Z MICHAŁEM WITKOWSKIM rozmawia Jarosław Lipszyc

Twoi bohaterowie nie są odpowiedzialnymi, sympatycznymi, rozsądnymi gejami, znanymi z seriali. Ty opisujesz ciotowski półświatek pełen przemocy, kompleksów i wariactwa. Czy taka powieść nie jest przypadkiem szkodliwa społecznie?

Artysta ma prawo budować swoje literackie światy, bez pytania o pożytek społeczny! Mojego bohatera drażni sztuczny dyskurs emancypacyjny, który pachnie z daleka jakąś nowomową: "Chcemy to robić w białych rękawiczkach, za społecznym przyzwoleniem". Nie lubi, gdy geje chcą się upodobnić do heteryków i żyć jak oni - być męscy, grzeczni i monogamiczni. To mit: każdy, kto zna środowisko gejowskie, śmieje się z tego. Mozna śledzić wzorce klasy średniej: zakładać rodzinę, kupować itd. Ale tym samym zatraca się swoją ciotowską tożsamość. To tak, jak kobiety w XIX wieku rozumiały równość jako upodobnienie się do mężczyzn, a teraz stawiają na Różnicę... Chciałbym, aby geje różnili się od hetero, nie chcieli się za nich przebierać. Jeśli hetero mają tolerować gejów tylko za cenę tego, że ci się za nich przebiorą i będą ich udawać, to znaczy, że tak naprawdę nie tolerują inności. Prawdziwa tolerancja? Zaakceptujcie gejów jako Innych!

Co to jest ciotowska tożsamość?

Prawdziwa ciota nie pyta nikogo o akceptację, tylko jest sobą, bezczelnie sobie jest, jak kolorowy punk. I może dlatego jest szczęśliwsza. Swoją inność manifestuje i nikogo się nie pyta, jaka ma być.Cioty żyją jak cyganeria. Są bardzo kolorowi i bardzo ciekawi jako materia literacka. Mogłem opisać innych gejów, ale moim klimatom, z ducha Almodóvara, bardziej odpowiadała ta grupa.

Głównymi bohaterami książki uczyniłeś pokolenie odchodzące na emeryturę.

Chciałem zatrzymać to jakoś w kadrze, bo ów paradygmat się właśnie teraz zmienia. Na ich miejsce przychodzą z jednej strony wyemancypowani geje, z drugiej - młode cioty bardziej zbliżone do drag queens i zachodnich transwestytów. Ale one też inaczej żyją... Uciekają w swoje narracje, w estetykę campu, queeru. Tak, jak napisał Błażej Warkocki: gej to afirmacja i emancypacja, a queer nie prosi o akceptację, podważa tożsamość seksualną, neguje zastane reguły gry, igra binarnością gender... Społeczeństwo konsumpcyjne i "porządni obywatele", widziani ich oczami, wyglądają strasznie! Mamy teraz trzy modele zachowań - i one współistnieją, przenikają się. Podobnie mamy trzy różne języki - emancypacji, szaletu i konsumpcji. Ale tak naprawdę sprawia mi rozkosz bezinteresowne i apolityczne portretowanie kompletnie nieznanej barwności tego wszystkiego. I tych wszystkich alternatywnych światów, stwarzanych przez nich, bo to są światy literackie.

Czyli mamy kilka wzajemnie sprzecznych dyskursów - na powierzchni, w gazetach o gejowskich małżeństwach i adopcji, a w tych rozmowach...

... ja porównuję to do Białoszewskiego, do "Pamiętnika z Powstania", bo w jego czasach Powstanie to też był temat zideologizowany. I Białoszewski sięgnął właśnie do gadania, do najbardziej prywatnej sfery, ominął wszystkie inne dyskursy. W "Pamiętniku" nie ma za grosz ani polityki, ani idei, tylko to, co Białoszewski "spod stołu" podsłuchał i zobaczył. Ja też chciałem być jak najdalej od gazet - adopcja, AIDS, emancypacja, parady - a jak najbliżej doświadczenia, które literacko jest dużo ciekawsze. Bo gdy czytam w tygodnikach o gejach, mam poczucie, że to nie ma nic wspólnego z życiem.

To ciotowskie doświadczenie jest dość przerażające...

Ale od wewnątrz nie wygląda wcale tak strasznie. Szczególnie dziś. Ile zabawy i wygłupów z tym wszystkim, ile śmiechu i jak bardzo nie dotyczy ich "twarda" rzeczywistość! Być może trzeba było literatury, a nie gazet, by to pokazać. Zresztą - wciąż powtarza się pytanie, co geje z tego będą mieli... Tymczasem ja staram się stworzyć w mojej sztuce swój autonomiczny świat, do którego nie odnoszą się ani kategorie prawdy i fałszu, ani kategorie społecznej użyteczności.