|






obecność koloru ...
... czym są kolorowe farby, które
zestawione ze sobą ręką malarza stwarzają nam obraz?
... jest to tylko jakiś kolor w
postaci pigmentu, połączony ze spoiwem, który to wszystko skleja.
... prawda, jakie to proste! Ale
rzeczy wielkie zawsze są proste.
... a
Malarstwo, ta sztuka optycznej iluzji, jest naprawdę wielkie.
... dlatego sięgamy po kolor
organicznie. Za jego pomocą chcemy odtworzyć istniejący świat i powołujemy
swoje marzenia, istniejące tylko w naszej wyobraźni.
... robimy to współcześnie, ale
robił to także człowiek pierwotny.
Jest to naturalna potrzeba, tak jak
oddech, woda i pokarm. Potrzebujemy tego aby zaistnieć.
... i
zadziwiające, że tak wcześnie człowiek potrzebował obrazować świat
i, porównywalnie do innych języków kreacji intelektu ludzkiego, malarstwo
osiągnęło bardzo wysoki poziom.
... bo przecież jak tylko człowiek
zaspokoił elementarne potrzeby, zabezpieczające jego przetrwanie, pojawiła
się kreacja w postaci obrazowania.
... i pamiętajmy, że to z obrazu
powstaje pismo, a nie odwrotnie. Czy nie zgubiliśmy czegoś bezpowrotnie?
... ale na szczęście u dzieci to
jeszcze istnieje. My, dorośli, nawet nie jesteśmy w stanie zobaczyć tego
bogatego świata, jaki jest zawarty w tej z pozoru bezkształtnej plątaninie
kresek i barwnych plam.
... my nie widzimy, ale one widzą!
... i czy jesteśmy w tym momencie
bardziej mądrzy i inteligentniejsi od nich?
... niestety, wraz z pójściem
dziecka do szkoły, tej maszyny ludzkiej tresury, z dnia na dzień edukacja
zabija kolorowy świat człowieka i z każdym dniem staje się on bardziej
szary.
... czyż nie jest ironią fakt, że
centra cywilizacyjne pogrążają się w czerni?
... ale kolor oddycha w sztuce
„prymitywnej”, ludowej oraz u nielicznych, którzy są
„nieprzepisowo” wychowani, którzy nigdy nie porzucili pędzli, i
świat „przepisowy” nazwie ich artystami.
... to oni mieszali i będą mieszać
pigmenty z klejem i kłaść tę kolorową maź pędzlem na płaszczyźnie płaskiej,
przez którą tylko nieliczni przejdą na drugą stronę obrazu.
... w tym kolorowym moście przez
stulecia przekazujemy sobie kolejne osiągnięcia ludzkiego intelektu, aby
tworzyć współczesność.
... i nie jest ważne, jaką
techniką to robimy, ale ważne jest to, że nie ma powodu, aby przestać to
robić.
... a ci, co ciągle, z nadgorliwością
neofitów, mówią o końcu malarstwa. Rozczarowują się za każdym razem. Każde
nowe pokolenie stwarza swoje malarstwo.
... ono było, jest i będzie.
... bo tak naprawdę nie ma
znaczenia, jakim medium jest kreowana sztuka współczesna, ale ważny jest
jej przekaz, i żeby ona w ogóle była.
... zwracanie uwagi na środki, a
nie na sens, jest pretekstem zastępczym.
... bo jeżeli jest malarstwo współczesne,
to nie oznacza to wcale zacofania. Zacofani są tylko ci, którzy nie potrafią
myśleć.
... bo to, że ktoś sięga po farbę,
nie powinno nikogo dziwić. Jest to przecież jeden z najprostszych,
naturalnych mediów wypowiedzi od zarania dziejów.
... to, że człowiek bierze ołówek
do zapisu myśli, przecież go nie ogranicza. Czy tekst napisany na komputerze
jest mądrzejszy?
... tylu ludzi umie pisać, a ciągle
tak mało jest poetów.
... czy sztuka robiona na
komputerze jest współczesna, a malowana pędzlem prymitywna?
... widocznie człowiek potrzebuje
w naturalny sposób brać do ręki kolor w postaci farb i kreować świat na
miarę umiejętności i potrzeb.
... nikt nie jest w stanie przypuścić,
jakie będzie malarstwo w przyszłości. Wiem tylko tyle, że ono na pewno będzie,
ale jakie?
... gdybym wiedział, to bym już
dziś je zrealizował.
... dziś nawet nie wyobrażamy
sobie, jak kolorowy był Egipt, Grecja, Rzym. Jak starożytni potrzebowali
koloru.
... i to za jego pomocą było
stworzone wielkie malarstwo, a było one tylko w tych momentach, kiedy
cywilizacja była u szczytu rozwoju.
... wszystko bladło z nadejściem
prymitywizmu.
... to malarstwo było i jest
papierkiem lakmusowym kondycji społeczeństwa. Politycy powinni bacznie
obserwować malarstwo, aby móc przewidzieć, jaka będzie ich przyszłość.
... gdy gasło malarstwo, bardzo
szybko upadała cywilizacja.
... bo ono rozwija się bardzo
powoli i gaśnie powoli także. Niezauważalne, wydaje się gdzieś na
marginesie życia, ale nie da się w każdej chwili przywołać według naszej
zachcianki.
... jest delikatne, trudne do
utrzymania, wystarczy mały błąd i trzeba wszystko rozpoczynać od nowa.
... zawsze możemy wrócić do początków.
... człowiek pierwotny zaczął na
początku wykorzystywać powierzchnię jaskiń, wydmuchując przez trzcinę
naturalny pigment lub wcierając go palcami w ścianę.
... kolejne pokolenia malarzy
malowały na skórach, kościach, papierze, deskach, płótnie czy murze.
... a jednak człowiek potrzebował
malować.
... mieszał kolory to z jajkiem,
to z woskiem czy olejem.
... Egipt wprowadził do
uniwersalnych barwników znanych ludom pierwotnym barwniki roślinne oraz
pierwsze dwa syntetyczne pigmenty - błękitną frywę oraz biel ołowiową.
... w końcu powstały pierwsze
wytwórnie farb olejnych, z początku w Anglii, a potem w innych krajach.
... to dzięki nim artysta mógł
oderwać się od pracowni. Z farbami w tubkach ołowianych mógł wyjść w
plener.
... malarz przestał powoli być
rzemieślnikiem.
... nową erę w malarstwie współczesnym
otworzyło odkrycie syntetycznych żywic polimerowych.
... ale znamy je dopiero od 1945
roku. To Orozco, Signeiros i Riwera, borykając się z technicznymi problemami
fresku, zastosowali spoiwo wykorzystywane uprzednio tylko w przemyśle - akryl
i polioctan.
... okazał się on bardzo
skuteczny w malarstwie ściennym. Rozpuszczał się bardzo łatwo w wodzie,
szybko wysychał i był po wyschnięciu nierozpuszczalny.
... w latach pięćdziesiątych
pokazał się w Nowym Jorku. Używali go Pollock, Noland i Rothko. W Polsce
prekursorem był mój profesor,
Tadeusz Dominik.
... i tak jak wielu malarzy zadaję
sobie pytanie, czy farba musi być olejna, tak dyskusyjne jest podłoże z płótna.
... bo chociaż płótno jako
podobrazie znane było już w Egipcie, to tak na prawdę wykorzystali je w pełni
Wenecjanie. W wilgotnym klimacie tego miasta inne, tradycyjne techniki były
bezradne.
... potrzeba jest matką wynalazku.
... i tak płótno na drewnianej
ramie powoli adaptowali inni i dziś jest obowiązującym kanonem podobrazia,
używanym przez współczesnych malarzy.
... mnie jednak już na studiach
ograniczała umowność płótna i blejtramu. Starałem się wyjść poza jego
krawędź.
... z początku do malowanego
fragmentu pejzażu dodawałem dwa pasy z góry i po bokach, które swym
kolorem sumowały kolorystykę otoczenia.
... potem obraz zaczął być
kompozycją otwartą, jego krawędź była tylko umowna.
... z powodu braku środków na
drogie płótno na drewnianej ramie zacząłem kleić szare papiery i malować
farbą emulsyjną z temperami.
... dzięki temu mogłem uzyskać
tanio duże płaszczyzny obrazu, które obejmowały optycznie widza.
... powoli obraz przeszedł z płaszczyzny
papierowej na ściany galerii, by zaanektować sufity, podłogi, filary,
kolumny.
... zaczęły powstawać sztuczne
korytarze, labirynty, przestrzennie tworząc nowe podobrazia.
... z galerii obraz zaczął
wychodzić w zastane przestrzenie, adaptując elewacje budynków, chodniki,
place, miasta.
... byłem już wewnątrz obrazu,
ale potrzebowałem dużej ilości gęstej, organicznej farby.
... dlatego naturalną koleją
rzeczy była adaptacja do obrazów tynku akrylowego, tego samego, który
mijamy codziennie, chodząc po ulicy, na elewacjach współczesnych budynków.
... jednak okazało się, że przy
grubszych fakturach tynk akrylowy nie polimeryzuje się w całości i zacząłem
się zastanawiać, co może spełnić moje potrzeby malarskie.
... odpowiedź była bliższa, niż
myślałem.
... przecież cement zastyga w każdej
grubości i masie.
... a że szary? To przecież można
łatwo zmienić. Do białego cementu dodać trzeba pigmentu i otrzymam wtedy
kolorową masę-farbę.
... w końcu znów połączyłem
pigment ze spoiwem i tak powstały moje pierwsze prace cementowe, dające nowe
możliwości malarskie.
... nic nowego nie wymyśliłem.
Rzymianie to już dawno robili.
... ale przecież tak niedawno
odkryliśmy smak naturalnej wody, chociaż piliśmy ją codziennie.
... w jakiś sposób nieświadomie
jestem spadkobiercą pracy swego ojca, który był murarzem i pracował
codziennie z cementem.
... i marzy mi się obraz, w którym
mógłbym całkowicie się zanurzyć i brodzić w cementowym kolorze,
swobodnie go kształtując, by później to wszystko mogło zastygnąć.
... może kiedyś zrealizuję to
marzenie.
... w końcu kiedyś marzyłem i
nie przestałem marzyć, żeby być malarzem.
...a kolor ciągle jest obecny.
Leon Tarasewicz
Waliły, 9 maja 2003
(tekst z katalogu „Tarasewicz”,
wyd. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa 2003)
|