Andrzej Wilowski

Ostatni nadrealista

21 lutego 2005

"Urodziłem się i zrobię wszystko, żeby nie umrzeć, choć wiem, że mi się to nie uda."- powiedział o sobie Zdzisław Beksiński. Każdy artysta marzy o nieśmiertelności. Wszelkie zmagania ze śmiercią są żałosne, bo jedyne, co może przetrwać, to dzieła, ale tylko dzięki pamięci. Większość wybitnych artystów zostaje zauważana dopiero po odejściu. Beksiński zaznał sławy już za życia, czy dawało mu to satysfakcje z przełamania schematu; wybitny artysta, to martwy artysta.

Gdy mówimy o malarstwie Zdzisława Beksińskiego, to rozważania o śmierci są czymś naturalnym. Mroczne, nadrealistyczne wizje, w których cień śmierci jest widoczny. Martwe krajobrazy, rozpadająca się architektura, cmentarne pejzaże, odrealnione postacie. Sporo jest w tym wszystkim mrocznej baśniowości, katastroficznej wizji cywilizacji w rozpadzie, destrukcji umierania ludzi i rzeczy na różnych poziomach. Sporo w tych obrazach symboli i metafor, malowanych z taką precyzją, jakby to były fotografie snów. Jego obrazy, gdziekolwiek się pojawiały, budziły dreszcz grozy i zachwyt wizjonerstwem. Zdzisław Beksiński 76 lat temu urodził się w Sanoku. Ukończył architekturę i jako młody człowiek marzył o projektowaniu sylwetek samochodów. Nie zdążył zabłysnąć w architekturze, ani w sztuce inżynierskiej, bowiem szybko przyniosły mu sławę rysunki i obrazy. Sięgał też chętnie po aparat fotograficzny, utrwalając nim swoją wizje rzeczywistości. Stałe ekspozycje malarstwa w rodzimym Sanoku i odległej Osace, zawrotne ceny jakie osiągały płótna na aukcjach, nie zmieniły go, nadal żył na uboczu, unikając taniej sławy i salonów.

W latach osiemdziesiątych cień śmierci pojawił się w jego biografii, gdy zmarła na nowotwór jego żona. W 1999 roku w czasie Świąt Bożego Narodzenia popełnił samobójstwo syn Tomasz, zapowiadający się na wybitnego tłumacza, znany miłośnik gotyckiego rocka. Ojciec, miłośnik muzyki symfonicznej, malował niemal zawsze słuchając muzyki, podzielał również zainteresowania muzyczne syna. Czy tłumacząc listy dialogowe do horrorów, rozczytując się w powieściach Stevena Kinga, Tomasz chciał się zbliżyć do świata mrocznych wizji obrazów ojca? Jakie go demony zabrały w świat, z którego nie ma powrotu?

Zdzisław Beksiński żył na warszawskim Mokotowie, chciał być nie zauważany. Jego mieszkanie przypominało twierdze, systemy alarmowe, kamera w drzwiach rejestrowała każdego gościa. Odwiedzających było nie wielu. W poniedziałek rano znaleziono jego ciało z siedemnastoma ranami zadanymi nożem.

Kim byli niedzielni goście; znajomymi, posłańcami śmierci, którzy przybyli z tym zamiarem, czy w ogóle mieli jakikolwiek zamiar? Motywy są nie ważne, śmierć z ręki zabójcy jest banalna, nie ma patosu i walki, przychodzi zdradziecko i podstępnie, bez przyczyny.


Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści