Andrzej Wilowski
13 października 2005
Siedemdziesięciopięcioletni Harold Pinter dowiedział się, że nagle
stał się klasykiem. Takie są konsekwencje Literackiej Nagrody Nobla. Chociaż od
ponad stu lat ranga nagrody nie maleje, coraz częściej przyznawane przez
Szwedzką Akademię wyróżnienie budzi kontrowersje. Jedni krytycy mawiają; znowu
Komitet Noblowski się pomylił, a inni krytykę zaczynają od słów; tegoroczna
nagroda ma wyraźny charakter polityczny.
Ta ostatnia kwestia była wypowiadana przy okazji nagród dla
pisarzy emigracyjnych, w tym również Miłosza. O pomyłce mówiono w przypadku
ubiegłorocznej nagrody, ale też za taką uznano w Europie nagrodę dla nie znanej
poetki Szymborskiej. Zawsze będzie ktoś niezadowolony, chociaż tym razem
krytycy nie podważają kompetencji szwedzkich akademików, mimo że tegoroczny
laureat jest politycznie kontrowersyjny. Nie będę się wdawał w dywagacje, kto
bardziej zasłużył na Nobla, bo lista "pretendentów" każdego roku jest
długa. Tradycyjnie myli się "giełda dziennikarska".
Nakaz nie ujawniania przebiegu obrad i listy kandydatów jest
przestrzegany, chociaż prasę obiegło kilka niedyskrecji. Podobno jednomyślność
werdyktów jest pozorna, nadto nie wszyscy czytają dzieła kandydatów i
obserwatorzy sugerują, że kierują się pozaliterackimi kryteriami. O ile mi
wiadomo, tak było w przypadku pewnego warszawskiego krawca. Przed przyznaniem
nagrody "Chłopi" nie byli dostępni w żadnym przekładzie, a członkowie
komitetu znali tą powieść ze streszczeń.
Prawdopodobnie praktyka ta istnieje do dziś, dostarczania
ściągawek. Plotka głosiła, że jakiś Polak ma szanse i wszyscy spodziewali się,
że będzie to Stefan Żeromski, ale o ostatecznym werdykcie nie zdecydowały
kłopoty z wymową nazwiska, ale na tamte czasy był on zbyt socjalistyczny w
przekonaniach politycznych. Dziś byłby to element poprawności politycznej.
Przerywam, więc te dywagacje i spróbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego
Pinter stał się klasykiem?
Wedle krytyki Pinter jest jako dramaturg przedstawicielem
"teatru absurdu", kontynuatorem tradycji Alfreda Jary i Samuela
Becketta. Dorobił się nawet własnego terminu literackiego na określenie swoich
dramatów; comedy of menace, co da się przetłumaczyć jako komedia zagrożenia. Zagrożeń
współczesność dostarcza wielu, począwszy od terroryzmu, konfliktów militarnych,
katastrof ekologicznych, a skończywszy na alienacji polityków i nie możności
porozumienia się dwojga ludzi. Większość dramatów Pintera ma podobne
przesłanie; to brak komunikacji i tego, co w każdym dramacie jest podstawą
dialogu wywołują wszelkie nieszczęścia. Ilustrują to dramaty: Urodziny
Stanleya 1958, przekład pol. "Dialog" 1960 nr 10, wyst. pol.
1966; Dozorca 1960, wyst. pol. 1968; Powrót do domu 1965, wyst.
pol. 1967; No Man's Land 1975; Zdrajca 1978, przekład pol.
"Dialog" 1979 nr 5, wyst. pol. 1979).
Dialogi Pintera pełne absurdalnego humoru, czasem przechodzą w
błyskotliwą szermierkę słowną, ale nie ma w nich wymiany myśli. Bohaterowie
gorzkich komedii nie rozumieją się, czasem nawet nie rozumieją siebie, nie są w
stanie pojąć motywów swojego postępowania, zupełnie jak w życiu. Jesteśmy
przyzwyczajeni do logiki następstwa zdarzeń w dramacie, wszystko ma swoje
konsekwencje. U Pintera nic nie da się przewidzieć, nie pomaga też nam
rozwikłać pokrętne ścieżki, jakimi poruszają się postacie jego komedii, pomaga
nam jedynie zrozumieć jak sami komplikujemy sobie nasz świat.
Harold Pinter, jak jego bohaterowie ma też wiele oblicz. Chętnie
występuje w filmach jako aktor. Pisał słuchowiska radiowe i scenariusze
telewizyjne. Znamy go tez jako scenarzystę filmowego, tu pewna nowość w
noblowskich nagrodach, nie przypominam sobie, czy jeszcze kiedyś nagrodzono tak
wybitnego scenarzystę. Wszak film to współczesna literatura obrazkowa. Obrazy
"Posłaniec" i "Kochanica Francuza"(1982) są już klasyką
filmową.
Coraz mniej aktywny jako pisarz, chętnie występujący jako aktor,
coraz częściej ujawnia się jako publicysta, w licznych wystąpieniach,
krytykując ostro i bezkompromisowo polityków, jakby z wiekiem coraz bardziej
śpieszył się z naprawianiem świata.
Tegoroczny noblista miał dwa lata temu odwiedzić Polskę z okazji
jakiegoś międzynarodowego festiwalu teatralnego, ale przeczytawszy kilka gazet,
zmienił zamiar. Jak wyjaśniał tłumacz Bolesław Taborski, nie mógł się pogodzić
z entuzjastycznym poparciem Polaków dla interwencji zbrojnej w Iraku.
Przeszkodą we wcześniejszej wizycie był polityczny totalitaryzm i obowiązywanie
cenzury. Odzyskaliśmy wolność, ale straciliśmy szacunek. Niestety Pinter nas
nie lubi.
Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona
| spis treści