Jacek Kasprzycki

 

SZTUKA I POLITYKA, CZYLI BYK, JAKO BURAK...

 

Z głębokim bólem muszę jeszcze raz wrócić do tematu "buractwa”, czyli sytuacji gdy ktoś świadomie czy nie - nie ma wyczucia miejsca, czasu i akcji.

 

Takimi ludźmi znaleźli się wybitni (jakby nawet nie rzec - słynni) artyści broniący jeszcze nie wiadomo, przed czym businessmana doktora Jana K. Mogli skorzystać z "możliwości milczenia" jak to nazwał w TV pewien dziennikarz z GW w czasie debaty, podczas której pozujący na grzecznego chłopca Tomasz Lis nie mógł okiełznać emocji ludzi Kultury i Polityki dających w studio dosadny pokaz warcholstwa w najgorszym stylu.

 

Przy okazji powyższych wydarzeń dwie sztandarowe postacie naszych mediów (nota bene, tak również w języku administracji nazywa się ścieki i odchody), kojarzone powszechnie z kulturą czy też z "kulturą", dyrektor Pietras i artysta Starowieyski zwany Bykiem stwierdzili, iż przed zaistnieniem doktora K. Poznań kulturalnie praktycznie nie istniał.

 

Nie mam tanich inklinacji lokalno - patriotycznych, nawet w odniesieniu do Polski, ale tu poczułem się jak przysłowiowy ten co musi udowodnić że wielbłądem nie jest. Po powyższych wypowiedziach zastanawiałem się - odpowiedzieć używając argumentów racjonalnych czy oburzyć się święcie - traktując powyższe, jako prowokację, lub jako pochodzący z lenistwa brak wiedzy, analogicznie do rozprzestrzenianego np. przez wielu wtórnych analfabetów z Zachodu Europy poglądu że w Polsce na ulicach widać same żebrzące dzieci i białe niedźwiedzie? Mając przed oczyma wady i zalety poznaniaków oraz Wielkopolan, muszę niestety zanim przejdę do rzeczy, powtórzyć kilka oczywistości. Biblioteka Raczyńskich, UAM, Opera, Filharmonia, Konkurs im. Wieniawskiego, Festiwal Malta, Teatry Nowy i Polski, 8 Dnia, Biuro Podróży, artyści z Janem Berdyszakiem, czy Jarosławem Kozłowskim na czele, ASP - najlepsza w Polsce uczelnia artystyczna, legendarne galerie jak ON, Akumulatory 2, AT, Poznańskie Słowiki, Orkiestra Agnieszki Duczmal, poeci z Ryszardem Krynickim, Stanisławem Barańczakiem, ruch jazzowy z Komedą, Dębskim i Blue Note, Teatr Tańca, OFF - Cinema, TV Studio Filmów Animowanych, Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, i oczywiście (wymieniam "jednym tchem", tak że jeżeli w tej chwili coś istotnego pominę zainteresowanych - przepraszam) zaistniały w większości swej, niezależnie od istnienia doktora Jana K. i jego - mówiąc obiektywnie - godnej szacunku postawy finansowania sztuk wszelakich.

 

Pietrasa jeszcze rozumiem, bo jest poznaniakiem "teczkowym", ale arystokrata Bykiem zwany uderzył jak podczas Corridy przysłowiowymi rogami w płot.

Co sobie pomyślą o manierach wysoko urodzonych telewidzowie i czytelnicy w całej Polce widząc powołującego się na ziemiańskie koneksje artystę określającego posła Gruszkę, jako "prostego chłopa" a posła Wassermana jako "tego od syfilisa"?.

 

Pomijając przysłowiowy serwilizm omawianego Wielkiego Polaka przywołujący widma, np. hrabiego Wielopolskiego (plakat Lenin z 1960 roku), racjonalnymi argumentami w takiej sytuacji walczyć nie sposób. Nie przypadkowo Wajda obsadził go w "Dantonie" w roli Davida. Tak oto w imieniu własnym i redakcji, jako potomek rodu Kasprzyckich (tak, tak - tych Kasprzyckich), - jeżeli artysta Franek poczuje się urażony i pozwie mnie, nie odmówię mu satysfakcji. Jemu pozostawiam wybór broni. Zgadzam się na każdą - oprócz inwektyw.

 


Z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści