Andrzej Wilowski
Amnezja
22 października 2005
Amnezja jest symptomem późnego wieku i nie powinna dotykać studentów, nawet jeśli są to studenci sprzed ćwierć wieku. W sobotę w Poznaniu, zresztą tylko w Poznaniu, odbyły się oficjalne obchody 25 lecia powstania Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Skoro organizatorów pamięć zawodzi, warto przypomnieć kilka zdarzeń z tamtych lat. Napisałem lat, bo sprawa powstania NZS nie jest taka prosta jak to się mogłoby wydawać. Z jednym wypada się zgodzić, że Zrzeszenie powstało spontanicznie, ale nie od razu.
Na początku września 1980 roku zaczęła się organizować poznańska "Solidarność". W mieszkaniu Jacka Kubiaka na ulicy Powstańczej ruszyło biuro organizacyjne NSZZ "Solidarność". Na powielaczu drukowane były postulaty gdańskie, deklaracje członkowskie, konwencja MOP (Międzynarodowej Organizacji Pracy) dotycząca wolnych związków zawodowych. Ojciec Jacka udzielał porad prawnych dotyczących zakładania komisji zakładowych. Ruszyliśmy "na miasto" z propagandą jak zakładać związek. Jeśli chodzi o moje osobiste doświadczenia w tej mierze były różne. Informacje i praktyczne rady przyjmowano chętnie, ale zdarzało się, że odmawiano udziału w "masówkach". Nie wiedziałem, dlaczego, aż wreszcie ktoś powiedział, wprost; że nie chcą mieć nic wspólnego z "KORowską opozycją". Na uczelniach było lepiej. Odwiedziłem zakłady i wydziały kilku poznańskich uczelni i z pewną satysfakcją odbierałem nagłą zmianę ról, tym razem dla nauczycieli akademickich ja byłem źródłem wiedzy. Przy okazji tych rozmów padała kwestia; a co ze studentami?
Próbowaliśmy się zebrać coś postanowić. U Jacka nie było szans, MKZ S dopiero starał się o lokal i trochę trwało nim przenieśli się na Długosza do pomieszczeń po przedszkolu. Rok akademicki jeszcze się nie rozpoczął i wszyscy byliśmy zabiegani. Kilka nieformalnych spotkań towarzyskich w mieszkaniach Włodka Filipka, Tadeusza Koraszewskiego, Włodka Karpińskiego doprowadziło do koncepcji powołania alternatywnej organizacji studenckiej dla ZSP. Ostatnia zgęstka była u Jaromira Jedlińskiego na Michałowskiej i ostatecznie została zredagowana i podpisana proklamacja o powołaniu NZS. SKS (Studencki Komitet Solidarności) przekształcił się w Komitet organizacyjny Niezależnego Zrzeszenia Studentów, który ulegnie automatycznemu rozwiązaniu z chwilą rejestracji NZS i przeprowadzeniu wyboru władz nowej organizacji. Chociaż na to spotkanie nie mogli przybyć wszyscy sygnatariusze SKSu, to wszyscy zadeklarowali podpisanie takiej proklamacji. Większość z nas właśnie kończyła studia i chcieliśmy doprowadzić jak najszybciej do powstania nowej organizacji. Pośpiech wynikał jeszcze z innych powodów. W zakładach Cegielskiego bardzo szybko zorganizowała się "Solidarność", tylko, że z inicjatywy miejscowej organizacji partyjnej, jej sekretarz Jerzy Skrzypczak miał duży posłuch i działacze wysuwani przez załogę mieli pewne trudności z przebiciem się. Na uczelniach od dawna ZSP prowadziło swoistą grę, z jednej strony organizacja była ideologicznie pryncypialna, a z drugiej patronowała wielu inicjatywom zwłaszcza kulturalnym niejako wbrew władzom. Oczywiście dyskusyjne kluby filmowe, imprezy artystyczne, ograniczone w nakładzie tomiki poetyckie i finansowanie działalności teatrów studenckich tworzyło coś w rodzaju "Hyde Parku". Studenci mogli sądzić, że mają szczególne przywileje i swobody, bo mogli uczestniczyć w życiu kulturalnym bez cenzury, a jednocześnie na miarę realiów PRL organizacja dbała o sprawy socjalne nie tylko swoich członków. To wszystko powodowało, że często trudno było przekonać koleżanki i kolegów, że ta "koncesjonowana swoboda" jest iluzją wolności, bo ma jeden cel izolacje. Zawodowi działacze ZSP zwykli mawiać; "niech robią, co chcą, byle we własnym gronie, w klubach studenckich i na zamkniętych imprezach". W tym miejscu przyznam, że w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych sam próbowałem przekonać się, jakie są granice tej swobody.
Za przyspieszeniem powołania nowej organizacji przemawiały też nasze doświadczenia z SKSem. Pamiętam słowa Jacka Kuronia; "Jak wy nie założycie tej organizacji, to zrobią to za was Esbecy." Chociaż nie było masowego poparcia w środowisku, istniała pewna pustka, którą mogła nowa organizacja wypełnić. Studenci mieli dość indoktrynacji i targów, ograniczone swobody w zamian za uznanie status quo. Nie ucichły jeszcze dysputy na temat kształtu nowych organizacji studenckich, kiedy zwołano w Collegium Novum wiec. Mimo, że rok akademicki jeszcze się nie rozpoczął przyszło sporo ludzi. Tu ujawnił się talent Jacka Kubiaka, który potrafił okiełznać żywioł i przekonać zgromadzonych, co do celowości szybkiego powołania NZSu. Wiec wybrał kilku przedstawicieli do komitetu organizacyjnego nowego zrzeszenia. Padły też postulaty reorganizacji samorządu studenckiego, który do tej pory był fasadą ZSP. Postulowano też pluralizm organizacji studenckich. Po tym zdarzeniu chcieliśmy się zorientować jak przedstawia się sytuacja w innych środowiskach. Włodek Fenrych pojechał do Krakowa, a ja do Wrocławia.
Powstał swoisty dualizm, SKS przekształcił się w komitet założycielski NZS, a jednocześnie wiece uczelniane powoływały swoje grupy inicjatywne. Nikomu to jednak nie przeszkadzało, bowiem swoją role rozumieliśmy "technicznie", chcieliśmy doprowadzić do rejestracji nowej organizacji, a nie kierować nią. Miała nastąpić pokoleniowa "zmiana warty". Z naszego grona jedynie jeszcze studiujący na prawie Wojtek Pawlak aktywnie włączył się do działalności w NZS. Wcześniej nie był w środowisku znany, ponieważ zajmował się powielaniem ulotek i przywoził z Warszawy bibułę, zniechęcaliśmy go do jawnych wystąpień, by nie ułatwiać roboty bezpiece.
Gdy rozpoczął się rok akademicki, okazało się, że nie ma szans na szybką rejestrację. Władze uważały, że nowa organizacja będzie opozycyjna wobec starej i pluralizm w rodzaju OPZZ i Solidarność, w tym wypadku nie wchodził w grę. Oficjalna propaganda przedstawiała inicjatywę powołania nowej organizacji studenckiej jako przedsięwzięcie polityczne, uczepiwszy się postulatu "pluralizmu organizacji studenckich". Trudno było z tym polemizować, w sytuacji w której nie było możliwe uznanie przez NZS "kierowniczej roli ZSP". Dyskusje były namiętne. Włodek Filipek poparł pomysł Piotra Skorupskiego studenta prawa, założenia organizacji katolickiej o nazwie "Pro Patria". Jacek Kubiak przypominał o tradycjach "Bratniaka" i akcentował charakter "samopomocowy" organizacji studenckich. Józek kapusta z biologii optował za skupieniem się na samorządach. Jaromir Jedliński był za koncepcją federacyjną organizacji środowiskowych, czyli nie tworzenia zcentralizowanej organizacji. Koncepcja federacyjna była najbardziej realna z powodów procedur rejestracyjnych, uwzględniała też specyfikę poszczególnych ośrodków akademickich. Oprócz uniwersytetu i Politechniki, pozostałe poznańskie uczelnie w tych dyskusjach nie uczestniczyły. Na Politechnice uaktywnili się studenci młodszych lat. Mirek Szychta, Barbara Fabiańska i Maciej Frankiewicz stali się liderami NZSu w Poznaniu, ale na rejestrację przyszło jeszcze poczekać kilka miesięcy. Jeszcze jesienią wybrano nowe samorządy studenckie. Wszyscy działacze ZSP w wyborach przepadli, a kilku z nich stało się "dysydentami". Tych kilka nazwisk przemilczę, bo nie chce psuć dobrego samopoczucia tym, którzy dziś podają się za przywódców opozycji. W tym miejscu wypada jeszcze jedno wyjaśnić. W "Opozycji" liderów nie było, to swoiste echo Esbeckiej wersji historii. W Esbeckich annałach Jacek Kubiak był przedstawiany jako "wódz" (osobiście nie zaglądałem do teczek z przyczyn obiektywnych, ale powołuje się na relacje Włodka Fenrycha), ale to tylko wymysł ludzi z policji politycznej, która była zorganizowana hierarchicznie wedle stopni i podległości, którzy nie wyobrażali sobie, że można działać inaczej. Oświadczam więc, że Jacek mi żadnych rozkazów nie wydawał, a ja sam też nikomu niczego nie nakazywałem. Wszelkie oświadczenia, apele, proklamacje, listy protestacyjne itd.. redagowaliśmy tak długo, aż wszyscy gotowi byli się pod nimi podpisać, rzecz w którą trudno uwierzyć, ale każda akcja była przeprowadzana na zasadach absolutnej dobrowolności i spontaniczności i bywało tak, że nie zawsze wiedzieliśmy co kolega robi. Nie było to konieczne w sytuacji, kiedy mieliśmy do siebie zaufanie.
Natomiast podkreślić należy, że dzięki cechom swojego charakteru Jacek na miano "lidera" zasłużył; błyskotliwy, spolegliwy, łatwo nawiązywał kontakt, zawsze można było na nim polegać. Wszyscy mieliśmy różne temperamenty i charaktery, ale nie było między nami, jak chciała Esbecja rywalizacji o przywództwo.
Pisze to nie po to, aby głosić peany na temat kolegów, tylko ku przestrodze tych, którzy adnotacje w aktach biorą za fakty i co najgorsze sami zaczynają w nie wierzyć. Jak to było; z jednej strony "kombatanci" NZS twierdzą, że wszystko odbyło się spontanicznie, a z drugiej kilku kreuje się na przywódców, bez których NZS by nie powstał, nad to mają na to "papiery"? Proponuje Powrócić do starego pomysłu piłsudczyków, którzy postulowali powołanie "legionu zasłużonych", aby ich zasługi w walce o niepodległość były należycie docenione. Może zamiast wypinać pierś do medali, spojrzeć na przeszłość z odrobiną dystansu i pokory.
Faktycznie NZS został zarejestrowany dopiero w marcu 1981 roku. Dopiero groźba ogólnopolskiego strajku uczelni i poparcie Solidarności skłoniły władze do ustępstw. Nie bardzo wiem, dlaczego wybrano taką datę i z jakich to powodów Poznań chciał się wyróżnić?
Przemysławowi Zwiernikowi z IPN i autorom filmu o 25-leciu NZSu proponuje lekturę dokumentu SKSu z 1979 roku "O konieczności reformy szkolnictwa wyższego".
Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści