Czy wyobrażacie sobie prawdziwego szamana zlecającego choreografowi ułożenie tanca szamańskiego? Albo też zlecającego kompozytorowi ułożenie specjalnej pieśni szamańskiej? Wyobrażacie sobie, że ów szaman ćwiczy taniec i śpiew po kilka godzin dziennie? Co z tego wynika? Obrzydliwe ckliwa bajeczka dla turystów, pozbawiona magii, transcendencji i w ogóle energii. Byç może występ ów będzie można nazwać sprawnym, wręcz awangardowym w sensie teatralnym. I zapewne taką recenzję napisałby jakiś uczony "białas", przecież napisałby ją dla innych uczonych także "białasów". I niby wszystko jest O.K.! Nie! Mi chodzi o coś innego.



Chodzi mi o to, aby śpiewać własną pieśń, tu i teraz, przed oczami widzów, podobnie jak taniec i muzyka. Taka sztuka jest prawdą, pozornie taka sama a jednak za każdym razem zupełnie inna, zależna od miejsca wykonania, pory roku, emocji wykonawcy i widzów. Tylko taka sztuka - jako ogromne ryzyko - jest w stanie sięgnaç do głębi duszy artysty i spowodowaç wspięcie się wykonawcy na najwyższy poziom energetyczny.Absolutnie żadne, nawet nie wiem jak wspaniałe wykonane "prysiudy" artystyczne nie są w stanie osiągnąć takiego stanu. Czy nazwiesz to transem, Wyższym wtajemniczeniem? Nowa sztuka? Tak! Jest to szczególny trans, wyższe wtajemniczenie, Nowa Sztuka. I taką sztukę nazywam Rytuałem Intuitywnym.

Zadałem sobie pytanie: czy możliwa jest realizacja wielkiego dzieła literackiego metodą zbiorowego transu i improwizacji? Tak! Okazało sie, ze jest to całkowicie realne i możliwe.
Tekst "Dziadów" Mickiewicza potraktowałem nie jako treść literacką do odwzorowania na scenie, lecz jako tworzywo słowne, dzwiękowe, ukazane jako szczególnego rodzaju mantra umożliwiajaca aktorom i widzom głębsze otwarcie.
"Demony" to spektakl plenerowy o otwartej, nie-liniowej strukturze. Dzieło strukturalne, wielopoziomowe, nie oparte na stacjonarnej reżyserii czy scenariuszu. Trans artystyczny aktorów przekłada się w czasie trwania spektaklu na trans szamański, zbiorowy rytuał oczyszczający (katharsis) przywracający teatrowi jego zapomnianą, prawdziwą energię. Widzowie i aktorzy w zbiorowym misterium łącza sie z Wielkim Kosmosem jako zbiornikiem transcendentnych energii niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania plemienia. Powinnismy byc na tyle "okrutni", jak pisał A. Artaud, aby teatr taki mógł "..oczyszczać społeczne ropnie..."
Mickiewicza pojmuję jako narodowego wieszcza, wiecej szamana, posiadającego zdolność kontaktowania sie z Istotami Wyższymi (albo inaczej z Sacrum), tak jak widział to ponad 60 lat temu Juliusz Osterwa, słynny polski aktor, reżyser i pedagog. Osterwa pisał wtedy: "... czwarty, najwyższy stopień wtajemniczenia zawodowego to zdolność służenia istotom wyższym i wyrażanie ich woli przez swoje usta w oznace posła "zastepcy, wyreczyciela...."
O slowiańskim szamaństwie mickiewiczowskich bohaterów swiadczy Wielka Improwizacja w III czesci "Dziadów". To nic innego jak przykład wrazeń i odczuć z tzw. "lotu szamańskiego" oraz przełozenie na język romantycznego dramatu prasłowiańskiego rytuału przywoływania duchów zmarłych przodków (tak jak to ma miejsce, na przykad, w obrzędach voo-doo). Mickiewicz swiadomie siega do archetypu i buduje na nim swoje dzieło odnosząc się do swojej współczesności (okupacji Polski przez carską Rosję) by wskazać na możliwości czerpania sił ze źródeł prakultury. "Wiarą we wpływ świata niewidzialnego, niezmysłowego na sferę myśli i czynów ludzkich jest idea- matka poematu" - pisze Mickiewicz. Odwołanie do tej wielkiej literatury romantycznej umożliwiło mi świadome cytowanie z księgi rytuałów szamańskich, pozwoliło na ukazanie mojej współczesnej Polski - opanowanej przez Demony: Seksu, Pieniądza i Śmierci.

Paweł Dudziński, Zamość 2000