Piotr Starzyński

Chcę powiedzieć, że Elvis Presley pojawił się dość szybko w moim
życiu (jak i muzyka rockowa). Miałem może
6 -7 lat, gdy usłyszałem muzykę Niebiesko-Czarnych, Beatlesów i
właśnie Presleya na adapterze mojej trochę ode mnie starszej ciotki. Wiem, że
i Elvis podziałał na moje emocje. Właśnie moja sympatia do niego i jego muzyki z biegiem lat
wzrastała, szczególnie, gdy zacząłem bywać, jako prezenter w radiu i gdy
nabyłem i przesłuchałem jego CD: "How great Thou art",„Gospel
favorite” i „Christmas peace”.
Nie wiem, czy
wiecie, że jego ukochanym jedynie gatunkiem muzyki była muzyka...gospel
(Gospel - Dobra Nowina) Ba! Nawet chciał śpiewać w chórze gospel, ale go nie
przyjęto, bo...jego głos nie brzmiał zespołowo...Hmm. Chyba dobrze, że się tak
stało... Kiedyś kupiłem
"Golden inspirations for the King"- 100 oryginalnych nagrań utworów,
które on potem wykonywał. Piękna sprawa. (Przydałoby się coś takiego odnośnie
Czesława Niemena, prawda?!) Przyznaję, że i dziś są utwory Presleya,
które ściskają mi gardło...18 sierpnia 2007r. na dziedzińcu Urzędu Miejskiego
odbył się po raz piąty z kolei, zorganizowany przez animatora życia
kulturalnego w Poznaniu - Krzysztofa Wodniczaka, koncert zatytułowany
"Dzień z Presleyem". Była to impreza szczególna, jako że dwa dni
wcześniej minęła 30 rocznica śmierci króla rock & rolla- Elvisa Presleya.
Imprez w ramach tego Dnia było sporo,
również wystąpili różni wykonawcy- ograniczę się do opisania
występu kilku z nich. Po pierwsze- ciekawa scenka
para teatralna ukazująca zaślubiny Elvisa z Priscillą, którą Elvis poznał,
(odbywając w Niemczech służbę wojskową), gdy ta miała...14 lat.
Publiczność ciepło przyjęła partie wokalne młodych wykonawców,
którzy historię tę przedstawili żywiołowo i momentami...nostalgicznie. Ciekawym pomysłem, i motywem tego dnia, był
biały... Cadillac, który dzielnie pracował obwożąc dookoła placu młodą parę, a
później...Ano właśnie później robiło się coraz ciekawiej- m.in. wystąpił jeden
z naśladowców Elvisa- Paweł Baczkowski. I tu miła dla mnie niespodzianka-
zaśpiewał przede wszystkim te mniej znane (acz piękne) utwory z repertuaru
Presleya dając publiczności możliwość
zapoznania się z cząstką, jakże bogatej i urozmaiconej, (choć w ogromnej mierze
"wtórnej"- były to utwory innych wykonawców) twórczości Elvisa (
Presley wykonywał około...900 utworów). Duży plus dla Pawła B. Następnie zaprezentował się jeden z bardziej znanych w kraju ( i
nie tylko) naśladowców Elvisa-poznaniak Piotr Bugzel. Tu mieliśmy już do
czynienia z dobrym naśladowaniem image Presleya - począwszy od wyglądu i
stroju, poprzez ruchy sceniczne, na wokalizie kończąc. Publiczność zaczęła się rozgrzewać, co niektórzy zaczęli
opuszczać wygodne miejsca siedzące (wraz z piszącym te słowa), by rzucić się w
wir tego "starego" rock & rolla. A
oto nadjechał Cadillakiem kolejny wykonawca- Michał Milewicz.
Od lat wiadomo, że jest jednym z najwierniej odtwarzających czar
muzyki Elvisa. Nic nowego. To, co miał wykonać wykonał świetnie, na swoim
poziomie, po czym zniewalając młode fanki, które dotąd znały go, jako odtwórcę
różnych ról aktorskich, rozdawał autografy i...uśmiechy. Po jakiejś chwili nadjechało...kolejne tego
wieczoru. Witany - ladies & gentleman - mister
Wojciech Korda z zespołem Tomasza Dziubińskiego.
I wtedy naprawdę się zaczęło! ( mimo chwilowych kłopotów z
pogłosem wokalisty).Publiczność zaczęła szaleć jak na koncertach naszych
"kolorowych" zespołów z lat 60-tych ( albo i na
"Stonsach"!). Świetna wiązanka
przebojów Elvisa z bardzo miłym "rodzimym " akcentem; otóż śpiewając
"Are you lonesome tonight" Korda przeszedł zgrabnie do utworu
spopularyzowanego przez Czesława Niemena "Włóczęga", wywołując tym
aplauz publiczności, a co najważniejsze, wspomniał o swoim przyjacielu, że tak
jak świat miał swojego Elvisa, my mieliśmy swojego Czesława..."Czy
mnie jeszcze pamiętasz?"
Tak- publiczność pamięta zarówno Presleya jak i Niemena.
Na koniec zostawiłem fragment tego koncertu, który być może
najbardziej podobałby się samemu Elvisowi. Zespół THE WAY VOICES- czarni wykonawcy z Nigerii, którzy dali
się już w lutym w klubie "Blue Note" poznać swoją
"czarną" interpretacją "Dziwnego świata" Cz. Niemena. A tu
przekazali duchem poprzez śpiew, to co Elvis kochał najbardziej - wykołysaną na
kolanach uwielbianej matki muzykę gospel. Przekazali
jej żar, moc, ale i łagodność i tkliwość. Wszystko to jest w tej muzyce.
I jest jeszcze coś- wiara, że to, o czym śpiewają nadaje sens życiu.
Ze smutkiem
patrzyłem jednak na reakcję niektórych...kobiet siedzących obok mnie- one
się...nudziły- tą muzyką, co do której słuchania przekonywał ( i przekonał!)
sam Elvis; niejednokrotnie na koncertach, kiedy był już bardzo sławny,
prosił zespół akompaniujący, aby ten zaśpiewał a capella jakiś standard muzyki
gospel. Widać wtedy na jego twarzy skupienie, wzruszenie i....tęsknotę za Tym,
do którego mówił słowami pieśni Krisa Kristoffersona - "Why me,
Lord".
Przeczytaj też;
z
powrotem / ARTWAKAT / pierwsza
strona / spis treści