|
Poniższe teksty to już dokumenty. Zwracamy uwagę na źródła. Kiedyś,
przez kogoś zostały: utrwalone, zapisane, zarchiwizowane, a dzisiaj są
ożywczą strugą. Podkreślamy wartość tego tropu, śladu, sensownego "utekstowienia"
i przechowania. Otoczeni pyszałkowatego zgiełku, zmarszczonym pozorem kapryśnego
hałasu, w duchowo-korzennej naiwności myślenia: Pan Roman Sternicki trudzący
się nad przekładem z niemieckiego, obszernego opracowania na temat Lobezu.
udostępnił nam wspaniałomyślnie, owoc swoich wysiłków.
Dziękujemy!
PKL "Łabuź"
"Powiat łobeski nazywany do początków XIX wieku powiatem Borcków lub
wschodnim, otrzymał nazwę reskicgo od miasta Resko (Regenwalde), w którym
usytuowano władze powiatowe. Powiat w głównej swej masie składał się z
majątków von Borcków i von Ostenów. Miał cztery miasta, zaliczane do grona
miast małych, 84 gminy wiejskie i 107 gmin dworskich. Dopiero w 1828 roku
udało się w powiecie łobeskim rozwiązać istniejące gminy dworskie. W 1830
roku powiat liczył 99 gmin wiejskich, w dalszym ciągu podporządkowanych
wiejskiej własności. (...) Poważnej reorganizacji w powiecie łobeskim dokonały
władze rejcncji szczecińskiej w 1860 roku. Przeniesiono wtedy siedzibę
powiatu do Łobza. Decyzja władz wywołała gorący sprzeciw rady miejskiej
Reska. Do Szczecina wysyłano petycje i odwołania. Wszystkie te zabiegi
były jednak bezskuteczne. Decyzję utrzymano w mocy i odtąd Łobez był miastem
powiatowym. Zachowano jednak dawną nazwę powiatu - reski, W 1939 roku obszar
powiatu wynosił 119,1 ha. w tym obszar miast 9,9 ha i gmin wiejskich 109,1
ha."
JADWIGA CYBULSKA - "Z dziejów powiatu łobeskiego w latach 1800-1939". Tekst pomieszczony w monografii "Z dziejów Ziemi Łobeskiej"
Księga Krajów (Landów) Księstwa Pomorskiego oraz Księstwa Rugii. Zawierająca
opis stanu tych krajów w drugiej połowie 19-go wieku. Pod Cesarsko-Królewską
Wysokością następcy tronu Reszy Niemieckiej i Prus.
Opracowana przez dr Heinrich'a Berghaus'a - członka Pruskiego Towarzystwa
Historycznego i Wiedzy o Przyszłości, Akademii Nauk w Amsterdamie i Mejland,
jak również Towarzystwa Geograficznego w Bombaju, Londynie, Paryżu, Sankt
Petersburgu i Wiedniu, oraz członka Germańskiego Muzeum w Norymberdze jak
i współzałożyciela Towarzystwa Wiedzy o Ziemi w Berlinie zał. w 1828 r.
Część II, tom VII. Berlin i Wriezen n. Odrą. Nakładem F. Relmschneider'a
-Augermunde. Druk B. Feistel 1874.
Księga Kraju (Landu) Księstwa Szczecińskiego Kamienia i Pomorza Tylnego
lub Zarządu Obwodu Rządu Królewskiego w Szczecinie opracowana przez dr
Heinrich'a Berghaus'a. Tom siódmy zawiera powiat reski oraz wiadomości
o szerzeniu się kościoła katolickiego na Pomorzu.
ŁOBEZ
(położenie)
Miasto Łobez, jedna ze stacji Wschodnio-Pomorskiej Kolei Żelaznej,
położone w odległości 12,13 mili od Szczecina - stolicy kraju w kierunku
północno-wschodnim i 7,36 mili od Stargardu. Poza granicami Rejonu Rządowego
jest koszalińskie miasto powiatowe Świdwin, odległe wzdłuż linii kolejowej
o 2,87 mili, a dalej na północny-wschód w odległości 10,4 mili miasto Koszalin
będące siedzibą Rejonu Rządowego.
Z Łobza do miasta powiatowego Gryfice liczy się 6,5 mili na północny-zachód,
drogą bitą przez Przemysław, Resko i Płoty. W odległości 4,75 mili na zachód,
nieuregulowaną drogą przez Borkowo Wielkie leży miasto powiatowe Nowogard.
Łobez leży nad Regą, która płynąc od północy, z kierunku Świdwina, przecina
miast w jego wschodniej części. Rega przejmuje na terenie miasta dopływający
strumyk z zachodu i wody dopływającej z północy Łożnicy, która również
dzieli miasto.
Pozostała część miasta w swej głównej części, z placem targowym, ratuszem
i kościołem pozostaje na prawym brzegu Regi. Miasto będąc otoczonym wzniesieniami
i pagórkami tworzy całkowitą dolinę, która przez swój dywan ukwieconych
łąk, ożywiona przez unoszące się opary i szemranie wód "Rjeki" lub "Laby"
i ocieniona przez parkowo podzielone gaje drzew liściastych, tworzy przyjemne
i miłe wrażenie na każdym wrażliwym na piękno krajobrazu.
PRZYWILEJ BORKÓW Z 1440 ROKU
Miasto Łobez wywodzi swą nazwę od wyrazu - miana rzeki nad którą jest
położone, a słowem tym jest "LABA". Jest to słowiańskie słowo, którym oznaczano
wszystko płynące lub zachowujące stan płynny. Odpowiada mu niemieckie słowo
"ELY". Na taką interpretację wskazuje niemiecka nazwa rzeki "Elbe", która
we wszystkich dialektach wielkiej Słowiańszczyzny aż po dzień dzisiejszy
nazywa się jednoznacznie "Laba" (Łaba). Również mieszkańcy (pochodzenia)
słowiańskiego - potomkowie Słowian, którzy dotarli nad Łabę i ją przekroczyli
są przez pisarzy narodowościowych nazywani "Po-Laben", tzn. mieszkańcy
znad Łaby.
Nie daje się udokumentować, że Łobez w roku 1114 został przez Wolta
Borka uczyniony miastem z przywilejami i magistratem, to jednak opowieści
nie daje się zaprzeczyć. Jak podaje Gustaw Kratz w doniesieniu Bruggemann'a,
biorąc za pewnik do przyjęcia, że z zamierzchłej przyszłości słowiańskiej
aż do naszych czasów przetrwał ród Borków, który również po chrystianizacji
i germanizacji przez stulecia prowadził rywalizację z Gryfitami. Miał tutaj
jeżeli nie posiadłość rodową, to co najmniej punkt ześrodkowania swej potęgi,
wywodzący się z nieznanej i zamierzchłej słowiańskiej przeszłości.
Tutaj Borkowie mieli swoje Castrum (siedziba rodowa). Zbudowane zwyczajem
ojców z drewna otoczone wałem ziemnym i obwiedzione fosą, które w późniejszych
czasach ustąpiło miejsca masywnej budowli. Miejsce w którym stały słowiańskie
castrum i późniejszy niemiecki gród, można jeszcze obecnie rozpoznać. Przy
samym mieście, po stronie północnej na prawym brzegu Regi postrzega się
sztuczne wzniesienie obwałowań ze śladami fosy. Pozyskiwano stąd kamienie
na pomniki, które pochodziły z fundamentów. Przekaz ludowy nazywa to miejsce
górą zamkową. Grunty wokół grodu nazywano "Land, Lobis, Lobese, Labese".
Przy czym należy zaznaczyć, że vocal "o" słowiańskiego alfabetu, przy wymowie
w wielu przypadkach ma wydźwięk vocalu "a". Do grodu bez wątpienia przylegało
podgrodzie (suburbium), z którego powstało kiedyś miasto, które jako-takim,
po raz pierwszy w roku 1295 nazwanym zostało. Potem jak w dokumencie klasztoru
w Jasienicy z roku 1271 mowa jest o rycerzu Borko jako panu na Łobezie.
Dokument z 1348 r. wymienia po raz pierwszy posłużenie się prawem Lubeckim
przez Łobez. Akt nadania w tym względzie nie jest znany. Od 1369 r. Burmistrzowie
i radni miejscy nazywają Borków swymi panami. To jest tymi od których swe
miasto mają (opidi Lobese, domini Lobese - nostri domini, a quibus tonemus
opidu nostrum). W 1400 r. Borkowie udzielają swemu miastu Łobzowi listu
potwierdzającego wszystkie wolności i prawa im przynależne. Dokument ten
staje się znanym 200 lat później jako trasumpt (dokument uwierzytelniony),
który Książę Bogusław XIV miastu sporządzić kazał, gdy to weszło w spór
ze swymi junkrami (potomkami Borków) o lasy bukowe i prawo wypasu (pastwiska).
Dokument ten w odpisie przechowywany jest w archiwum rady miejskiej.
z niemieckiego tłumaczył Roman Sternicki
[Spis treści]
Jerzy PodralskiZ DZIEJÓW ŁOBZA
Pierwsza Wzmianka o Łobzie (...) pochodzi z 1271 r. Znajduje się ona
w dokumencie klasztoru w Jasienicy. W dokumencie tym jest mowa o rycerzu
Wolfie Borku jako o panu na Łobzie (dominus de Lobis). Na ogół twierdzi
się, iż w 1270 roku osiedlił się w Łobezie rycerz Wolf Borko. który pochodził
z okolic Kołobrzegu(..)
Ze wspomnianego dokumentu nie wynika, jakoby Łobez był już miastem.
Dopiero w dokumencie z 1295 roku jest mowa o Łobzie jako mieście - civitas.
Przypuszcza się, że kilka lat przed rokiem 1295 Łobez otrzymał prawa miejskie.
Nadał je albo sam Wolt Borko, albo jego synowie Jakub lub Michał. Trudno
w tym wypadku określić rok, ponieważ dokument lokacyjny się nie zachował
(...). Wiadomo z całą pewnością, iż w 1348 r. w Łobzie stosowane było prawo
lubeckie. W 1369 r. burmistrz miasta oraz rada miejska nazywają Borków
swymi zwierzchnikami, zaś Borkowie w dalszym ciągu tytułują się "domini
terrea Lobese" - panami ziemi łobeskiej. W 1400 r. Borkowie potwierdzają
przywileje - czyli prawa i wolność nadane już przedtem miastu oraz rozszerzają
je. Dokument ten był dla miasta niezmiernie ważny Określał on granice miasta,
jego pola, łąki i pastwiska: "... my Borkowie wszyscy podpisani niżej,
tak obecnie żyjcy jak i nasi potomkowie ze czcią daliśmy i teraz dajemy
naszemu miastu Łobez przywilej i wolność, którą jest w tym dokumencie określona.
Najpierw dajemy mu pola i łąki leżące w jego granicach, które zostaną niżej
określone." (...)
(..) dokument określał obowiązki obu stron. Miasto uzyskało w ten sposób
pewną niezależność Społeczność miejska wybrała spośród siebie burmistrza,
radę miejska, sędziów i innych urzędników. Miasto miało swój herb, swoją
pieczęć, skarbiec, ratusz a nawet zbrojnych strażników pilnujących porządku,
strzegących bram miejskich itp.(...)
Jerzy Podralski
"Łabuź" 14/1995
[Spis treści]
TORFNIAKI
KSIĘGA KRAJÓW (LANDÓW) KSIĘSTWA POMORSKIEGO ORAZ KSIĘSTWA RUGII.
ZAWIERAJĄCA OPIS STANU TYCH KRAJÓW W DRUGIEJ POŁOWIE 19-GO WIEKU. POD CESARSKO-KRÓLEWSKĄ
WYSOKOŚCIĄ NASTĘPCY TRONU RZESZY NIEMIECKIEJ I PRUS.
OPRACOWANA PRZEZ DR HEINRIOTA BERGHAUS'A - CZŁONKA PRUSKIEGO TOWARZYSTWA
HISTORYCZNEGO I WIEDZY O PRZYSZŁOŚCI, AKADEMII W AMSTERDAMIE I MEJLAND,
JAK RÓWNIEŻ TOWARZYSTWA GEOGRAFICZNEGO W BOMBAJU, LONDYNIE, PARYŻU, SANKT
PETERSBURGU I WIEDNIU, ORAZ CZŁONKA GERMAŃSKIEGO MUZEUM W NORYMBERDZE JAK
I WSPÓŁZAŁOŻYCIELA TOWARZYSTWA WIEDZY O ZIEMI W BERLINIE ZAŁ. W 1828 R.
CZĘŚĆ DRUGA, TOM VII. BERLIN I WRIEZEN N. ODRĄ NAKŁADEM F. REIMSCHNEIDER'A
- AUGERMUNDE. DRUK B. PEISTEL 1874.
Księga Kraju Księstwa Szczecińskiego, Kamienia i Pomorza Tylnego lub
Zarządu Obwodu Rządu Królewskiego w Szczecinie opracowana przez dr Heinrich'a
Berghaus'a
Tom siódmy zawiera powiat reski oraz wiadomości o szerzeniu się kościoła
katolickiego na Pomorzu.
(...) Torfniaki: Przy okazji podziałów gminnych, została przez komisarza
- wykonawcy ustawy o reformie rolnej, Komisarycznego Radcę Ekonomii - Rohlwess'a
na jednej z łąk używanych dotychczas pastwis-ko, odkryte pokłady torfu,
których eksploatacja mogłaby być pomocna, przy pokryciu zapotrzebowania
opałowego; szczególnie przy malejącej podaży drewna. Torfowisko zostało
wyłączone z podziałów komasacyjnych. Kiedyś gmina dysponowała łąką torfową,
gdzie każdy, kto chciał mógł kopać do woli. Stało się to przyczyną, która
doprowadziła do rabunkowej gospodarki i wyniszczenia złoża. Jego stan budził
wątpliwości czy będzie ono mogło być jeszcze kiedykol-wiek eksploatowane.
Działo się to za sprawą ludzi, którzy nie tylko pokrywali własne potrzeby,
ale uczynili sobie z tego proceder zarob-kowy. Byli to ludzie najniższych
klas społecznych. To oni zajmowali się urobkiem, suszeniem i sprzedażą
torfu. Ponieważ zależało im na możliwie najwyższym urobku, szukali miejsc
o najłatwiejszym dostępie i dużej grubości pokładu, lekceważąc konieczność
racjonal-nego postępowania. Doprowadziło to do spustoszenia łąki. Aby w
przyszłości uniknąć podobnego postępowania Magistrat postanowił objąć nadzorem
sposób eksploatacji nowo odkrytego torfowiska. Postanowieniami reprezentacji
miejskiej (zarządu miasta) z dnia 25 marca 1841 roku i z 29 stycznia 1842
r. ustalił podstawy do racjonal-nego zagospodarowania złoża torfu, oraz
sposobu podziału stano-wiącego współwłasność wszystkich zamieszkałych i
na pokrycie potrzeb gminy. Na drugim z wymienionych posiedzeń ustalono,
że każdy z posiadaczy domu - aktualnie istniejących 375, otrzyma po równo,
tj. prawo pozyskania 6.000 szt. (cegieł, kawałków) rocznie. Mieszkańcom
nie posiadającym własnych domów przydzielono 1/4 tego co właścicielom tj.
1.500 szt. Dotyczyło to tylko tych, którzy byli mieszkańcami przed 2 marca
1838 r. - tj. terminu podziału związanego z reformą. Wszyscy późniejsi
przybysze zostali z podziału wyklucze-ni, co wyraźnie zaznaczono w wydanych
im aktach nadania praw mieszkańca (obywatela). Postanowienia te, w niedługim
czasie, doprowadziły do konfliktów między nowo przybyłymi, a zasiedziałymi.
Czyli między uprawnionymi, a nie uprawnionymi do korzystania z torfu. Konflikt
narastał aż do tego stopnia, że dochodziło do najść nocnych na wyrobiska,
gdzie niszczono urobek i narzędzia pracy. Nowo przybyli uważali zastaną
sytuację za wysoce niesprawiedliwą. Istniejący stan rzeczy prowokował skargi
jedną po drugiej, do marca 1847 r. zebrało się ich 17. Składali je pojedynczy
mieszkańcy jak i konsorcja (grupy interesów). Z upływem czasu liczba skarg
stale się zwiększała. Doszło do wymiany pism między władzami administra-cyjnymi
a Magistratem, Rządem w Szczecinie, Generalną Komisją w Stargardzie i Ministerstwa
Spraw Wewnętrznych, Nadprezydium Pomorza i innymi. Rozważono czy ma się
do czynienia w odniesieniu do torfu z własnością gminną, czy własnością
mieszkańców, czy z współwłasnością. Aby sporom torfowym położyć kres, włączył
się do sprawy Starosta, działając w imieniu Królewskiego Rządu ustalił
na 5 listopada 1848 r. termin spotkania z władzami miasta w związku ze
skargą szewca Tetzlaw'a i towarzyszy, z powodu niedopuszczenia do udziału
w użytkowaniu pastwiska i pozyskiwania torfu. Na spotkaniu udało się Staroście
wdrożyć pewną koncepcję zrównoważenia i uzyskać od skarżących się oświadczenia,
że jeżeli władze miasta zgodzą się, że udział w użytkowaniu pastwisk i
torfu zostanie utrzy-many na 162 najdłużej zasiedziałych, gdzie będzie
decydowała data uzyskania przynależności (obywatelstwa), tak że gdy jeden
z upraw-nionych zejdzie, to na jego miejsce wejdzie następny - najdłużej
zasiedziały, to uznają postanowienie za zadawalające. Obecny na spot-kaniu
Burmistrz przyobiecał że dołoży starań na rzecz uzyskania zgody ze strony
Magistratu i Zarządu miasta. Skarżący się jedno-cześnie oświadczyli że
przydział 1.500 szt. oczywiście nie wystarcza na pokrycie potrzeb żadnego
gospodarstwa domowego. Jednak przedstawiciele miejscy, na swym posiedzeniu
28 maja 1849 r. postanowili inaczej, a mianowicie, utrzymali dotychczasowe
postanowienia z tym, że przy zejściu każdego z uprawnionych, jego udział
przechodzi na rzecz skarbu miasta. Oświadczyli równocześnie że żądań napływowców
nie uwzględniają. Swe postanowienie Magistrat przekazał Staroście i przedstawicielom
miasta dnia 30 marca 1849 r. zaznaczając równocześnie, że znane mu są wielokrotne
próby pozyskania więk-szej od przydzielonej ilości torfu i że w tej kwestii
zamierza wystąpić na drogę sądową. Starosta po zapoznaniu się przedstawionym
mu stanowiskiem, zawiadomił 20 kwietnia 1849 r. że rezygnuje z dalszego
siedzenia sprawy. Magistrat zarządził 30 kwietnia 1849 r. ściślejszy nadzór
nad zagospodarowywaniem torfowiska i zarządzenie to po upływie roku przedstawił
do zatwierdzenia. Sprawa jednak została, zgodnie z kompetencjami, przez
Rząd Królewski oddalona 4 maja 1850 r., ponieważ, jak stwierdzono podmiot
(przedmiot sporu - istota sprawy) nie jest natury policyjnej i zgodnie
z postanowieniami ustawy daje możliwość miejscowym władzom policyjnym śledzenia
przestrze-gania postanowień o użytkowaniu torfowiska i reglamentacji związanej
z eksploatacją, a nie podporządkowujących się przepisom nakładać kary pieniężne
i ich egzekucję.
W 1854 r., przy okazji prac odwadniających, prowadzonych na obszarze
należącej do gminy, tz. wielkiej łąki, natrafiono na obszerne złoże torfu.
Parcela ta dostarczała do kasy miejskiej tylko niewielkich wpływów z dzierżawy.
Dlatego władze miasta postanowiły w 1856 r. na obszarze oznaczonego złoża
urządzić kopalnię torfu, tak aby z nastaniem przyszłej wiosny można było
przystąpić do eksploatacji złoża. No i stało się! Oprócz zaspokojenia zapotrzebowania na opał dla potrzeb oficjalnych budynków miejskich, pozostało jeszcze 120.000 szt. do zbycia, za co kasa miejska uzyskała wpływ w wysokości 176 t. 14
gr. i 3 f. Postanowiono więc w 1858 r. zwiększyć produkcję do półtora miliona
szt. - Złoże to było już znane wiosną 1829 r. W/g §§ 401 - 403 prawa segregacyjnego
(ustawy o reformie rolnej) miasto Łobez i jego właściciele domów otrzymali
do użyt-kowania kilka torfowisk, które po ich wyeksploatowaniu, wraz z
placami przeznaczonymi do suszenia torfu pozostają majątkiem wspólnym
mieszkańców. A wszelkie, ewentualne z tym związane dochody mają trafić
do kasy komunalnej. Przepisy te okazały się z czasem nieżyciowe. Objawiło
się to gdy powstałe po wyeksploatowaniu torfu rozlewiska wodne postanowiono
wydzierżawić rybakom. W umowie dzierżawnej trzeba było uwzględnić prawa
mieszkańców wynikające z ustawy. Dzierżawa doszła do skutku za 32 t. 110
gr. rocznie, na 10 lat w 1865 r. Jednak sprzeczność interesów stale o sobie
przypominała prowadząc do konfliktów. Przed 1859 r., dokonując obrachunków
budżetowych sprawy torfu ujmowano wspólnie z dzierżawą polowań. Dopiero
od tego roku sprawy torfu potraktowano jako oddzielną pozycję, co dało
następujący wynik:
okres budżetowy wpływy wydatki
1859 - 1861
838 1/2 t.
663 2/3 t.
1862 - 1864
250 "
250 "
1865 - 1867
50 "
200 "
1868 - 1870
20 "
180 "
przeciętnie
289 3/3 t. 323 2/3 t.
Jak wynika z powyższego skarb gminy dopłacał rocznie, przez 10 lat
przeciętnie po 34 t. do sprawy torfu. Jest to w jakiś sposób związane z
ilością torfu przeznaczonego na potrzeby obiektów publicznych. A poza tym
przypisuje się to konkurencji (...)
z j. niemieckiego tł. Roman Sternicki
"Łabuź" 14/1995
[Spis treści]
Wulf - Dietrich v. BorckePOCHODZENIE RODU von BORCK
Historia miast Pomorza Zachodniego Łobezu, Reska oraz Węgorzyna jest
ściśle związana z rodziną Borków. Założycielami wymienionych miast jest
ród, który przez długi okres miał duży wpływ na mieszkańców, uzależniając
ich od siebie. (Dopiero w XIX w., przy okazji reformy administracyjnej
miasta te straciły statut prywatnej własności Rodu Borków.- przyp. z.l.)
O założeniach i rozwoju miast pisano wielokrotnie. W mniejszym natomiast
stopniu zajmowano się pochodzeniem i rodowodem założycieli, o których wypowiadano
się w sposób bardzo kontrowersyjny i wieloznaczny.
"To jest tak stare jak rodzina Borków i Duwal'i - (diabłów)" - takim
porzekadłem posługiwano się na Pomorzu Zachodnim, mówiąc o korzeniach rodziny
Borków, pomijając fakty historyczne odnotowane w dokumentach.
Niezależnie od porzekadła, nie brakuje w przeszłości prób szukania
korzeni Rodu w legendarnym okresie wczesnego średniowiecza. Tylko tak można
tłumaczyć usiłowania, wyprowadzenia gałęzi Rodowej od Króla Dragovita,
który żył za czasów Karola Wielkiego i władał ziemiami nazywanymi "Havelgegend".
Starano się także Ród Borków posadowić na gałęzi właścicieli ziemi Gutzkow, z której jakoby zostali wypędzeni przez Książąt z Rugii, a w ramach
odszkodowań, w zamian otrzymali ziemię łobeską. Takie i podobne opowieści,
które nie potwierdzają się w odnotowanych przez historię faktach można
mnożyć.
W rzeczywistości pierwsza wzmianka o rodzinie Borków datowana jest
na rok 1186/87. Wspomina się tam o " Pribislaus filius Borkonis -(syn Borkos'a)".
W dokumencie o nadaniu praw własności ziem na wyspie Wolin probostwu w Kamieniu, powołuje się na świadka wyżej wspomnianego Przybysława.
O jego ojcu Borku I, którego dziś uważa się za protoplastę Rodu nic nie
wiadomo. Zakłada się iż Borko I z pochodzenia był szlachcicem Pomorskim.
Rozwój drzewa genealogicznego Rodu liczy się dopiero od Borka II.
To właśnie jego wymienia się w dokumencie Księcia Warcisława III z
dnia 03.03 1251r. jako świadka wraz z rycerzem Sandą - (Borko et Sanda
milites nostri).
Jego synowie Johanes i Jakobus pojawiają się w roku 1282 a Nicolaus w 1295r. Właśnie On po raz pierwszy używa imienia swojego ojca jako
nazwiska. Sygnując wystawiony 1 stycznia 1297r. dokument zastawiający za
83 marki wieś dla Klasztoru w Koszalinie, jako Nicolaus Borko.
Borko II pojawia się w dokumentach - aktach historycznych od roku 1251
jako rycerz, a od roku 1253 jako Kasztelan Kołobrzeski, lub jako Burgrabia.
Od roku 1251 bierze udział w licznych wydarzeniach. Należał do Pomorskich
wielmożów, którzy zajmowali znaczące pozycje polityczne na dworze Książęcym
w czasie wielkiej migracji zachodnio-niemieckiego rycerstwa na ziemie Pomorskie.
Podniosło to rangę nie tylko Rodowi Borków.Wszyscy oni byli zrównani w
prawach z rycerstwem zachodnio-niemieckim i występowali na tych samych
płaszczyznach. W roku 1251 Borko wraz z rycerstwem niemieckim występuje
w orszaku Księcia Barnima I i Warcisława III w Wismarze, gdzie podpisywano
umowę Lubecką. Pozycję swoją i jej znaczenie zawdzięcza prawdopodobnie
temu, że w drugiej połowie XIII w. spowolniała migracja niemieckiego rycerstwa,
na tereny na wschód od Odry, dzięki czemu było więcej możliwości na korzystniejsze
usadowienie się we wcześniej zajętych pozycjach.
Mimo, iż nazwisko Rodu Borków pojawia się kilkakrotnie w dokumentach
związanych z terenem ziem nadodrzańskich, to nie należy upatrywać w tym
fakcie, związków rodzinnych z tą ziemią. Wielkim prawdopodobieństwem, natomiast,
popartym licznymi dokumentami; - korzenne miejsce Rodu to okolice Kołobrzegu.
W kołobrzeskich i białogardzkich dobrach posiadał Borko liczne, choć bardzo
rozdrobnione połacie ziemi, co zostało udokumentowane w wielu zapisach
urzędowych. Czy nieruchomości te odziedziczył, czy też sam nabył, możemy
tylko dociekać i przypuszczać.W Kołobrzegu i okolicy był tylko urzędnikiem
książęcym - Kasztelanem, co nie upoważnia do twierdzenia, że jakoby wywodził
się z tych okolic.
Istnieje szereg wątpliwości co do przynależności ziemskiej (terenowej)
Rodu von Borków. Jedna z nośniejszych tez mówiła o "starym Rodowym kręgu".
Podtrzymuje ją między innymi i samo określenie; "stary krąg", które jest
wyróżnione przez Borka. Na jego pieczęci - dokument z 11.01.1282 r. widnieje
napis: "de Vressow" i miejscowość Fritzow koło Kołobrzegu, chociaż już
od 16.08.1271r. w dokumentach określa siebie jako -" Borco dominus de Lobis",
a od 14.11.1280 r. jako " nobilis de Lobis". Po tym jak Kołobrzeg otrzymał
niemieckie prawa miejskie, a tym samym zniesione zostało zarządzenie
o kasztelanii, przeniósł się więc on do Fritzow. I jest prawdopodobne,
że właśnie wtedy poszukiwał nowych terenów. Co go skłoniło do opuszczenia
ziemi kołobrzeskiej i osiedlenia się w górnym dorzeczu Regi, dziś jest
nam nieznane. Przyczyny przeniesienia się na inne tereny można upatrywać
w tym, iż w owym czasie Biskup Kamieński zamieniając w roku 1248 z Księciem
Barnimem I, swoje ziemie położone wokół Stargardu, na ziemie położone na
wschód od Parsęty, zwiększył zasięg wpływów.
Może przez taki rozwój wypadków poczuł się Borko ograniczony
i w związku z tym szukał większej niezależności i samodzielności na
nowych terenach. Konieczność przeprowadzki mogła być podyktowana także
zmiennością i potrzebą polityczną Księstwa Pomorskiego. Słabo zaludnione
ziemie na południu Księstwa należało chronić przed ciągłymi najazdami margrabiów
Brandenburskich. W owych czasach najczęściej chroniono tereny zaludniając
je, budując zamki i grody. Borko więc zadeklarował swoją ochotę, w tym
względzie Księciu, a że był znany jako sprawny i zaradny administrator,
jego oferta została przyjęta. Zasiedlał więc dziewicze obszary górnego
biegu Regi, budując zamki, zakładając grody i miasta. Rozumiał pewnie,
iż ta działalność tak dla niego jak
i dla jego następców, przyniesie wiele tak politycznych jak i gospodarczych
korzyści, choć zapewne zdawał sobie sprawę z trudnego położenia. Bo z jednej
strony musiał przecież zająć konkretne stanowisko co do polityki Księstwa,
a z drugiej strony rozumieć i znać interesy margrabiów Brandenburskich.
Robiąc to co zostało odnotowane przez historię, wykazał się dużą zręcznością
dyplomatyczną i polityczną.
Opuszczając ziemię Kołobrzeską i przenosząc się na tereny nad Regą,
dotychczasowe dobra rozdysponowuje: sponsorując fundacje zakonne i klasztorne,
sprzedając lub też darując jak np. dla klasztoru w Kołobrzegu darowuje
ziemie nazywane "Haken".
Od roku 1271 Borko określa się "dominus de Lobis" - pan na Łobezie.
Od roku 1275 on i jego synowie systematycznie i sukcesywnie zasiedlają
ziemię łobeską, reską i węgorzyńską. A wraz z nimi ich dzierżawcy z dawnych
terenów. Świadczą o tym nazwy wsi i osad, które wraz z ludźmi przywędrowały
tutaj: Bussow - Bełczna koło Kołobrzegu, Grabow koło Kamienia, Bonin koło
Koszalina, Rogów koło Białogardu. Zasięg terenów zagospodarowanych wtedy,
dzisiaj jest już trudno wskazać. Najprawdopodobniej była to duża część
puszczy, łąk i bagien. Powstało wtedy dużo osad wiejskich, grodów i miast.
Jako sprawny organizator i człowiek, którego wymienia się w wielu historycznych
dokumentach tamtej epoki, dał dowód, że rozumie swój czas, umiejętnie wykorzystując
sytuację, czym stworzył trwałe podwaliny dla swoich następców, którzy mogli
i sprzeciwiali się, tak Książętom Pomorskim jak i margarabiom Brandenburskim.
Jak na familię zrównaną rodowodowo z diabłem przystoi.
Opracował i opublikował : Dr Wulf - Dietrich von Borcke
Stowarzyszenie Rodzinne / Rodowe/ von Borcke
Tłumaczyła: mgr Gabriela Rutkowska
"Łabuź" 23/1997
[Spis treści]
Stanisław MisakowskiSYDONIA
(fragmenty poematu)
XVIII
Zobaczyłaś słońce
zobaczyłaś jak kat ścinał słońce
to przywilej
szlachcianki
na stosie
gasła twoja miłość
skwierczała nienawiść
kiedy ostatnia kropla krwi
zasłoniła dymem
oczy gapiów
dogorywał sierpniowy dzień
roku 1620
tej nocy
słony wiatr
pogrzebał resztki popiołu
w piaszczystej glebie (...)
XXI
Oto moja dłoń
z której można wróżyć -
Cyganka odchodzi
oto moje serce
w którym czai się miłość -
zgrzyt maszyn zagłusza śpiew
oto moje życie
które może wydać i zabrać -
ptak skrzydłem zasłania słońce
a tu
nagle
noc oświetlona spojrzeniami
spada jak nietoperz
na głowę
jestem Hamletem XX wieku
wracam z kosmicznego balu
na parapecie okna
czarny kot pilnuje wróbli
Szczecin szumi jak gaj
mała Krysia nad podręcznikiem historii
dokonuje cudu
na ulicy Jedności
gwar zmartwychwstałych
gdzie jesteś
Sydonio
W jakim oknie
w którym tramwaju
jestem Hamletem XX wieku
chcę poznać
twoją siwą duszyczkę
co wędruje po pomorskiej ziemi
chcę wiedzieć
kto rzucił klątwę
na sześć milionów moich braci
zamordowanych (...)
"... Sydonia pochodziła ze znamienitego pomorskiego rodu Borków. Pierwszy
wymieniony w źródłach protoplasta. tej rodziny co kasztelan kołobrzeski
Borko (Wilk) wspomniany pod rokiem 1252. Stopniowo Jednak ród Borków, podobnie
jak i Inne słowiańskie rody pomorskie, uległ germanizacji, dając przez
wieki władcom Brandenburgii, a potem królom pruskim wielu wybitnych generałów
i polityków. Dwóch z rodu Borków brało też udział w spisku na życie Hitlera
w roku 1944, za co zostali rozstrzelani.
Bohaterka poematu pochodziła z linii Borków, którzy pisali się panami
na Strzmielu
Pochodząc z możnego rodu pomorskiego, Sydonia zgodnie z życzeniem ojca
przebywała przez wiele lat na dworze księcia Filipa l (1515-1560) w Wołogoszczy
w najbliższym otoczeniu jego żony (Amelii saskiej). (...)
Czwarty z kolei syn księcia, Ernest-Ludwik, jak podają współczesne
źródła, miał być najpiękniejszy. Młody książę świeżo po studiach, trochę
marzyciel i melancholik, obdarzony pięknym głosem i grający na lutni, podbił
serce Sydonii. A kiedy w porywie swych młodzieńczych uczuć obiecał dumnej
szlachciance małżeństwo zupełnie zniewolił ją ku sobie. Niestety, zabrakło
mu tej siły charakteru i męskiej stanowczości, jaką wykazał w podobnej
sytuacji jego kuzyn, Zygmunt August. Młody książę ugiął się pod naciskiem
familii i w roku 1577 ożenił się z córką księcia Brunszwiku, łamiąc tym
samym swe książęce słowo dane Sydonii. Dla ambitnej Borkówny był to straszny
cios, tym bardziej że w tym czasie rozstał się z życiem jej ukochany ojciec
(...) Opuszczając na zawsze dwór w Wołogoszczy, rzuciła na cały ród pomorskich
Gryfitów klątwę - przepowiednię, że pół wieku nie przeminie, a cała tak
liczna wówczas dynastia zejdzie bezpotomnie z tego świata..."
Zygmunt Boras (fragmenty posłowia)
Przedruku dwóch pieśni Poematu za zgodą Autora dokonano z książki pt. "Sydonia" (Poemat Historyczny) wydanej przez Wydawnictwo Poznańskie (wyd.
111 z 1978 r.
"Łabuź" 9/1994
[Spis treści]
dr Wulf Dietrich von BorckeSYDONIA VON BORCKE
Obraz legendarnej postaci
Sydonia von Borcke należy do tych postaci naszej rodziny, które do
dziś żyją w pamięci potomnych. Że pamięć o niej nie zatarła się zawdzięczamy
legendzie, która powstała po jej śmierci i mówiła, że to Sydonia czarami
spowodowała śmierć członków rodziny książęcej i bezpłodność ich żon. Ludność
Pomorza Zachodniego nie pojmowała dlaczego synowie Bogusława XIII nie mieli
potomków- następców, a książęta Filip II i Jerzy umarli w sile wieku. Mocna
wiara w czary i demony owego czasu, dawała wyjaśnienie i tłumaczyła niepojęte
wydarzenia w nienaturalnych - odbiegających od pospolicie uprawianego obyczaju,
zjawiskach i sposobach postępowania bliźnich. W ten sposób fakt wymarcia
dynastii Gryfitów, został przypisany czarom Sydonii; - Ciągle szukała zemsty
wobec książęcego rodu - tak wyjaśniała legenda motywy uzasadniające czary
i trucicielstwo Sydonii. Taki sposób rozumowania kieruje nas na fałszywy
trop, gdyż pomija złożoność i wielowątkowość życiorysu Sydonii, którego
ilustracją są grube poszyty akt sądowych, zachowały się one do naszych
czasów i przekazują pogmatwany obraz jej losu.
Urodziła się około 1545r. - (1548) jako córka Ottona von Borcke, pana
na Strzmielu i Anny z domu von Schwicheld. Czy jej kołyska stała w starym
zamku czy w rycerskim dworze Muhlenstrom na południowy zachód od zamku,
tego jednoznacznie stwierdzić nie możemy. "Strzemieleńska" linia rodu,
z której wywodzi się Sydonia była nazywana "dzikim rodem". Jej dziadek
zapisał się w dokumentach jako "szalony" Ulryk. Kuzyn Matzke - Maćko wystąpił przeciwko
swojemu władcy i za bunt w roku 1542 został skazany na banicję przez cesarza
Karola V. Na brata Sydonii Ulryka skarżył się nawet jego własny syn Otto.
Tenże brat Sydonii i jej starszej siostrze Dorocie, z życia uczynił "piekło
na ziemi".
Sydonia i jej siostra mogły jako córki majętnego ojca, jeżeli pozostałby
w stanie bezżennym, być wolne od trosk materialnych. To im gwarantował
testament. Po śmierci ojca i matki obie zostały w Strzmielu, licząc zapewne
na sprawiedliwe wykonanie zapisu testamentowego. Niestety stało się inaczej.
Pomiędzy nimi i bratem rozpoczął się spór i trwająca całe życie walka z
bratem i jego następcami, o sprawiedliwy podział dziedzictwa i płynne wypłacanie
rocznej renty.. Ze względu na złą gospodarność brata, roczną rentę z dziedzicznej
należności otrzymywały one ze zwłoką, pomniejszoną bądź też nie otrzymywały
jej wcale. Ulryk nie szanował i pomiatał książęcymi wyrokami i nakazami
egzekucji z dóbr. Słowa Sydonii na ten temat kilkakrotnie zostały zapisane
w aktach sądowych, z których wynika, iż poprzez tak skąpe i nieregularne
otrzymanie alimentów były one skazane na "łzawie proszalny chleb". Sydonia
i Dorota musiały patrzeć bezradnie jak brat rodowe dobra coraz bardziej
obciąża długami, zastawiając je, by w końcu odstąpić synowi.
Ta niesprawiedliwość, kłamstwo, upokarzające krętactwa i jawne oszustwa
były nazywane przez Sydonię jaskrawymi słownie barwami w myślach, mowie
i czynach, które głosiła wyrażając się niepochlebnie, nie tylko o krewnych
ze Strzmiela. Miało to niewątpliwie wpływ na dalsze jej losy, tworzył się
podatny grunt, do późniejszych oskarżeń i pomówień. Po zamieszkaniu w Marianowskim
klasztorze w dalszym ciągu dostarczała obciążających siebie dowodów; przesyłając
skargi, prośby i zażalenie o nie wykonywaniu zapisu testamentowego przez
brata, na książęcy dwór. Przez co z opatką i siostrami klasztornymi była
w ciągłym skłóceniu. Tak na zewnątrz jak i wewnątrz murów klasztornych
krąg jej przeciwników rozrastał się i umacniał. Utrzymywała zażyłe kontakty
z zielarką. A kiedy ta - Wolde Albrechts podczas procesu o czary, na torturach
wyznała, iż wspólnie z Sydonią i z pomocą diabła uśmierciły marianowskiego
pastora i furtiana, Sydonia została uwięziona i przewieziono do zamku Oderburg
pod Szczecinem.
Na przedłożone jej 74 artykuły obwiniające o trucicielstwo, czary,
obcowanie ze złymi duchami i inne niezgodne z obyczajowością tamtego czasu
czyny, odpowiadała mądrze i rozsądnie. Poddano ją torturom i dopiero na
mękach przyznała się do tego, czego od niej sędziowie żądali.
Stracenie nieszczęśliwie hardej Sydonii nie powstrzymało bezpotomnego
umierania dynastii Gryfitów. Wkrótce po jej spaleniu nagle zachorował po
czym zmarł książę Franciszek. Odszedł nie pozostawiając dziedzica. Wtedy
rządy w Księstwie Szczecińskim objął jego brat. Coraz bardziej nikła stawała
się nadzieja na utrzymanie dynastii. Filip Juliusz i Bogusław XIV, byli
ostatnimi przedstawicielami rodu Gryfitów. Gdy w roku 1625 zmarł bezdzietnie
Filip Juliusz, panowanie w Księstwie Wołogojskim objął Bogusław XIV, który
dotąd podzielone księstwo ponownie zjednoczył. Wraz ze śmiercią Bogusława
w 1637r. zgasł ród książąt Pomorskich.
Sydonii i legendzie, która wokół tego imienia rosła, już jej współcześni
przypisali wątpliwą sławę; że jakoby miała ona uśmiercać bezpotomnie Gryfitów
rzucając czary na ich małżeństwa. Potwierdza to naiwną łatwowierność tamtych
czasów. Ta naiwność nie wywodzi się z ludu, została mu narzucona przez
cyniczne kręgi politycznych graczy. Przeciwko udokumentowanym faktom z
życia Sydonii jest legenda; o pięknej, wyniosłej "liebestolles" - dziewczynie,
która będąc rozkapryszoną córką bogatego ojca wszystkie konkury młodzieńców
z jej stanu - bogatej szlachty odrzucała, mając tylko jeden cel, aby wyjść
za mąż za księcia
z pomorskiej dynastii. Przebywając przez wiele lat na dworze książęcym
w Wołogoszczy - wypełniając model wychowawczy tamtych czasów, trafiła
jej się sposobność aby rozkochać w sobie księcia Ernesta Ludwika, który
przyrzekł jej małżeństwo. Było to jednak sprzeczne z interesem dynastii;
- obyczajowy mezalians. Młody książę więc zaręczyny zerwał i poślubił brunszwicką
księżniczkę Zofię Jadwigę. Tak głosi legenda.
Urażona w dumie i ugodzona w ambicję Sydonia porzuciła dwór książęcy
i rozgoryczona zamieszkała w klasztorze w Marianowie ; (od 1535r. -
Reformacja - klasztory na Pomorzu zostały sekularyzowane, ich majątek włączono
do domen książęcych. W kilku klasztorach żeńskich m. in. w Marianowie,
książęta utworzyli dobroczynne fundacje, gdzie wdowy i stare panny szlacheckiego
pochodzenia miały mieć zapewnioną opiekę).
Ziołolecznictwo w owym czasie było zapewne pospolitością, ale nie mówiono
o tym jawnie, aby nie budzić podejrzeń. Jak mówią zachowane dokumenty Sydonia
zajmowała się ziołolecznictwem i mogła mieć powodzenie, gdyż była biegła
w tym rzemiośle. Znała wszakże Wolde Albrecht - zielarkę, która, jak mówi
legenda, nauczyła ją czarodziejskich praktyk. Dlatego też, powiadano, że
Sydonia także zajmuje się czarami i trucicielstwem. Przez to nawet dom
książęcy nie był pewien swego bezpieczeństwa. Przecież Sydonia mściła się
za wyrządzone jej krzywdy. Przysięgła wszakże, że przerwie linię dynastii.
Na pewno więc za pomocą czarów, w czym była biegła rzuciła klątwę na dom
książęcy i zamknęła ją na kłódkę, a klucz od niej wrzuciła do jeziora,
w Marianowie - w jego najgłębszym miejscu.
Uczynek ten stał się głośny - tłumaczył i wyjaśniał bezpotomne umieranie
rodu książęcego. Przez to z rozkazu księcia Franciszka uwięziono ją i przetransportowano
z Marianowa do Szczecina, gdzie postawiono przed sądem, oskarżono o
czary
i trucicielstwo. Poddano przesłuchaniu i torturom. Po wymuszonym przyznaniu
się do popełniania zbrodni trucicielstwa, wydano wyrok skazujący. Sydonia
jako, iż była ze szlacheckiego rodu najpierw została ścięta na "Rabenstein"
- (kruczy kamień), a dopiero potem jej ciało spalono na stosie.
Gdy książę Franciszek w noc przed egzekucją odwiedził Sydonię i prosił,
aby zdjęła klątwę z książęcej rodziny, by apartamenty zamkowe na powrót
wypełnił dziecięcy gwar. Jej odpowiedź brzmiała: - klucz i kłódka, na którą
zamknęłam klątwę jest nie do wydobycia, nawet przez: "Chima" mojego czarnego
kota - "Weg mit dem Kopf" - tak zakończyła. Słowa te do dzisiejszego dnia
są odczytywane jako jednoznaczny wyrok na ród Gryfitów, z którego mocy
spadły wszystkie męskie głowy nie pozostawiając następców. Zgasł ród Gryfitów,
a Pomorze przeszło we władanie Brandenburgii.
Mimo wstawiennictwa sąsiednich książąt i krewnych Sydonii, po tej nocy
książę zatwierdził wyrok, który wykonano.
Dr Wulf Dietrich Borcke
z niemieckiego tłumaczył: Paweł Gut
"Łabuź" 25/1998
[Spis treści]
dr Paweł Gut
I. Kalendarium sporu Sydonii v. Borcke z Ulrykiem
- ok. 1548 - w Strzemielu lub Muhlenstrom przychodzi na świat Sydonia;
- 1551- umiera Otto v. Borcke, ojciec Sydonii;
- 1568 - wiosną umiera matka Sydonii, Anna; 9 czerwca rodzeństwo zawiera
umowę spadkową;
- 1569 - jesienią, po ślubie brata Ulryka z Otylią v.Dewitz, Sydonia
i Dorota wyprowadzają się z Strzemiela. Na dwór książęcy napływają pierwsze
skargi sióstr na brata;
- 1570 - Jan Fryderyk, książę zachodniopomorski, 19 lutego ustanawia
Martina i Hasse v.Wedel prawnymi opiekunami dla Sydonii i Doroty;
- 1572 - Jan Fryderyk ustanawia 12.03. komisję pojednawczą, która 30.09.
w Krępcewie zapośrednicza ugodę między rodzeństwem v.Borcke;
- 1577 - od 25.11. Dorota oraz Sydonia mieszkają w klasztorze w Marianowie;
- 1578 - po kolejnych suplikach oskarżających Ulryka o niepłacenie alimentów,
15.12., siostry zawierają z nim kolejną ugodę;
- 1581 -19.04. książę nakazał egzekucję alimentów z dóbr Ulryka. Wobec
jego oporu, 27.06. przed sądem Nadwornym rozpoczyna się proces przeciwko
niemu;
- 1582 - 01.05. Sydonia i Dorota przed sądem składają specyfikację swoich
żądań wobec Ulryka;
- 1583 - 25.06. Sąd Nadworny ogłasza wyrok korzystny dla sióstr v.Borcke.
Od tego orzeczenia Ulryk składa apelację do Sądu kameralnego Rzeszy;
- 1584 - 09.06. w pożarze Stargardu płonie mieszkanie wraz z dobytkiem
Sydonii i Doroty;
- 1585 - siostry przyłączyły swoje skargi na brata do pozwów jego wierzycieli;
- 1589 - w Szczecinie Sydonia zostaje wciągnięta w proces o zniesławienie
księcia Jana Fryderyka i malwersacje finansowe;
- 1591 - 27.01. Sąd Nadworny podwyższa wysokość alimentów i nakazuje
Urlykowi przygotowanie domu dla sióstr w Resku. 14.05. Jan Fryderyk nakazuje
bezwzględnie zamieszkać siostrom w Resku. 11.1591. siostry przybywają do
Reska;
- 1593 - pożar w Resku, w którym siostry tracą dobytek; Dorota przenosi
się do Krzywnicy, Sydonia pozostaje w Resku;
- 1595 - książę ustanawia komisję do ostatecznego rozstrzygnięcia sporu;
- 1596 -14.02. Sąd Nadworny wyrokuje w sprawie Sydonii i Doroty: Ulryk
ma im zapewnić nowe mieszkanie i utrzymanie;
- 1597 - siostry skarżą się, że Ulryk nie wykonuje wyroku z roku poprzedniego;
- 1599 - rozpoczyna się 6 letni proces z Jakubem Stettinem o pobicie;
- 1600 - umiera Dorota; Sydonia domaga się spadku po siostrze;
- 1602 - Sąd Nadworny pozbawia Sydonię praw do spadku po siostrze;
- 1603-11.11. umiera Ulryk;
- 1604 -1.01. Sydonia zostaje przyjęta do przytułku w Marianowie;
- 1605 - Sydonia zostaje zdjęta z funkcji przeoryszy;
- 1607 - zastawione dobra w Rogowie i Siedlicach przechodzą w ręce Josta
v.Borcke;
- 1612 - Sydonia została po raz pierwszy oskarżona o czary;
- 1619 - 4.10. aresztowanie Sydonii; 21.10. zostaje przewieziona do Oderburgu
w Szczecinie;
- 1620 -1.09. ogłoszenie wyroku śmierci;
II. Obraz Sydonii w Muzeum Narodowym w Szczecinie
Postać Sydonii opisana wielokrotnie literacko i naukowo, stała się
również obiektem zainteresowania malarzy. W przeszłości znane były trzy
portrety, przedstawiające ją w jednakowej formie. Jeden z nich znajdował
się w muzeum w Szczecinie (obecnie w Muzeum Narodowym w Szczecinie), drugi
w zamku w Starogardzie Łobeskim, trzeci w Gotha.
Portret Sydonii to obraz olejny o wymiarach 87 x 74 cm. W jego centralnym
punkcie stoi kobieta z rękami założonymi jedna na drugą, w sukni spiętej
gorsetem i kołnierzem. Głowę zwraca w prawo. Ma ciemnoniebieskie oczy i
czerwone włosy opięte siatką, Na jej szyi wiszą perły i kamienie. W prawej
ręce, na której palcach widać kilka pierścieni, trzyma kielich, na lewej
naciągnięta jest jasnej barwy rękawiczka, a na ramieniu Sydonii leży duży
czarny kot.
Na drugim planie, na prawo od głównej postaci, znajduje się postać starej
kobiety z pękiem kluczy u pasa. O osobach przedstawionych na obrazie informuje
umieszczona w prawym rogu inskrypcja: "Sydonia Borcken w jej młodości jak
... jej starości". Napis ten widnieje tylko na obrazie w muzeum w Szczecinie.
Na portrecie w Starogardzie tło uzupełnione jest jeszcze widokiem zamku
z wysokimi wieżami, otoczonego wodą i górującymi skałami. Poza tym w tle
znajduje się jeszcze kilka figur w czerwonych ubraniach, zajętych różnymi
pracami.
Portret sławnej Borkówny jest obrazem alegorycznym, powstałym już po
jej śmierci. Przedstawienie staruszki i młodej dziewczyny stanowi wyraźny
kontrast, który "uderza jak śmierć". Obraz staruszki nigdy nie jest sympatyczny,
a w tym momencie jej odrażające, przenikliwe spojrzenie w porównaniu do
łagodnych oczu młodej Sydonii, budzi uczucie lęku i przerażenia, ale również
skłania do zadumy nad losem człowieka.
Obrazy nie posiadały żadnych znaków, inicjałów czy nazwiska autora.
H. Lemcke, dziewiętnastowieczny historyk pomorski, uważał, że twórcą obrazu
jest malarz określany mianem "Meisters der Halbfiguren". Same portrety
nie mają wielkiej wartości artystycznej.
Na starogardzkim portrecie były naklejone dwie kartki. Na pierwszej
kartce znajdował się siedemnastowieczny rękopis: "Sydonia najbogatsza szlachecka
dziewica na całym Pomorzu, a jej rodzice tak wiele dóbr odziedziczyli,
że otrzymali tytuł hrabiowski. Oni byli bardzo wyniośli i uważali się za
równych książętom. Ona (t). Sydonia) najczęściej przebywała na dworze władców
pomorskich, gdzie chciała zdobyć miłość jednego z synów książęcych. Tu
je} dwudziestoletni Ernest Ludwik obiecał małżeństwo. Jednakże obraz młodej
Jadwigi Brunszwickiej najpiękniejszej księżniczki niemieckiej spowodował,
że Sydonia nie wyszła za księcia i zamknęła się w klasztorze w Marianowie.
W starości w tym klasztorze została opatką. Ale krzywda jej leżała na sercu
i z czasem rosła. Ona związała się z diabłem... obok innych czynów czarodziejskich,
zabiła cały książęcy ród...1618 Franciszek I objął tron, wróg czarownic,
wszędzie ich poszukiwał i publicznie karał. One (tj. czarownice) wskazywały
na torturach opatkę z Marianowa. Uwięziono Sydonię i do Szczecina sprowadzono
na rozkaz księcia. Ona przyznała się do zbrodni. Franciszek chciał jej
okazać łaskę, jeżeli zdejmie czary z dynastii. Ona odpowiedziała: nie...ścięto
i spalono ją w Szczecinie...potem książę rozkazał namalować jej portret
i w młodości i starości... "
Pismo na drugiej kartce informowało, że obraz namalowany został w manierze
Lucasa Cranacha przez jego znakomitego ucznia. Następnie opisana była wędrówka
obrazu w rodzinie v. Borcke na Starogardzie.
Kilka lat temu powstał nowy portret Sydonii. Jego autorem jest współczesny
szczeciński artysta Henryk Boelke, Obraz ten znajduje się obecnie w pałacu
w Strzemielu, obok kilku portretów książąt z dynastii Gryfitów.
III. Czy Sydonia była tylko czarownicą?
Postać Sydonii - czarownicy w minionych wiekach była wielokrotnie opisywana
i każdorazowo budziła wielkie emocje. Stała się ona bohaterką romansów
i prac naukowych. Swoją popularność zawdzięcza tragicznym wydarzeniom,
jakie miały miejsce w jej życiu, przyczyniły się oskarżenia jej o czary
i skazania na śmierć przez ścięcie. Pisarze przedstawiający życie Sydonii
widzieli niespełnioną, zranioną miłość, która mściła się na rodzinie jej
ukochanego Ernesta Ludwika, tj. na rodzie Gryfitów. Pikanterii dodawała
jeszcze sugestia, że Sydonia była ślepym narzędziem w intrydze brandenburskich
Hohenzollernów, którzy wszelkimi metodami dążyli do opanowania władztwa
Gryfitów - Pomorza Zachodniego. Tak zobrazowana postać Sydonii godna była
"szekspirowskiego dramatu". Rzeczywistość była jednak mniej dramatyczna.
Oskarżenie o czary, o spowodowanie śmierci męskich przedstawicieli rodziny
książęcej było tylko pretekstem do brutalnego pozbycia się Sydonii przez
jej kuzyna, Josta v. Borcke.
Sydonia była córką Anny i Ottona v. Borcke. Jej rodzina należała do
elity szlachty pomorskiej, swoimi korzeniami sięgała połowy XIII wieku,
władała ziemiami w okolicach Łobza i Reska. Gniazdem rodowym był zamek
w Strzmielu, który w połowie XVI wieku był własnością Otto v. Borcke.
Dokładna data urodzin Sydonii nie jest znana. Stało się to jednak prawdopodobnie
ok. 1548 roku. Co prawda w 1620 r., podczas jej procesu, podawano, że ma
lat 80 (urodziłaby się 1540 r.), ale jest to jednak mało prawdopodobne,
bowiem była najmłodszym z trójki dzieci Anny i Ottona. Ich najstarszy syn
Ulryk urodził się w 1545 lub 1546 roku, następnie na świat przyszła Dorota,
a dopiero po niej Sydonia. Wynika z tego, że ta ostatnia nie mogła się
urodzić wcześniej niż w 1548 roku i nie później niż w 1551 roku, gdyż na
początku tego roku zmarł jej ojciec. Miejscem jej urodzenia był prawdopodobnie
zamek w Strzmielu lub leżące na południowy - zachód od zamku miejsce zwane
Muhlenstrom (obecnie nieznane).
O dzieciństwie i wczesnej młodości Sydonii źródła milczą. Wiadomo, że
po śmierci ojca była razem z siostrą i bratem wychowywana przez matkę w
Strzmielu. Tu prawdopodobnie nauczyła się pisać i czytać. Posiadana przez
nią biblioteczka świadczy, że jej wykształcenie było wyższe niż przeciętnej
szlachcianki z tego okresu.
Wiosną 1568 roku zmarła matka Sydonii - Anna v. Borcke, Po jej śmierci,
9 czerwca Ulryk, przy pośrednictwie Krzysztofa v. Schwicheld i Messiga
v. Borcke, zawarł układ spadkowy ze swoimi siostrami. Umowa przewidywała,
że Ulryk otrzyma po rodzicach całość majątku nieruchomego, tj. ziemię,
a obie siostry zostaną przez niego spłacone. Miały one otrzymać po 500
talarów reńskich gotówką, a przy zamążpójściu po 1000 florenów (fl.) wiana.
Ponadto układ gwarantował im uposażenie w dobra ruchome, tj. ubrania, kufry,
sprzęty domowe, pościel, kosztowności, wśród których były złoty łańcuch
za 70 guldenów oraz złote puchary, jeden dla Doroty, drugi z herbem matki
dla Sydonii. Siostry mogły pozostać w Strzmielu na utrzymaniu brata. Jeżeli
jednak chciałyby opuścić rodzinny dom, to Ulryk miał je uposażyć zgodnie
z ich pozycją społeczną (renta w gotówce i naturaliach). Układ ten miał
gwarantować dostatnie życie dla Sydonii i jej siostry Doroty.
Układ nie wytrzymał jednak próby czasu. Już po roku małżeństwa Ulryka
z Otylią v. Dewitz, Sydonia i Dorota musiały opuścić Strzmiele. Można przypuszczać,
że powodem tego kroku była osoba ich szwagierki, której obie siostry nie
chciały zaakceptować. Wyjazd ten rozpoczął ich długoletnią tułaczkę. Nie
mając stałego miejsca pobytu, często przenosiły się korzystając z życzliwości
krewnych i dworu książęcego.
W tym okresie pojawiają się pierwsze skargi sióstr do księcia Jana Fryderyka,
a dotyczące złamania warunków umowy przez Ulryka. Ponieważ kobieta, według
obowiązującego na Pomorzu prawa pospolitego, nie mogła samodzielnie występować
w sporach prawnych, dlatego w lutym 1570 roku książę powołał dla Sydonii
i Doroty opiekunów prawnych. Zostali nimi spokrewnieni z Borckami Martin
i Hasse v. Wedel z Krzywnicy. Kolejnym posunięciem Jana Fryderyka było
powołanie komisji, która miała doprowadzić do ugody między rodzeństwem.
Działania tej komisji zakończyły się we wrześniu 1572 roku ugodą w Krępcewie,
na mocy której Ulryk zobowiązał się do przestrzegania umowy spadkowej.
Przez następne pięć lat źródła nie donoszą o żadnych sporach. Dopiero
w 1577 roku miała miejsce nowa suplika, w której siostry v. Borcke ponownie
oskarżyły brata o zaniechanie wypłacania należnych im alimentów. W odpowiedzi
Jan Fryderyk po raz wtóry nakazał postępowanie mediacyjne. Jednakże nowa
ugoda zawarta w grudniu 1578 roku nie przyniosła trwałego unormowania stosunków
między rodzeństwem. Już w następnym roku napłynęły nowe skargi wobec Ulryka,
które spowodowały wysłanie książęcego egzekutora, mającego ściągnąć alimenty
z dóbr Borcka.
Opór wobec książęcego nakazu był bezpośrednią przyczyną wszczęcia przeciw
Ulrykowi procesu przed Sądem Nadwornym w Szczecinie w lutym 1581 roku.
Na pierwszą rozprawę przybył osobiście Jan Fryderyk w otoczeniu dworu.
Przesłuchiwany Ulryk bronił się twierdząc, że znajduje się w trudnej sytuacji
materialnej spowodowanej buntami poddanych. Jednakże jego siostry oraz
świadkowie zeznawali, że nie płaci alimentów, gdyż jest złym gospodarzem
rodzinnego majątku. W zeznaniach Sydonia i Dorota przedłożyły listę swoich
obecnych żądań wobec brata.
Proces zakończył się po dwóch latach (25.07.1583) wyrokiem korzystnym
dla skrzywdzonych kobiet. Ulryk musiał, w wypadku zamążpójścia którejś
z sióstr, wypłacić 1000 fl. wiana i 300 fl. na wesele. W wypadku zaś ich
staropanieństwa każda miała otrzymać po 30 fl. rocznie oraz naturalia.
Dodatkowo miał im wypłacić po 40 fl. na spłacenie zaciągniętych przez nie
długów. Korzystny wyrok nie poprawił sytuacji materialnej sióstr, ponieważ
Ulryk wniósł apelację od wyroku Sądu Nadwornego do Sądu Kameralnego Rzeszy.
Z tej przyczyny nie można było dokonać egzekucji orzeczenia sądu książęcego.
Położenie materialne obu sióstr pogorszyło się jeszcze bardziej, gdy w
pożarze Stargardu w 1584 roku spłonęło ich mieszkanie wraz z dobytkiem.
Sama Sydonia oceniała wtedy swoje straty na ponad 200 fl.
Straty poniesione w pożarze oraz brak alimentów od Ulryka zmusiły siostry
do zaciągania nowych pożyczek. W tej sytuacji Sydonia i Dorota starały
się zaradzić swojemu nieszczęściu, składając nowe supliki do księcia. Sydonia
często przybywała do Szczecina, aby osobiście na dworze książęcym dopilnować
doręczenia kolejnych skarg na brata. Tu mieszkała u Brockhausenów, przez
których w 1589 roku została wplątana w machinacje finansowe i w proces
o zniesławienie Jana Fryderyka. Pomimo tak poważnego oskarżenia Sydonia
wyszła cało z opresji o czym świadczy wyrok drugiego już procesu założonego
przeciwko Ulrykowi. Nowy wyrok Sądu Nadwornego z 1591 roku nakazywał mu
wypłacać siostrom corocznie po 33 fl., dostarczać naturalia oraz zapewnić
mieszkanie w Resku.
Wyrok nie w pełni zadowalał Sydonię i Dorotę. Chciały one bowiem, aby
książę nakazał Ulrykowi owo mieszkanie w Resku zakupić, a nie tylko wynająć,
ponieważ obawiały się, że wynajęte mieszkanie zostanie im wymówione. Zniecierpliwiony
Jan Fryderyk rozkazał im jednak bezwzględnie udać się do Reska i zamieszkać
w mieszkaniu przygotowanym dla nich przez brata.
Obawy sióstr okazały się uzasadnione - Ulryk wynajął wprawdzie dla nich
mieszkanie, lecz za nie nie zapłacił. Ponadto okazało się, że miały one
zamieszkać razem z właścicielem w jednej izbie. Dopiero zabiegi osób życzliwych,
które prosiły księcia meklemburskiego o wstawiennictwo u Jana Fryderyka,
spowodowały, że żona Ulryka, Otylia, wynajęła dla swych szwagierek dom
w Resku od Joachima Luchte. Na nowym miejscu Sydonia i Dorota nie zaznały
długo spokoju. W roku 1593 w wyniku pożaru w Resku ponownie zostały bez
dachu nad głową.
Po tych wydarzeniach siostry rozdzieliły się; Dorota zamieszkała u przyjaciół
w Krzywnicy, a Sydonia pozostała w Resku, wynajmując jedną izbę z komorą.
W tym czasie ich opiekunowie kolejny raz interweniowali u księcia, który
wydał polecenie, aby Ulryk przygotował nowy dom w Resku i zwrócił wydatki,
jakie poniosły jego siostry po pożarze, na co tenże wyraził zgodę.
Starzejące się siostry v. Borcke nie były z tego jednak zadowolone.
Marzył im się teraz dom z ogrodem w Strzmielu, w rodzinnym majątku. Nowe
żądanie spowodowało, że książę, znużony ciągłym sporem między rodzeństwem,
trwającym już ponad 25 lat, ustanowił komisję do ostatecznego rozstrzygnięcia
konfliktu. Prace nowej komisji sądowej trwały ponad rok. Ostatecznie Ulryk
zgodził się na zamieszkanie Sydonii i Doroty w Strzmielu, gdzie obiecał
wybudować dla nich dom. Sąd Nadworny w swoim wyroku z 1596 roku orzekł,
że Ulryk ma zapewnić siostrom nowe mieszkanie na stałe i wypłacać im alimenty
z dóbr w Rogowie i Siedlicach. Dóbr tych nie wolno mu było sprzedać ani
zastawić.
Rok po ogłoszeniu wyroku Ulryk przekazał jednak dobra w Rogowie i Siedlicach
swojemu synowi Ottonowi, chcąc w ten sposób przerzucić na niego utrzymywanie
starych ciotek. Stało się to przyczyną konfliktu między ojcem a synem,
który nie chciał partycypować w kosztach alimentacyjnych.
Siostry nie doczekały się nowego domu, bowiem w roku 1600 Dorota zmarła,
śmierć ta przysporzyła Sydonii kolejnych zmartwień. Powstał bowiem następny
spór z Ulrykiem, tym razem o majątek po Dorocie. Za przyczyną Sydonii sprawa
ta trafiła ponownie przed oblicze księcia, którym był już Banim XII. Ulryk
w trakcie wyjaśnień utrzymywał, że całą spuściznę po Dorocie musiał przeznaczyć
na spłatę jej długów oraz na pogrzeb, wobec czego majątek po niej już właściwie
nie istnieje. Sydonia natomiast twierdziła, że brat zgarnął spadek po siostrze,
a ciało jej pozostawił bez pogrzebu. Ostatnią posługę siostrze dopiero
ona oddała. Zeznania jej nie przekonały jednak sądu, który w 1602 roku
orzekł, że cały spadek po Dorocie v. Borcke ma należeć do jej brata.
Wyrok z 1602 roku pogłębił złą sytuację materialną Sydonii. Trudności
finansowe powiększył także nowy proces, który wytoczyła Jakubowi Stettinowi.
Został on oskarżony o pobicie Sydonii na rozkaz jej brata. Proces ten ciągnął
się przez 6 lat, do roku 1605. Mimo iż oskarżony został uznany winnym,
to koszta sądowe w wysokości 1000 talarów miała pokryć Sydonia.
Spory w łonie rodu v. Borcke trwały już ponad 30 lat, gdy w roku 1603
zmarł Ulryk. Śmierć ta nie zakończyła jednak konfliktu. Zobowiązania alimentacyjne
przejął bowiem syn Ulryka, Otto, a dobra, z których uposażenie przeznaczone
dla Sydonii oddano w zastaw jej kuzynowi Jostowi v. Borcke. Pomimo kilku
prolongat Otto nie wykupił zastawu, wobec czego w roku 1607 stał się on
własnością Josta.
Sydonia przebywała w tym czasie w klasztorze w Marianowie, gdzie została
za wstawiennictwem krewnych przyjęta po śmierci Ulryka. Sądzono, że dożyje
tu w spokoju aż do kresu swych dni. Stało się jednak inaczej. W dalszym
ciągu prowadziła proces o alimenty i uposażenie nie tylko z Ottonem, ale
i z Jostem, Nie znalazła także wspólnego języka ze współmieszkankami fundacji
mariańskiej. Źle czuła się w klasztorze, choć posiadała oddzielny, dobrze
wyposażony domek. Wszelkie próby wyznaczenia jej jakichś funkcji czy wciągania
w pracę wspólnoty nie były udane. Stało się to główną przyczyną konfliktów
ze współsiostrami, które krzywo patrzały na wyniosłą starą kobietę ciągle
podróżującą na różne procesy.
Zawiść sióstr, liczne niespłacone długi oraz ciągły spór o dobra z Jostem,
którego dodatkowo oskarżyła jeszcze o wykorzystywanie urzędów dla celów
prywatnych, stały się główną przyczyną jej tragicznego końca.
Od początku pobytu Sydonii w klasztorze kierowano wobec niej oskarżenia
o tajemne praktyki, pakt z diabłem i używanie czarów. Najpoważniejszy zarzut
pojawił się w 1618 roku i dotyczył spowodowania za pomocą czarów śmierci
księcia Filipa II i innych męskich potomków z dynastii Gryfitów. Tak postawiony
zarzut doprowadził do tego, że musiała teraz walczyć o własne życie, a
nie o majątek po rodzicach. Jednakże przed oskarżeniem o czary wówczas
nie było obrony.
Dorosłe życie Sydonii upływało pod znakiem ustawicznych procesów z bratem.
Spory rodzinne były częstym zjawiskiem w społeczeństwach ówczesnej Europy.
Również wiele toczyło się ich na Pomorzu. Dla Sydonii jednak proces z upływem
lat stał się motorem postępowania i wszelkiej działalności dotyczącej konfliktu
z bratem i jego spadkobiercami. Uwidoczniło się to zwłaszcza po osadzeniu
jej w Marianowie, gdzie mogła żyć spokojnie. Ona jednak wcale tego nie
chciała, dalej prowadziła walkę o majątek, który teraz nie był już przecież
jej potrzebny. Brak wymiernych efektów procesów spowodował, że Sydonia
była coraz bardziej rozgoryczona, zgryźliwa i wroga wobec ludzi. Zraziła
do siebie wtedy współmieszkanki klasztoru, życzliwych dotąd ludzi, urzędników
i dwór książęcy. Postawa ta stała się przyczyną, że oskarżona o czary nie
mogła liczyć na żadną pomoc i została skazana na śmierć.
Paweł Gut- historyk - archiwista, pracuje w Archiwum Szczecińskim, mieszka
w Stargardzie Szczecińskim. Druk w "Łabuziu" z rękopisu.
"Łabuź" 18/1996
[Spis treści]
Dr Dirk Alvermann
SAGA O STRACENIU KLASZTORNEJ WIEDZMY
Wilhelm Meinhold w połowie XIX-tego stulecia napisał i wydał kronikarski
romans pt. "Sydonia von Borcke klasztorna wiedźma". Chociaż nie osiągnął
on znaczącego literacko uznania, przyczynił się do utrwalenia obrazu i
pamięci o Sydonii w świadomości społecznej. Historyczne źródła były Meinholdowi
znane tylko częściowo;- jeszcze dzisiaj historycy archiwiści znajdują listy
i dokumenty dotyczące Sydonii. Mimo ubóstwa źródeł historycznych stworzył
Meinhold wizerunek Pomorskiej "czarownicy", nadając jej jednoznacznie czytelne
rysy postaci z epoki. Tym samym utrwalając romantyczny wzorzec , który
w ustnym przekazie dotrwał do naszych czasów.
Sydonia, która pochodzi z rodu Borcków i już na trwale zajmuje ugruntowane
miejsce w ustnie przekazywanej legendzie urodziła się, prawdopodobnie w
roku 1548 w Sztramelu - /Strzemielu/ pow. Łobez, który to powiat do XIX
w. - reforma administracyjna Państwa Pruskiego, był nazywany powiatem Borcków-
"Borckichen Kreis"- przypis z.l./ Urodziła się w "wilczym gnieździe rodu
Borcków", tak nazywano zamek w Strzemielu, z ojca Ottona i matki Anny von
Chwicheld pochodzącej z Mecklenburgu. Przedwczesny zgon ojca i matki skazał
Sydonię i jej starszą siostrę Dorotę, na nieokiełznane kaprysy brata Ulricha,
z którym całe życie toczyły walkę o sprawiedliwy podział dziedzictwa. Ulrich
, jak mówią, przetrwałe do naszych czasów akta sądowe,/ zgromadzone w Strzemielu
- Filia Szczecińskiego Archiwum Państwowego - przypis z.l./ z nikim się
nie liczył. Kiedy nie udało mu się wydać korzystnie sióstr za mąż, zaprzestał
wypłacania należnych im, ustanowionych przez sąd alimentów. Taki był główny
powód ciągłych procesów, w których siostry pokonywały brata. Mimo, iż sądy
wydawały korzystne dla sióstr wyroki ich sytuacja nie poprawiała się. Ulrich,
który przez współczesnych mu był uważany za "wilczo dzikiego rozbójnika";
- /riter volf/ znieważał, poniżał i upokarzał siostry, jak tylko mu się
podobało. Sydonia została nawet pobita przez jednego ze służących. Ostrą
zapiekłość tego sporu rodzinnego można jeszcze i teraz, po czterystu latach,
odczytać z akt "Reichskammergerichtu".
Na skutek bankructwa znanej handlowo bankowej firmy braci Loytców w
Gdańsku, Szczecinie i Lunenburgu w 1572 r. ród Borcków podobnie jak większość
Pomorskiej szlachty- poniosły duże straty. W 1597r. Ulrich zmuszony został,
miał bowiem około 10 000 guldenów długu, część majątku przekazać synowi.
Otto , syn Ulricha przejął również zobowiązania względem swych ciotek Doroty
i Sydonii. I tak jak jego ojciec nie wywiązywał się z tego, lekceważąc
i ignorując sądowe wyroki. Sydonia i Dorota, które nie wyrzekły się szlacheckiego
trybu życia, musiały się zapożyczać aby utrzymać się na poziomie. Zadłużały
się więc. I to był kolejny powód procesów, gdyż nie miały pożyczek z czego
oddawać.
Kiedy w roku 1601 umarła Dorota, Sydonia przekroczyła już czas, w którym
myśli się o zamążpójściu, mimo tego iż miała jeszcze kilka propozycji.
Nie zdecydowała się jednak na zmianę stanu panieńskiego. W obliczu finansowej
ruiny i coraz to nie przychylniejszego dla niej otoczenia, decyduje się
na zamieszkanie w klasztorze - fundacji w Marianowie. Klasztor ten i fundacja,
mająca na celu dać schronienie wdowom i starym pannom szlacheckiego pochodzenia,
od dawna był finansowany przez ród Borcków. Sydonia z jej dziko nieokiełznanym
charakterem i tam była powodem różnego rodzaju zatargów i nieporozumień.
Jej ciągłe wyjazdy do Szczecina, na rozprawy sądowe, pretensje i wymagania
co do kwater spowodowały, iż wiele młodszych od niej "mniszek", miało do
niej stosunek wrogi i nieżyczliwy. Nie umiała i zapewne nie potrafiła żyć
"mysią pokornością" w cieniu lokalnych autorytetów; - klasztornego "hauptmana"
- kapitana i pastora. Zaczęło się odosobniające osaczanie Sydonii. Zarzucanie
jej ; amoralność niestosownie pokawałkowanego życia, licznych, a nawet
za licznych, jak na klasztornie uporządkowane środowisko przystało, wyjazdów
na rozprawy sądowe, żalów i w pospolitych oczach nie uzasadnionych pretensji.
Mocno nabrzmiały balon zarzutów i podejrzeń w klasztorze pękł przy okazji
toczonego
w 1619 roku procesu o czary. Być może, iż stało się to za przyczyną
kamaryli dworskiej, która już dawno tkała intrygę, skutkiem której były
bezpotomne zgony dynastycznej linii Książąt Pomorskich. Teraz wykorzystano
sytuację by podejrzenie to skierować na Sydonię, która,- wszakże onegdaj,
z goryczą w zawiedzionym sercu, odeszła z dworu książęcego i teraz się
mści. Wprawdzie już wcześniej bywała także podejrzewana o czary, ale chyba
jej ziołoleczniczy kunszt bronił ją. Teraz już jednak, przy zaciskającym
się odosobniająco osaczeniu, jej sytuacja była katastrofalna.
W lipcu 1619 roku przy okazji toczącego się procesu o czary przeciwko
chorej psychicznie Wolde Albrechts, trzy zawistne i nieżyczliwie nastawione
do Sydonii "mniszki", być może, iż przez kogoś namówione, składają zeznanie
obciążające Sydonię winą za kontakt z ułomną i nazywaną "Grubą" Wolde Albrechts.
Podejrzenia te zostały przez sąd potraktowane poważniej i zaczęto je obudowywać
interpretacyjnie, dodając różnego rodzaju obciążające szczegóły: krnąbrnie
szlachecką hardość Sydonii, znajomość leczniczych właściwości roślin, czułą
sympatię do zwierząt; - miała kota, którego nazywała "Chim". Zarzuty te
zostały potwierdzone zeznaniami 250-ciu świadków. Sydonia oficjalnie i
formalnie została oskarżona o czary i osadzona
w klasztornym areszcie. Prócz faktów ujawnionych w trakcie przesłuchań
przez świadków, posądzono ją również o rzucenie klątwy i spowodowanie,
że ród Książąt Pomorskich umiera bezpotomnie. Przed tego rodzaju oskarżeniami
nie było obrony. Wprawdzie obrońca Sydonii na 74 artykuły oskarżenia przedstawił
250 artykułów obrony, jednakże nic tym nie uzyskał. Potrzeba wskazania
winnego bezpotomnej śmierci Książąt Pomorskich była mocniejsza. 28 lipca
1620 r. po zatwierdzeniu książęcego wyroku przez Sąd Ławniczy w Magdeburgu,
Sydonia została wzięta na tortury. Mając na względzie jej wysokie pochodzenie
oszczędzono jej palenia żywcem na stosie. Została ona najpierw - 30.07.1620r.
na "Rabensten"- plac egzekucyjny pod Szczecinem, ścięta i dopiero potem
spalona.[Przypisek redakcji:- Dociekliwi historycy - archiwiści uważają,
iż egzekucja odbyła się przed Bramną Młyńska- dzisiejszy pl. Żołnierza,
1 września 1620r.].
W Pomorskim folklorze legenda Sydonii żyjąca dokumentami potwier-dzającymi
znane fakty, uliryczniając się współcześnie wyobrażanymi możliwościami,
przybiera kształt sagi wokół, której skupiają się historycznie istotne
dla Pomorza daty. A fakty zgromadzone w zachowanych dokumentach przemawiają
na korzyść Sydonii, która z tego... Tak samo jak za życia. Poniewierka,
poniżenie, posądzenie o czary; trzeba było wszak jakoś wyjaśnić bezpotomne
zgony Książąt z dynastii Gryfitów. Wyjaśnienie to nawet nam, współczesnym
także przybliża i tłumaczy.
Całkowicie wyjaśniające rozwikłanie jest jeszcze przed nami. Pocieszającym
faktem jest nadzieja, iż czas, w którym się to stanie, będzie już czasem
bez zabobonów i nagonki na czarownice!
Dr Dirk Alvermann
z niemieckiego tłumaczył; Wiktor Kutkiewicz
"Łabuź" 24/1998
[Spis treści]
P. Gut, J. Podralski
JESZCZE KILKA SŁÓW O SYDONII
Dzięki nieformalnym kontaktom, jakie nawiązaliśmy z archiwistami przyjeżdżającymi
i pracującymi w Strzmielu - Filia Szczecińskiego Archiwum - dziękujemy
kier- Ekspozytury p. Jadwidze Nowickiej-Dębek. Z rozsadzającą dumą informujemy:
Zamieszczony poniżej materiał; pióra życzliwych nam, współwrażliwie odbierających
rzeczywistość bliźnich - opracowanie i fotokopia listu pisanego własnoręcznie
przez Sydonię v.Borcke - Pomorską "czarownicę" spaloną w 1620 r. na stosie,
są owocem poszukującego ''wynaleziska", które miało miejsce przy okazji
wrześniowe - roboczej wizyty autorów w Strzmielu. Gratulujemy i Dziękujemy
!
Dokumenty te - listy i ich notarialnie uwierzytelnione odpisy są zgromadzone
i przechowywane w poszytach Akt Sądowych z XVII-XIX w. Trzy bieżące kilometry
liczy zgromadzony w Strzmielu zbiór. "Kilometry" te nie są jeszcze dokładnie
przejrzane, poznane i skatalogowane. Między innymi dlatego drukowany materiał
nazywamy "wynaleziskiem", gdyż historycy jeszcze tych dokumentów nie znają.
Dziękując zatem raz jeszcze gorąco i serdecznie panom: Dr. Jerzemu
Podralskiemu i Pawłowi Gutowi oraz innym, którzy przyczynili się do zaistnienia
tego "wynaleziska". Gratulujemy !
PKL "Łabuź"
Procesy rodzinne byty zjawiskiem codziennym (nader częstym) w społeczeń-stwach
Europy, a także na Pomorzu. Rodzina v. Borcke nie była wyjątkiem. W samych
tylko aktach Książęcego Sądu Nadwornego zachowało się około tysiąca opasłych
tomów procesów z udziałem członków tej rodziny. Sądzili się między sobą,
jak i z innymi rodami.
Również Sydonia całe swoje dorosłe życie procesowała się z bratem Ulrykiem
oraz jego spadkobiercami. Przedmiotem sporu było niewywiązanie się brata
z umowy rodzinnej o podziale majątku po rodzicach. W myśl układu z 1568
roku Sydonii oraz jej siostrze Dorocie należały się dobra ruchome, gotówka
i deputat w naturaliach. Umowa okazała się martwą literą. Obie siostry
w ciągłym procesie przed sądem książęcym domagały się swoich praw. Mimo,
że sąd przyznawał im rację, Urlyk nie dotrzymywał zawartych umów i wydawanych
wyroków.
W myśl umów każdej z sióstr przysługiwało w momencie zamąźpójścia po
300 florenów(1) na wyprawienie wesela i po 1000 florenów wiana.
Oprócz tego obie siostry Dorota i Sydonia opuszczając rodzinny dom w
Strzmielach miały otrzymać wyposażenie. Tego punktu umowy Uiryk też nie
dotrzymywał W wielu pismach do sądu książęcego, siostry wykazywały swoje
braki, m. in. w 1587 roku wykazały:
"Panna Dorota powinna mieć przedmioty z jej świętej pamięci ojca dóbr
lennych należące:
podwójna adamaszkowa kołdra,
ozdobna kołdra,
para prześcieradeł,
sześć dużych pościeli,
pięć poduszek,
sześć wezgłowi,
dwie ozdobne komody,
Pannie Sydonii brakują następujące przedmioty z jej ojca dóbr lennych:
podwójna adamaszkowa kołdra.
ozdobna kołdra,
dwadzieścia jeden par prześcieradeł,
dwadzieścia obrusów,
dwadzieścia chust,
dwadzieścia koszul,
dziewięć wezgłowi,
sześć poduszek,
dwie komody,
trzy skrzynie,
dwadzieścia fartuchów na cały przód, ..."
Ponadto według układu miały otrzymywać corocznie deputat w naturaliach
i i pieniądzu:
33 f l. na ubrania dla siebie i służącej,
6 f l. na dzierżawę domu,
8 sągów(2) drewna,
3 achtie (antał)(3) masła, w tym 1,5 krowiego i 1,5 owczego
masła,
3 mięsne świnie,
4 barany i 4 owce,
1 kamień(4) wełny,
3 achtie sera, pół owczego, pół krowiego,
20 kur,
jedną ćwierć beczki śledzi,
1 achtel dorszy,
6 funtów(5) innych ryb,
1 korzec(6) kaszy,
pół korca pszenicy,
1 korzec żyta,
1 korzec jęczmienia,
8 korców owsa,
pół beczki(7) soli luneburskiej,
pół wołu,
15 gęsi.
Powyższe świadczenia ulegały pewnym wahaniom w różnych okresach sporu.
Ich wysokość była oparta na rencie i dziesięcinie ośmiu gospodarstw chłopskich
dóbr w Strzmielu, które zostały wyznaczone przez księcia Jana Fryderyka.
Chłopi ci zostali sprzedani przez spadkobierców Ulryka (Ottona i Stefana)
Jostowi v. Borcke, staroście w Szadzku, na co skarżyła się Sydonia księciu
Filipowi II.
Brak dotacji brata powodował, że siostry często pożyczały od drugich
osób znaczne sumy na przeżycie. Niespłacone długi zmuszały Sydonię do stawania
przed Sądem Nadwornym. Pozywana była przez Wolfa v. Steinwehr o 100 florenów,
Marcina v. Wedel o 611 florenów, doktora medycyny Piotra ze Stargardu o
62 floreny, Rudigera v. Massow, Ewalda v. Osten i innych.
Proces Sydonii i Doroty z Ulrykiem i jego spadkobiercami, toczący się
permanentnie, był jednym z wielu jakie znajdują się w aktach Szczecińskiego
Sądu Nadwornego, a dotyczą głównie sporów rodzinnych o podział majątku,
spłaty rodzeństwa itp.
Przyczynek ten oparto o akta Sądu Nadwornego, które są przechowywane
w Archiwum Państwowym w Strzmielu.
|