii spektaklu momentach wspomagała reżysera Tadeusza Bradeckiego autorka scenografii Barbara Hanicka. Towarzyszące bohaterom nieme postaci cyrkowca oraz harmonisty w pasiastym trykocie i meloniku wraz z muzyką Stanisława Radwana tworzą sentymentalny pejzaż Paryża.
Roland Topor jeszcze za czasów żelaznej kurtyny znany był z łamów krakowskiego "Przekroju" jako autor makabresek. Filmowej widowni dał się poznać jako autor scenariusza "Lokatora" Romana Polańskiego, zagrał również w "Nosferatu" Herzoga, "Łabędziej miłości" Schlöndorffa. Projektował scenografię do "Casanovy" Felliniego i "Ubu Rex" Pendereckiego w Monachium. Jest autorem surrealnych opowiadań, które sam ilustrował. Projektował plakaty, malował.
Dramaturgicznym plakatem jest również "Zima pod stołem" jego autorstwa. Historia miłości Florance (Gabriela Kownacka) , paryskiej tłumaczki jednego ze wschodnioeuropejskich języków, która podnajmuje kąt Dragomirowi (Piotr Bajor) , skromnemu szewcowi, emigrantowi ze Wschodu. Surrealna poetyka Topora nie zna grzechu dosłowności. Umieszczenie Dragomira z jego szewskim warsztatem pod nienaturalnie dużych kształtów stołem, gdy Florance tłumacząc wymachuje nogami nad głową sublokatora -- służy tylko komizmowi.
Także konstruując postaci Topor uczynił świadome odstępstwo od reguły psychologicznego prawdopodobieństwa. Przybywający do Dragomira kuzyn Griszka (Andrzej Blumenfeld) to "typowy" mieszkaniec wschodu Europy. W przykusej marynareczce, zamyślony, gwiżdże sentymentalne melodie, gra na skrzypcach, a gdy odniesie sukces w operze, uświęci swe triumfy flaszką zmrożonej wódki noszonej w wewnętrznej kieszeni futra. Marc Thyl (Andrzej Butruk) , wydawca książek tłumaczonych przez Florance jest elegantem o wystudiowanej postawie i głosie, snobem, ale i sknerą. Po nieudanym podboju paryżanki użala się nad kosztami wystawnych kolacji i deficytowego wydawnictwa, którymi chciał zdobyć serce skromnej dziewczyny. Równie wyrachowana jest przyjaciółka Florance, Raymonde (Ewa Błaszczyk) , chłodna blondyna o długich nogach, która dla kaprysu proponuje Dragomirowi i Griszce luksus w postaci pokoju z łazienką.
Publiczność reaguje najlepiej na grę Andrzeja Butruka, choć rola ta niewiele różni się od parodii i pastiszów reklam. Andrzej Blumenfeld zagrał postać Griszki ironicznie, świadomy zachodniego stereotypu przybysza ze Wschodu, który postrzegany jest jako człowiek o zmiennych nastrojach, a to wybuchajy niespodziewanym zapałem do zabawy, a to popadający w zadumę, co wcale nie przeszkadza mu być spryciarzem. Florance Gabrieli Kownackiej to postać o niewymuszonym wdzięku. Potrafi onieśmielić swego gościa niewinną minką, prawie niewidocznym gestem rączki, dziewczęcą pozą. Ale nawet wtedy nie jest wyrachowana. To tylko instynkt miłości przemawia przez nią podświadomie. To on wiedzie ją do zbliżenia z Dragomirem, gdy poszukują zgubionego guzika -- na jej plecach, pod stanikiem, w japońskim ogródku. Niewinność tej sceny jest jak z bajki. Żadnych dwuznaczności. I nie nazwane uczucie pozostałoby nie spełnione, gdyby nie Griszka, który niczym dobry czarodziej aranżuje spotkanie zakochanym w "teatralnym", musicalowym wręc z finale. Ona, w czarnej aksamitnej sukni, z naszyjnikiem z pereł, on w smokingu -- padają sobie w objęcia na tle stalowej konstrukcji, po której przesuwają się zminiaturyzowane wagoniki paryskiego metra.


powrót do góryJacek Cieślak - (Rzeczpospolita - 1996.02.12)

"Studio paniki Rolanda Topora"


Scenariusz: na podstawie opowiadań Rolanda Topora w tłumaczeniach Ewy Kuczkowskiej, Jana Kortasa, Tomasza Matkowskiego
Adaptacja i reżyseria: Krzysztof Galos
Choreografia : Tomasz Tworkowski
Premiera: 7 stycznia 2000 r.
Teatr Ochoty, Warszawa.


Na zdjęciu: Marcel Wiercichowski (Gaston) i Monika Jarosińska (Zła Muza). Fot. Bartłomiej Zborowski

Roland Topor w świadomości polskich odbiorców jest już na tyle zadomowiony, że nie wymaga rekomendacji. Jego sarkazm, humor z domieszką makabry, poznaliśmy przede wszystkim z rysunków reprodukowanych w prasie i na plakatach. Po nich trafiły na polski rynek utwory prozatorskie. W ślad za nimi - film "Lokator" w reżyserii Romana Polańskiego, oparty na minipowieści "Chimeryczny lokator" Topora.
Od kilku lat nasz teatr skutecznie odrabia zaległości w prezentowaniu dramaturgii francuskiego autora, w czym swój reżyserski udział ma także Krzysztof Galos. Najnowsze widowisko "Studio paniki Rolanda Topora" stworzył on jednak na podstawie prozy Topora - opowiadań: "Cztery róże dla Lucienne", "Najpiękniejsza para piersi na świecie", "Cafe Panika", "Historyjki taksówkowe" i "Dziennik paniczny". Powstał spektakl zwarty i, co najważniejsze, niezmiernie aktualny. Stanowi wręcz żywą ilustrację spostrzeżeń i wniosków z "Tygodnia z pilotem" - raportu o telewizji, opublikowanego niedawno przez "Rzeczpospolitą".
Roland Topor w przenikliwy sposób ukazuje niebezpieczeństwo oddawania programów telewizyjnych w ręce ludzi, kierujących się wyłącznie zasadami rynkowymi. Tytułowe studio paniki to studio telewizyjne. Rządzą nim twardzi ludzie interesu. Jedyną wytyczną jest dla nich procent oglądalności. Im wyższy, tym większe wpływy od reklamodawców. W poszukiwaniu tematów i formuł programowych, które pozwoliłyby przebić konkurencję, są bezwzględni. Nie muszę chyba dodawać, że poziom mentalny i artystyczny propozycji ekranowych jest im dalece obojętny.
Na małym ekranie króluje estetyka szoku i bezguścia. W jednym z teleturniejów występuje np. kobieciątko, które przynosi głowę Salmana Rushdiego. Żąda obiecanej nagrody. Prowadzący program kwestionuje kolor włosów ofiary: Rushdie blondynem? "Przefarbował się, by go trudniej było poznać". A dlaczego taki młody? "Bo go zabiłam jeszcze przed napisaniem "Szatańskich wersetów" - argumentuje uczestniczka zabawy. Na otarcie łez dostanie młynkomikser.
Jednak tę mądrze ironiczną, podszytą gorzkim śmiechem przypowieść Topora o szaleństwie ludzi końca wieku reżyser przysposobił na scenę nazbyt lekką ręką. Ekspresowe tempo nie pozostawia widzowi ani chwili na refleksję, a skąpo odziane, wdzięczące się aktorki są z zupełnie innej, kabaretowo-rewiowej bajki. Pokazując wszystko w ów radosny sposób reżyser nie tyle drwi z wszelkiego rodzaju szmiry zalewającej ekrany telewizyjne, ile zdaje się ulegać jej powabom. Jeśli Krzysztof Galos chciał wyłącznie bawić widzów, nie powinien brać na warsztat przewrotnych tekstów Topora.


powrót do góry Janusz R. Kowalczyk - (Rzeczpospolita - 2000.01.13)

"Joko świętuje rocznicę"


Tłumaczenie: Ewa Kuczkowska
Reżyseria i opracowanie muzyczne: Krzysztof Galos
Scenografia: Marian Panek
Premiera: 7 grudnia 1996 r.
Teatr Polski w Bydgoszczy (Scena O-Bok)
Pokaz gościnny w warszawskim Teatrze Małym: 11 kwietnia 1997

Studium dominacji - polska premiera sztuki Topora w Warszawie

Przedstawienie "Joko świętuje rocznicę" Rolanda Topora w wykonaniu zespołu Teatru Polskiego w Bydgoszczy należy powitać z radością. Z kilku powodów: inscenizacja jest polską premierą tego dramatu, kończy trwający niemal rok Festiwal "Roland in Poland", wprowadza na nasze sceny utwór artystycznie znaczący. Spektakl został zainscenizowany i zagrany w sposób nie budzący zastrzeżeń, to znaczy bez udziwnień. I chwała Bogu, bowiem tekst sztuki sam w sobie wystarczająco daleko odbiega od klasycznych kanonów i przyzwyczajeń dramaturgiczno-estetycznych.
Topor, artysta z Paryża, w Polsce doskonale znany jest od dziesięcioleci jako plastyk -- głównie z ilustracji prasowych, wktórych makabra i humor złączone są zazwyczaj w sposób absolutnie nierozdzielny. Rysownik radzi sobie równie znakomicie jako autor powieści -- wystarczy przypomnieć jego "Chimerycznego lokatora", zekranizowanego przez Romana Polańskiego jako "Lokator". Utwory sceniczne, nazywane przez ich autora "dramatami panicznymi", mają jeden wspólny autorski stempel: groteski, wisielczego humoru i metafizycznych dreszczy spod znaku Jarry'ego, Kafki, Witkacego, Ionesco czy Mrożka. Katastrofizm -- ujawniający w pełni swą moc w finale sztuki "Joko świętuje rocznicę" -- każe nam tu także przywołać nazwisko Samuela Becketta.
Joko jest młodym człowiekiem zadowolonym ze swej pracy. Właśnie mijają dwa lata, odkąd otrzymał robotę przy cysternie. Jednakże zarówno jego szef, jak i koledzy, zamiast wykonywać codzienne czynności przy maszynie, wdają się wdziwaczny rytuał świadczenia usług zagranicznym delegatom, którzy najchętniej przemieszczają się z miejsca na miejsce na plecach tubylców, sowicie ich za to wynagradzając. Z początku -- na zachętę... Jedynie Joko buntuje się przeciw tym praktykom. Uważa, że noszenie bogatszych -- a tym samym silniejszych -- uwłacza jego godności. Nie zamierza się upokorzyć. Czy trzeba dodawać, że -- wobec oportunizmu całego otoczenia -- jego idealistyczny bunt nie będzie miał szans powodzenia, a delegaci totalnie się rozpanoszą?
Joko za swoje bohaterskie próby oporu przed wyzyskiem i absurdalnymi próbami dominacji człowieka nad człowiekiem ukarany zostanie najdotkliwiej. Straci nie tylko starca-ojca, ale i młodziutką siostrę. Człowiek, który słyszy głosy prześladowców z własnego wnętrza, to oczywiście człowiek obłąkany. I tak się kończy dramat Topora.
Reżyser Krzysztof Galos poszedł w swej inscenizacji -- jak to się mówi -- za ciosem i nakazał Joko... ujeżdżać własną rodzicielkę. W ten sam niespodziewany i nikczemny sposób, jak to z nim wcześniej robili delegaci. Nie wiemy, czy kazały mu się w ten sposób zachowywać niecne duchy, umiejscowione we wnętrzu (głowie? ) Joko. Miałyby wszakże motywację, by się mścić matce bohatera, bo to ona właśnie wyprawiła delegatów na tamten świat w odwecie za uśmiercenie córki.
Nie byłoby tego spektaklu bez świetnej gry bydgoskich artystów. Nie sposób ich tu wszystkich wymieniać, więc podziękowania za interesującą, zespołową grę kieruję do Wiesława Kowalskiego, odtwórcy głównej roli -- Joko. Brawo Bydgoszcz.


powrót do góry Janusz R. Kowalczyk - (Rzeczpospolita - 1997.04.14)
Strona Główna
 
kontakt E-MAIL'owy - topor@free.art.pl   Opracował: Yalby (c) Copyright by Yalby 1999-2003