Andrzej Wilowski
Lirycysta
4 lutego 2004
W wieku 88 lat
zmarł w Warszawie Jeremi Przybora. Kiedy widziałem go pierwszy raz w telewizji,
miał dokładnie tyle samo lat , co ja teraz, mimo to nawet dziś myślę, że zawsze
był starszym panem. Wraz z Jerzym Wasowskim pojawiali się w okienku telewizyjnym
jak przybysze z innej epoki. Szczytowy okres osiągnięć socjalizmu,
wielogodzinne przemówienia Wiesława Gomułki, nieśmiały bunt bigbitowej
młodzieży przeciw nudzie i szarości, a tu dwaj faceci w melonikach, frakach i
sztuczkowych spodniach przedstawiali "Kabaret Starszych Panów". Byli
tak anachroniczni i poza czasem, że zadziwiali, jakby chcieli udowodnić, że
świat zszedł na psy i liryczna refleksja jest czymś niestosownym.
W wieku 88 lat
zmarł w Warszawie Jeremi Przybora. Kiedy widziałem go pierwszy raz w telewizji,
miał dokładnie tyle samo lat , co ja teraz, mimo to nawet dziś myślę, że zawsze
był starszym panem. Wraz z Jerzym Wasowskim pojawiali się w okienku
telewizyjnym jak przybysze z innej epoki. Szczytowy okres osiągnięć socjalizmu,
wielogodzinne przemówienia Wiesława Gomułki, nieśmiały bunt bigbitowej
młodzieży przeciw nudzie i szarości, a tu dwaj faceci w melonikach, frakach i
sztuczkowych spodniach przedstawiali "Kabaret Starszych Panów". Byli
tak anachroniczni i poza czasem, że zadziwiali, jakby chcieli udowodnić, że
świat zszedł na psy i liryczna refleksja jest czymś niestosownym. W połowie lat
sześćdziesiątych jeszcze nie wiedziałem skąd się wzięli "Starsi panowie
dwaj..." i nie wiedziałem dlaczego od nastolatków, po emerytów wszyscy
wpatrywali się w siny obraz telewizyjny i z uśmiechem połączonym z nostalgią
oglądali ten program. Po kilku dniach wszyscy powtarzali słowa piosenek, niczym
zaklęcia na skrzeczącą rzeczywistość. Jeremi Przybora karierę rozpoczął jeszcze
przed wojną w radiu na posadzie spikera. Dawniej w radiu ceniono aksamitny
baryton i poprawną dykcję. Kiedy pan Jeremi wrócił do radia, poznał
akompaniatora Jerzego Wasowskiego. Kiedyś w radiu też był potrzebny żywy muzyk,
który przygrywał w miarę potrzeby. Początkowo współpracowali z teatrem
polskiego Radia i jeszcze nie myśleli o kabarecie. Pomysł pojawił się nagle,
ponieważ powstała telewizja, która do głosu dodawała obraz, nadto poznali wielu
młodych i niezwykle utalentowanych aktorów. Pierwszy program
""Kabaretu starszych panów" powstał w 1958 roku. Realizowano go
na żywo, znacznie później zarejestrowano go na taśmie. W ciągu ośmiu lat
powstało 16 programów, a wydawało się, że jest ich znacznie więcej. Były one
tak popularne, że aż do połowy lat siedemdziesiątych telewizja je powtarzała, a
piosenki nie znikały z anteny radiowej.
Kiedy Kalina
Jędrusik śpiewała rzewnie "O Romeo! Słowiczy sokole..." trudno było
się oprzeć wrażeniu, że ma się do czynienia z kwintesencją kiczu, ale liryczna
tęsknota kobiety za wielką miłością w czasach, gdy erotyzm był na ekranie
znakiem rewolucji obyczajowej, owo pragnienie było jak baśń z zupełnie innej
rzeczywistości. Bardziej aktualny obraz miłosnych uniesień przedstawiła Barbara
Kwiatkowska w "Miłosci w MHD" w scenografii sklepu warzywniczego. Czechowicz
śpiewał "Najlepsze są drobne panie z ogromnym mieszkaniem", a
słuchali tego panowie w 30 - metrowych kawalerkach. Wiesław Gołas przechodził
na ekranie metamorfozę; "Gdy zapada mrok wieczorny, typem staje się
upiornym (...) a rano jestem śliczny, liryczny", to nie budził grozy, a
raczej sympatie, bo któż z nas nie chciałby być lepszy, ładniejszy i nie cierpi
z powodu swojej marności. Któż z nas nie zna lirycznej ballady "Na całej
połaci śnieg..."
Teksty przybory nie
zapadałyby tak w pamięci, gdyby nie nutki Wasowskiego, byli nie rozerwalni.
Jerzy Wasowski był genialnym stylistą i potrafił napisać piosenkę w każdej
konwencji i nic dziwnego, że jego kompozycje stały się standardami muzyki
rozrywkowej i jazzowej. Przygoda z kabaretem skończyła się, ponieważ autorzy
byli silnie związani z występującymi aktorami, dostrzegali ich indywidualności
i pisali dla konkretnych wykonawców, a nie dało się takiego zespołu utrzymać. W
latach siedemdziesiątych spróbowali czegoś nowego, nawiązującego do opery buffo
i musicalu. Powstał program ""Medea, moja miłość"".
Wasowski i Przybora wyprawili się w jeszcze odleglejszą w czasie podróż do
starożytnej Grecji; swoboda obyczajowa Greków, ich hedonistyczne upodobania,
wielka kultura i cywilizacja, połączona z dekadencją były znakomitym materiałem
do żartów na temat marności kondycji ludzkiej. Niestety władze ówczesnego
Radiokomitetu nie miały tak wielkiego dystansu i nie dopatrzyły się refleksji,
tylko nieprzyzwoitych żartów na temat kazirodztwa, homoseksualizmu, czy sodomii
greckich władców. Starsi panowie opuścili telewizje na zawsze i na jakiś czas
przenieśli się do ponownie do radia.
W redakcji reklamy
i rozrywki spotkały się trzy pokolenia satyryków, a jak ich nazywano w branży
"tekściarzy", obok Przybory ze starszego pokolenia Anatol
Potemkowski, Jerzy Dobrowolski reprezentujący generacje STS-u i zaczynająca
karierę Maria Czubaszek. Sam Jeremi Przybora nie lubił obu terminów, tekściarz
brzmiał zbyt pogardliwie, a satyryk zbyt dworsko, więc wymyślił dla siebie nową
kategorie "lirycysta". Prawdopodobnie tak chciał być odbierany, jako
liryczny publicysta, nie literat, poeta, ale rzemieślnik, który z jednej strony
bawi elegancką frazą, a jednocześnie niczym dociekliwy publicysta zmusza do
zadumy i refleksji nad rzeczami pozornie błahymi. Po śmierci Jerzego
Wasowskiego przestał się interesować radiem i telewizją, wszak stanowili
nierozłączny duet i sam nie miałby odwagi powrócić na scenę. Jeremi Przybora
zdążył jeszcze napisać kilka książek, w tym dwie wspomnieniowe, scenariusz do
filmu "Upał" dla Kazimierza Kuca, kilka librett do polskich wersji
musicali i odszedł. Wiesław Michnikowski w "kabarecie starszych
panów" śpiewał: "Bez Ciebie jestem smutny jak kondukt żałobny w
deszczu pod wiatr..."
Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona
| spis treści