OPINIA CZYTELNIKA Z CZYTELNI "POLITYKI"

Książkę przeczytałem w ciągu 4 godzin w podróży samochodem do Warszawy. Z Gdańska. To jedyna ostatnimi czasy książka polskiego autora, która łączy tragizm z komedia, czyli opisuje życie, mniej więcej w barwach, w jakich ono występuje. Mógłby się ktoś oburzyć i powiedzieć, że chyba chodzi o margines życia. I tak i nie.
Socjologicznie, książka dotyka grupki starych pederastów, tworzących w życiu teatr "ciotek-przegietusek", ale na poziomie egzystencjalnym, cała opowieść ostrym piórem kreśli sytuację i zdarzenia z życia każdego z nas - upodlenia, unieważnienia, jakiego doświadczamy wzajemnie wobec siebie.
"Lubiewo" jest stylizowane na sposób "genetowski". Język tej książki mógłby komuś wydawać się wyjątkowo wulgarny, ale to nie jest prawda. To piękna, wyjątkowo literacka stylizacja na "rynsztok". Słowa mają swoje melodie, rytm i zgrzyty zawsze tam, gdzie towarzyszą obrazom emocji, które są ukryte, dzieją się w tle. Czasami przerywamy lekturę pod brzemieniem opisów, które z "ciotowskiego" folkloru przechodzą w ludzki dramat. Na szczęście jednak patos pojawia się oszczędnie, mimochodem.
"Lubiewo" jest pierwszą polską książka, która w sposób ambitny nawiązuje do odmienności życia seksualnego, jakiejkolwiek odmienności. To proza wysokiej próby. Postawiłbym ją na półce obok Jeana Geneta, Jamesa Baldwina i Christophera Isherwooda. Polecam.

Julian Milus, 2005-01-19 14:37