Dokument jest siłą fotografii...
rozmowa ze Zbigniewem Tomaszczukiem
Wojciech Wilczyk: - Pamiętam, że gdy w sierpniu 1983 zobaczyłem
plakat reklamujący Pana wystawę w Hybrydach pt. "Punk", prawie
nie mogłem uwierzyć, że ktoś raczej nie związany z tą subkulturą
tak szybko i bardzo wnikliwie zareagował na to zjawisko...
Zbigniew Tomaszczuk: - To była prosta rzecz.
Pracowałem wtedy jako instruktor fotografii w dzielnicowym domu
kultury na Łowickiej, a ci chłopcy po prostu przychodzili tam na
próby. Ponieważ wszystko to odbywało się w jednym miejscu, gdy okazało
się, że oni grają koncert, zrobiłem jakieś zdjęcia i tak się zaczęło,
chociaż wbrew pozorom ten zestaw powstawał dość długo. Ponieważ to
było bardzo hermetyczne środowisko, do niektórych osób musiałem wybierać
się kilka razy, żeby ich sfotografować. I mimo, że ten materiał
jest - jak sądzę - dość skromny, to w owych czasach nie było zbyt
wielu takich rzeczy.
A potem miał pan z nimi jakieś kontakty?
Nie, to był raczej taki rodzaj aneksu do moich głównych zainteresowań.
Większość sfotografowanych przez Pana punków znałem z koncertów,
tak samo zresztą jak teksty piosenek, które umieszczone były na planszach
ze zdjęciami.
Tak, bo to byli głównie chłopcy od Dezertera, z Płonącej Żyrafy,
TNT, Xenny. Ta muzyka mnie interesowała, choć prawdę
powiedziawszy, pokoleniowo byłem trochę za stary na takie towarzystwo,
ale ciekawiło mnie to nie tyle od strony wizualnej, lecz raczej
jako możliwość zrobienia materiału dokumentalnego, że można to po
prostu zarejestrować, to wydawało mi się wtedy interesujące.
Wracając do czasów dzisiejszych, trzeba podkreślić, że
jest pan redaktorem naczelnym reaktywowanego - w pewnym sensie
- kwartalnika Fotografia. Czy przedsięwzięcie to pomyślane
zostało jako miejsce do prezentacji fotografii artystycznej?
Nie stosuję takich ścisłych rozróżnień. Jest tam na przykład sporo dokumentu,
ponieważ w ogóle staram się promować dokument. W każdym bądź razie
nie jest to pismo, które by dotyczyło fotografii, krótko mówiąc
"FIAP-owskiej", czyli takiej, która ma ściśle określoną estetykę,
nastawionej na konkursy czy tytułomanię. Zdecydowanie nie, są inne
periodyki, które się taką fotografią interesują. Chodzi mi raczej
o prezentację fotografii istniejącej w konkretnym kontekście, otoczonej
często refleksją teoretyczną.
Czegoś takiego bardzo brakuje w polskich gazetach, ponieważ
jeżeli już pojawiają się w nich recenzje lub relacje z fotograficznych
wydarzeń, to są one zazwyczaj dość powierzchowne i zdawkowe.
Teoria i historia fotografii zawsze mnie interesowała, napisałem zresztą
kiedyś książkę pt. "Łowcy obrazów", która jest podręcznikiem historii
fotografii, przeznaczonym - powiedzmy - dla uczniów. Jednak dość
często miałem kłopoty z dotarciem do informacji o wystawach i publikacjach.
Od pewnego czasu na szczęście istnieje FOTOTAPETA, która jest dla
mnie fantastycznym miejscem gdzie właśnie takie informacje można
znaleźć. Kwartalnik Fotografia ma być jak gdyby drugim biegunem
takiego pisma, to znaczy chce reagować na wydarzenia, ale zamieszczać
także takie teksty, z którymi FOTOTAPETA ze względu na swoją strukturę
miałaby trudności, bo trudno jest jednak czytać przy komputerze obszerniejsze
eseje. W związku z tym chciałbym, żeby te dwie inicjatywy wzajemnie
się uzupełniały. Muszę jednak zastrzec, że bardzo chętnie korzystam
z internetu i bardzo się też cieszę, że powstało właśnie takie pismo
jak FOTOTAPETA, które szybko reaguje na wydarzenia. My oczywiście też
będziemy to robić, także z tego powodu, że przy okazji każdej wystawy
istnieje możliwość za zgodą organizatorów opublikowania zdjęć przeznaczonych
do promocji wystawy (za które, w przypadku agencji, takiej jak choćby
Magnum, normalnie trzeba by zapłacić horrendalne jak na polskie warunki
honoraria). Tak więc Fotografia ma być także pewnego typu kroniką,
ale o bardziej teoretycznym zacięciu. Chciałbym sięgać również do materiałów
powstających na coraz poważniejszym rynku dydaktycznym. Przypominam
sobie, jak fantastycznym przeżyciem była kiedyś dla mnie Obscura,
wydawana przez Jerzego Buszę, która otwierała nam oczy na wiele spraw,
chociaż było to pismo dość marnie drukowane i pozbawione ilustracji.
Pana artystyczne działania, co - jak mi się wydaje - widać
doskonale właśnie na tej retrospektywnej wystawie, dotyczą często
dokumentalnego aspektu fotografii. Jak Pan sądzi, czy w obecnej
epoce dominacji elektronicznych metod kształtowania i transmisji
wizualnych danych, szeroko rozumiany odbiorca traktuje jeszcze fotografię
jako dokument?
A czy jest jakaś inna szansa dla fotografii? Proszę zwrócić uwagę, że jeżeli
ileś tam lat temu taki fotografik wszedł do ciemni i po kilku tygodniach wychodził
z np. izoheliamii, czy innymi przetworzonymi zdjęciami, to świadczyło to
nie tylko o jego pewnej wizji, ale także o sprawności warsztatowej. A teraz
ktoś skanuje odbitkę i potem dwoma kliknięciami np. w Photoshopie uzyskuje
bez trudu taki sam efekt. Przekształcenia fotograficznego obrazu,
które kiedyś miały sens, właśnie teraz go tracą dzięki nieograniczonym
możliwościom technicznym nowych mediów. A "dokumentalności" nie
da się jednak niczym zastąpić. W dalszym ciągu uważam jednak, że to,
co jest cechą fotografii, czyli - ten "dokumentalizm", nie powinien
być ograniczany tylko do takich aspektów, jak to ma miejsce w Polsce,
czyli do fotoreportażu. Dokument, np. w Czechach czy Wielkiej Brytanii
(że wspomnę o doskonałej brytyjskiej objazdowej wystawie "Dylematy dokumentaryzmu")
co dość łatwo porównać jest zupełnie czymś innym, to są inne szkoły,
inna tradycja, w inny sposób się o tym mówi. Ponieważ w Polsce jest on
sprowadzany wyłącznie do fotoreportażu, sam fotograficzny dokument
jest niedoceniany.
Nie ma Pan wrażenia że ten prasowy fotoreportaż zbytnio
naśladuje formę telewizyjnych spotów informacyjnych, gdzie idzie
głównie o dynamikę i atrakcyjność ujęcia, natomiast często trudno
znaleźć tam_ człowieka, wydawałoby się "głównego bohatera" przedstawianych
wydarzeń...
Jest w tym coś, a to wynika - jak sądzę - z faktu, że reportaż wszedł
w obieg konkursów ze słynnym World Press Photo na czele, ale nie tylko.
A te wszystkie konkursy określają swoją estetykę, więc jeżeli
ktoś idzie na reportaż, to myśli sobie tak "muszę wziąć obiektyw
35mm dlatego, że dzięki temu uzyskam perspektywę, którą zaakceptuje
jury". Zresztą samo jury często nagradza zdjęcia przedstawiające
tragiczne sceny za: -cytuję z pamięci - "rembrantowskie oświetlenie".
A proszę zwrócić np. uwagę na interesujący przykład takiej realizacji
jak "Ankry" Waldemara Jamy (pokazywane w Małej Galerii). To też jest
przecież przykład dokumentu, gdzie fotograf pracowicie robi zdjęcia
kolistym klamrom, które spinają mury domów na Śląsku. Ale jednocześnie
nie patrzymy na te zdjęcia wyłącznie jak na "dokument" i właśnie o
takie sytuacje mi chodzi. Rzeczywistość dokumentu wcale nie musi reagować
na "wydarzenia". Ktoś może przez dwa lata robić książkę o strumyku,
który sobie płynie i z tego powstaje coś fantastycznego, bo to jest jego
prywatna historia, którą on rejestrował przez kilka lat. U nas takich
działań jest bardzo mało, a do wyjątków, które można by policzyć na palcach
jednej ręki, zaliczyć można "Zapis socjologiczny" Zofii Rydet czy "Barierkę"
Krzysztofa Pruszkowskiego. Osobiście uważam, że dokument jest siłą fotografii.
Chociaż w przypadku mojej wystawy w MHF można by powiedzieć, że jest
tu dużo zdjęć "kreowanych", to jednak na zasadzie pewnego wyboru z rzeczywistości,
albo wykreowania w wyniku specyficznego fotoperformances, w każdym bądź
razie ściśle tą rzeczywistością zdeterminowanych.
Kto w takim razie jest dla Pana ważny we współcześnie
powstającej fotografii?
Cenię polską fotografię, np. prace Stefana Wojneckiego, który przez tyle
lat z uporem, konsekwentnie penetruje - powiedziałbym - naukowy,
fizyczny aspekt fotografii i za każdym razem wnosi jakieś interesujące
elementy. Jestem trochę skażony konceptualizmem i lubię odniesienia,
które dotyczą jednak pewnych - by tak powiedzieć - spekulacji myślowych,
a nie tylko samego obrazu. Stąd bliskie mi są takie działania, które
odnoszą się do refleksji teoretycznej. Podobają mi się ostatnie prace
Piotra Wołyńskiego, próbującego znaleźć swój sposób na przekazywanie
pewnych idei, lubię instalacje Krzysztofa Cichosza, prace Leszka Golca,
które są takie bardzo prywatne, drążące relacje między sztuką a biologią.
Jestem pod ciągłym wrażeniem witalnych sił twórczych Józefa Robakowskiego
i wagi jego prac. Takich twórców jest wielu, ważne jest to, aby nie
zamykać się na twórczość innych, ponieważ dawno minęły czasy artysty
siedzącego samotnie w pracowni, aby nie inspirować się innymi.
Rozmawiał Wojciech Wilczyk
[ za: fototapeta.art.pl ]
[ zobacz też: http://fototapeta.art.pl/fti-ztmgp.html ]
[ zobacz też: http://www.culture.pl/pl/culture/artykuly/os_tomaszczuk_zbigniew ]
Sweet Polska
W ciągu ostatniego roku pracowałem nad projektem dotyczącym stworzenia artystycznej dokumentacji złożonych zmian jakie nastąpiły w Polsce wraz z pojawieniem się ekspansywnej reklamy ulicznej i ikonografii specyficznej dla obecnych przemian społeczno - politycznych. Chodziło mi o wykorzystanie formy miejskiego pejzażu by przedstawić złożoną współczesną rzeczywistość. W pracy chciałem odnieść się do zjawiska zawładnięcia przestrzeni społecznej przez obraz reklamowy coraz bardziej narzucający się i stanowiący synonim naszych rzeczywistych przestrzeni.
Szkicując założenia programowe projektu, miałem w pamięci tytuł konferencji fotograficznej związanej z Biennale Fotografii w Poznaniu w 2000r. Tytuł brzmiał "Fotografia - nieruchomy oraz w kulturze płynności". Istota fotografii jako nieruchomego obrazu w otaczającym nas świecie wydaje mi się najistotniejszą cechą tego medium, którą to cechę chciałem wykorzystać. Chodziło mi o zintensyfikowanie widzenia przez zatrzymanie w ramach kadru fragmentu rzeczywistości, która wokół nas wciąż się zmienia. Dlatego szczególnie istotne stało się dla mnie uwypuklenie roli kadrowania przez aparat fotograficzny, który dzieli otaczającą nas rzeczywistość na spoiste, wizualne jednostki a więc cechy, których nasz świat sam w sobie jest pozbawiony. Chodziło mi również o pokazanie nie tyle samego przedmiotu, co sposobu jego widzenia a przez to przedstawienie pewnego rodzaju wizualnej wrażliwości.
Ponieważ uważam kolor za medium postmodernistyczne, bo przedstawia nam świat bardziej aromatycznie i jest zanurzony w rzeczywistości, dlatego szczególnie zależało mi na wydobyciu w moich zdjęciach jego roli.
Uważam, że fotografia ma siłę skutecznego nośnika przesłań i marzeń i jest w stanie zachęcić widza do myślenia i zastanowienia się nad wspólną sytuacją i procesami, które wpływają na nas wszystkich.
Mógłbym zatytułować ten projekt jako "manipulacja manipulowanego", ponieważ jako mieszkaniec miasta, jako obiekt gry rynkowej, jestem poddawany manipulacji przy pomocy wizualnych nośników (billboardów, plakatów, haseł, podświetlanych kasetonów i różnych mobili), - jako fotograf zaś manipuluję tymi widokami nadając widzianej rzeczywistości określone znaczenie. Nadawanie znaczeń poprzez określony sposób widzenia, to dla mnie, równie ważna cecha tego projektu a właściwie całej mojej fotograficznej twórczości.
Droga do tego projektu prowadziła przez wcześniejsze moje realizacje zapoczątkowane autoportretem karmiącego batonikiem wysuszony pysk ryby, jako komentarz do sytuacji bez refleksyjnego odbiorcy reklam. Od tytułu tego zdjęcia "Karmienie ryb" wzięła się nazwa całej wystawy pokazanej w 1999 roku w Galerii FF w Łodzi. Kolejnym cyklem, który również odwoływał się do przestrzeni publicznej, był zaprezentowany po raz pierwszy w 2000 roku na indywidualnej wystawie "Zakres widzenia" w Muzeum Historii Fotografii w Krakowie zestaw pt. "Ludzie, którzy mnie codziennie obserwują". Cykl ten to fotografie uległych destrukcji plakatów przedstawiających osoby publiczne, polityków, gwiazdy pop kultury i sportu, którzy codziennie żebrzą o zauważenie, o głosowanie na nich czy kupienie biletu na koncert z ich udziałem. Destrukcja tych plakatów stworzyła swoiste dekolaże z tym, że absolutnie bez mojego udziału. Ja tylko poprzez odpowiedni kadr wybierałem obraz i naznaczałem kadrem własne znaczenie.
W między czasie powstał cykl pt. "Znalezione malarstwo", na który składały się zdjęcia ścian domów pozostałych po zburzeniu ich części frontowych. Fotografie tych płaszczyzn z barwnymi fragmentami pomalowanych pokoi, zaciekami, odpadającymi tynkami, stanowią swoiste malarstwo poprzez uwypuklenie roli koloru.
W roku 2001 pokazałem na wystawie w warszawskiej Galerii Działań zestaw pt."Miejsca szczególne". Był to cykl poddający w wątpliwość możliwość definicji pojęcia sztuki w dzisiejszych czasach. Na zdjęciach przedstawione są miejskie pejzaże i ich fragmenty, które skłonni jesteśmy pominąć podczas własnych wędrówek po mieście. To zbliżenie nadaje przez wybór kadru innego znaczenia banalnym rzeczom. I tak w rozlanej na trotuarze farbie możemy dostrzec malarstwo typu action painting. W przeznaczonej do podwórkowej zabawy konstrukcji możemy, przenosząc ją w inną przestrzeń np. galeryjną, znaleźć artystyczny obiekt. W graffiti doszukać się twórczych emocji. A więc sztuka może być wszędzie. A może nie ma jej wcale? Do ww. zdjęć dołączony jest fragment planu miasta z zaznaczonym miejscem, gdzie tę sztukę można potencjalnie znaleźć. Jawi się pytanie czy współczesna sztuka, zarówno w jej tworzeniu jak i odbiorze nie jest związana wyłącznie z poziomem naszej świadomości.
Cechą wszystkich wymienionych realizacji jest przesłanie, mówiące o tym, że lubię miasto. Niczym "bejaminowski flaneur" lubię wałęsać się po ulicach dla samej przyjemności obserwowania. Szczególnie ostatni cykl "Słodka Polska" jest efektem takich fotograficznych podróży po całym kraju, a były one możliwe dzięki stypendium Ministerstwa Kultury przyznanym mi do realizacji mojego projektu w 2002 roku.
Zbigniew Tomaszczuk
[ za: http://www.gck.org.pl ]
Zbigniew Tomaszczuk
Urodzony w 1949 r. we Wrześni (obecnie mieszka w Warszawie).
Artysta fotografik (członek Związku Polskich Artystów Fotografików), zajmuje się dydaktyką, teorią i estetyką fotografii. Autor książek: "Łowcy obrazów. Szkice z historii fotografii", "Świadomość kadru. Szkice z estetyki fotografii"(2003), "Odwzajemnione spojrzenie" (2004) oraz wielu innych tekstów o fotografii.
W latach 1985 - 1996 główny specjalista ds. fotografii w Centrum Animacji Kultury w Warszawie.
Od 1995 fotograf niezależny, wykładowca wizytujący. Współzałożyciel i redaktor naczelny (w latach 2000-2003) Kwartalnika Fotografia.
Edukacja w zakresie fotografii
1977 - 1979 Studium Fotografii i Filmu MKiS w Warszawie
1985 - 1989 Wyższe Studium Fotografii MKiS / ZPAF w Warszawie
1999 - 2001 Uzupełniające Studia Magisterskie na Wydziale Komunikacji
Multimedialnej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu
Doktorat w zakresie fotografii na ASP w Poznaniu (2003)
Wybrane wystawy indywidualne
1982 - Podwórko 1951-1981, Galeria WOK, Warszawa
1983 - Punk, Galeria Hybrydy, Warszawa, MOK Gniezno.
1986 - Fotografia czarno-biała, Galeria FF, Łódź
1988 - Hommage'a Andy, hommage'a G.T. Mała Galeria ZPAF, Warszawa
1989 - Habitat, performances, Łucznica
1990 - Ślad, Mała Galeria ZPAF/CSW, Warszawa
1991 - Homo microcosmus, fotografie, wideo, BWA, Jelenia Góra
1992 - Alchemikom, performances, fotografia, wideo, Galeria Działań, Warszawa
1993 - Niewielka szyba, fotoinstalacja, performances, fotografia, Mała Galeria ZPAF/CSW, Warszawa
1995 - Nie dam się wykończyć przyrodzie, fotografia, wideo - obiekt, Galeria GR Grójec, RCK Tarczyn
1998 - Moje życie z fotografią i vice versa, Muzeum Regionalne we Wrześni
1999 - Obrazy, które pamiętam z przeszłości, performances, wideo-obiekt, fotografia, Mała Galeria ZPAF/CSW, Warszawa - Karmienie ryb, fotografia, wideo - obiekt, Galeria FF, Łódź
2000 - Zakres widzenia, Muzeum Historii Fotografii, Kraków
2002 - Próba latania, Miejski Ośrodek Kultury, Siedlce - Sweet Polska, Obrazy znalezione na ulicy, Galeria BWA, Wrocław
2003 - Sweet Polska, Galeria Fotografii i Nowych Mediów, Gorzów Wlkp, Miejski Ośrodek Kultury Ostrowiec Świętokrzyski. - Gdzieś w Polsce, Traffic Club Warszawa (wspólnie z Agnieszką Tomaszczuk)
2004 - Miejsca szczególne, Klub Pauza, Kraków
Prace w zbiorach: Musee de l'Elisee, Lozanna, Muzeum Sztuki Współczesnej, Łódź, Muzeum Historii Fotografii, Kraków, Mała Galeria ZPAF/CSW Warszawa, Fundacja Turleja Kraków, Książnica Pomorska, Szczecin.
|