Brzmienia” w Artwakacie

Ściągnij numer BRZMIEŃ w pdf – LATO 2008

Ściągnij numer BRZMIEŃ w pdf – JESIEŃ 2008

Ściągnij numer BRZMIEŃ w pdf – WIOSNA 2009

Czasopismo muzyczne pod redakcją Krzysztofa Wodniczaka

 

wodniczak@poczta.onet.pl

link do POWSTANIE SZTUKI – Mazowiecki Festiwal Artystów Radom 2008

Akcja – Powstanie Sztuki (Andrzej Wilowski)

strona główna

spis treści

działy - podstrony

sztuka - glerie - wystawy - wydarzenia

link do "IMPRESJee" Gazeta Autorska

 

Jacek Kasprzycki

 

POLSKI ROCK – NIESKRYWANE MARZENIE

 

W tym roku podobno przypada 50 lecie polskiego rocka. Właściwie rock’n’rolla. Różne fety, jubileusze – sentymentalne wspomnienia. Jako przeciwnik imprez okolicznościowych a szczególnie rocznic, i obchodów Dnia Kobiet (dlaczego nie ma Dnia Mężczyzn , Dnia Dzieci, etc. jakby we wszystkie inne dni kobiet nie należałoby uwielbiać?) nie obchodziłbym tego typu hucp, bo są one subiektywnie umowne. Ale - jak trzeba - tak trzeba. Taka oto świecka nowa tradycja.

 

 

Koncert Dżambli w Poznaniu rok 1969

 

Pytanie pierwsze czy rock i rock and roll nadal jeszcze istnieją? A jeżeli faktycznie istniały to kiedy i do kiedy? Do jakiej muzyki je zaliczyć? Czy rock i rock’n’roll to ta sama muzyka? A może wcale nie stanowią „osobnej” muzyki a tylko są iluzją kolejnych pokoleń? Czy to style czy gatunki? Mam na myśli oczywiście nie „wartości” a kontekst. Może rock and roll i nieco późniejszy rock to tylko kategorie obyczajowe. Domena socjologii – nie muzykologii. A może – zarówno rock and roll i twory późniejsze to pojęcia precyzyjnie dające się określić i dokładnie przez znawców poszczególnych nurtów, stylów i nawet osobnych artystów (artystycznych wysp i archipelagów)? Nie wiem. Może i tak a może nie – paradoksalnie – bo w historii całego rocka tych paradoksów jest bez liku. A wszystkie te pytania – jak u surrealistów mają odpowiedź twierdzącą.

 

 

Widownia koncertu – Cytadela w Poznaniu 1969

 

Bo kiedy on się właściwie zaczął? Czy w USA, czy w Anglii, a jak już na to odpowiemy to kiedy właściwie w Polsce? Pytań mnóstwo i masę dyskusji przy wódce i na trzeźwo.

Cokolwiek napisze i zaznaczę twierdząco, ktoś inny może to zanegować. Potwierdza to zresztą wypowiedź Franciszka Walickiego – tego który animował polskie imprezy jazzowe i wczesne rock and rollowe: „Nigdy nie traktowałem muzyki rockowej wyłącznie jako muzyki. Lubiłem rock’n’roll, podziwiałem jego dynamikę i energię, ale był on dla mnie przede wszystkim zjawiskiem kulturowym, społecznym, nawet politycznym: był jednym z najbardziej zagadkowych fenomenów kulturowych XX wieku - zapisem nastrojów i oczekiwań kilku niegłupich pokoleń. Kiedy z kilkuletnim opóźnieniem dotarł wreszcie do Polski, nie wiedzieliśmy, że bierzemy udział w czymś, co przewracało polską scenę muzyczną do góry nogami. Pierwszym polskim zespołem, który świadomie popularyzował rock’n’roll, była powstała w roku 1959 na Wybrzeżu formacja RHYTHM AND BLUES, którą założyłem i byłem jej artystycznym kierownikiem”.

 

 

Autor w czasie opisywanym

 

Co powiedzieć tymczasem na rock’n’rollowe wyczyny Ptaszyna i Komedy sprzed 1959 roku?

A jakie jest moje rockandrollowe wspomnienie? Oto i one. Jak T-Boone Walker nagrał na elektrycznej gitarze swoje „T-Boone Schuffle” w 1949 roku – co dzisiaj uważam za faktyczne narodziny rock and rolla – nie było mnie na świecie. Jak Presley, Little Richard i Bill Halley szokowali z estrad poszedłem dopiero do podstawówki.

 

Pamiętam angielski film o rock’n’rollu bodajże z Brendą Lee na który przemyciła mnie ciotka – miłośniczka nowości ku komuny utrapieniu... Ale szczerze mówiąc załapałem się bardziej świadomie już na kolorowe zespoły. Niebiesko i Czerwono Czarnych, Czerwone Gitary i Polan. Czesław Niemen wtedy jeszcze lawirował pomiędzy Latynosami a rhythm and bluesem, inne grupy miały dopiero powstać. Co zabrzmiało dla mnie naprawdę ekspresyjnie i świeżo? Pamiętam: „Satisfaction” na pocztówce dźwiękowej kupionej przez ojca na moje imieniny (był z tego niewymownie dumny) i „Niedziela będzie dla nas” Niebiesko Czarnych. A także uroda Adrianny Rusowicz. Pamiętam też singel nagrany przez N-C z piosenkami amerykańskimi. Był tam „Respect” Arethy Franklin, „Georgia on my mind” Charlesa i „Purple Hazy” Hendrixa śpiewana przez Kordę i grana przez Janusza Popławskiego.

 

 

Andrzej Zaucha, Marian Pawlik, Jerzy Horwath - 1969

 

Do oryginałów nie miałem dostępu, a te namiastki – to wtedy było to. Razem z bratem i kolegami z okolicy założyliśmy kapelę i troche schizofrenicznie – próbowaliśmy improwizować jak w jazzie tradycyjnym (miałem dostęp poprzez konsulat amerykański do płyt Davisa i Basiego) ale zarazem w nuta w nutę kopiowaliśmy solówki Janusza P. Oto dramat pokolenia 50! Na Presleya, Halleya, Berry’ego się nie załapaliśmy, a do jazzu doszliśmy poprzez Niebiesko-Czarnych, Polan, wczesnego Niemena, i wreszcie Ray Charlesa, Beatlesów, Stonesów, Animalsów i Cream. Ale po kolei. Potem już było poważniej. Ostatnie klasy liceum to prawie kalka z powieści Libery „Madame”. Oficjalny zespół rhytm ‘n’bluesowy w liceum nr 3 w Poznaniu razem z braćmi Wincenciakami, moim bratem Pawłem, Maciejem Szydłowskim, potem Szymonem Rogalskim i Marcinem Januszkiewiczem. I repertuar przedziwny. Standardy; „Dziwny jest ten świat”, „Lady Madonna”, „My Sweet Jenny” oraz „Marsha Mood” Mayalla, nieśmiertelna „Georgia” Charlesa, , „Siedząc w doku nad zatoką” Reddinga, kawałki Procol Harum i „Uciekaj” Zielińskiego, nawet – kompozycje własne. O – zapomniałbym – Próbowaliśmy nawet „Can You See me”, „Purple Hazy” i „Hey Joe” Hendrixa – te dwie ostatnie – ku własnemu utrudnieniu grając w F dur zamiast w E-dur. Paweł mój brat dawał sobie dzielnie radę z solówkami a ja przeskakując z basu na gitarę rytmiczną (dwunastostrunową – szkolną – bo własnej nie miałem) musiałem solidnie opanować chwyty barowe aby ręka mi nie zdrętwiała.

 

 

Koncert „Dżambli” na poznańskiej Cytadeli – rok 1969

 

Dyrekcja szkółki aby wykazać swą tolerancję namawiała nas aby grać nie na potańcówkach ale na akademiach. Włosów zbyt długich nie tolerowano – ale zezwalano na peruki (sic!). Pamiętam taki incydent – pewna dziewczyna podeszła do mnie na jakiejś studniówce i powiedziała że publika nie życzy sobie Mayalla ani „Nie wiem sam” Polan ani The Yarbirds – chcą Czerwonych Gitar, ewentualnie mogą być też Skaldowie. Nie daliśmy się zniewolić, ale rozległy się gwizdy podczas borysowsko-blekautowskiej „Studni bez wody” – jak wiemy z mayallowskim gitarowo-basowym-czteronutowym bluesowym riffem... Estetycznie już w wieku lat 17 ewoluowałem ku trudnemu jazzowi, tak więc poprzednia – Presleyowska epoka była dla nas „chałowata” i „prostacka”. A „Brytowie” – TO BYŁO TO.

 

Wyjście poza dwunastotaktowe schematy, ballada, nieco rozbudowane harmonie. Późni Beatles, Who, Cream i Animals. Ale zarazem nieosiągalny i mityczny Mayall, Korner, oraz Clapton i jego „I Feel Free”. A potem prenumerata JAZZU w zaprzyjaźnionym kiosku „Ruchu” i w sklepie muzycznym cudem zdobyta płyta ORYGINAŁU bluesowego. Wydane przez AMIGĘ – „Alabama Blues” lewicującego i przez to uznanego w Enerdowie za postępowca J.B. Lenoira. Ten artysta zresztą za rok miał umrzeć po powypadkowych powikłaniach i jemu to miał potem poświęcić słynną kompozycję John Mayall "I'm Gonna Fight for You, JB". Wtedy już poznając – tak paradoksalnie z oryginału – poprzez NRD – właściwe korzenie - stałem się miłośnikiem bluesa i następnie czystego i progresywnego jazzu. Przeszedłem obok Pink Floydów i punku. Nawet obok posthippisowskiego – a nie jak się sądzi mylnie bluesowego Dżemu i Riedla. Może jeszcze zafascynowała mnie nowa fala europejska z lat 76-80 (grupa „Popol Vuh” nagrywająca muzykę do filmów Wernera Herzoga). Pokolenie nasze było szczególne . Z równą atencją słuchało się Ewy Demarczyk, Ałły Pugaczowej, Anawy, Okudżawy i Bacha.

 

Czy to wszystko – biorąc pod uwagę socrealistyczne uwarunkowania było autentyczne? Aby odpowiedzieć na to posłużę się cytatem z National Geographic, który wydaje mi się niezbyt przemyślany. To tekst Roberta Leszczyńskiego „Hip-hop po polsku”. Cyt.: ”Wbrew obiegowym opiniom Polacy nie są bezmyślnymi naśladowcami zachodnich stylów muzycznych. Chociaż rozmaite kalki pojawiają się niemal natychmiast, muszą wystąpić określone uwarunkowania społeczne i ekonomiczne, by polska publiczność je zaakceptowała. Weźmy choćby lata 70. - erę największej świetności rocka na świecie. W gierkowskiej Polsce panował wtedy opolski i sopocki soc-pop. Posthipisowski rock - w postaci Maanamu, Perfectu, Lady Pank, Republiki, TSA - zaistniał tak naprawdę dopiero po Sierpniu '80, gdy pojawiły się społeczne warunki jego masowego zrozumienia.”

 

Z pozoru to brzmi prawdziwie – efektownie ale tylko z pozoru właśnie. Leszczyński zapomniał tu o autentycznym wypadku Dżemu który był naprawdę kultowy (i jest) na polską miarę Morrisona - Doors i Curtisa - Joy Division. Być może w mitycznym roku 1981 coś się zmieniło – ale może nie zmieniło się nic. Śmiem twierdzić że Lady Pank jest bardziej passe od takich Niebiesko Czarnych, Polan, Blackoutów, Klanu, wreszcie Dżambli. Krzesimir Dębski powiedział mi i Andrzejowi Wilowskiemu, że gdyby nie nagrania Dżambli nie zainteresowałby się Zappą, fussion i być może nie pojawiłby się String Connection. Piotr Kałużny nie zacząłby się interesować Coltranem, boogie-woogie, i bluesem gdyby nie Stonesi i Beatlesi oraz ich polskie klony: Skaldowie i Czerwone Gitary. Od tych ostatnich szybko odszedłem pomiędzy podstawówką i liceum ale ich śpiewne kompozycje (przed Krajewskim) wraz z The Shadows i The Ventures były dla nas nauką rockowej aranżacji. Częstokroć taką jak polskie szariki w stosunku do dżinsów Levis. Piosenka „Nie wierzę” grupy Polanie to pierwszy szczerze odebrany polski blues jaki usłyszałem. Ale – weźmy polskich hippie. Amerykańscy nie pili protestacyjnie Coli a nasi puszki po niej – z trudem zdobyte – stawiali na honorowych miejscach.

 

Nie da się jednak ukryć że i ci nasi i ci z USA mieli w swym otoczeniu „przechlapane”. Cóż zrobić – tak było. Nie mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii i USA. Chłonęliśmy taką muzykę jak była pod ręką. Paradoksalnie na ten prawdziwy rock, płyty oryginalne czy te z Elvisem, czy nieco później z Cream mogły pozwolić sobie dzieci prominentów i esbeków. My mieliśmy do dyspozycji z trudem zdobyte – Bambino, płyty pocztówkowe i koncerty Blackoutów, Polan, Niebiesko-Czarnych, Niemena i Dżambli. Muzyka ta była dla nas wtedy porywająca, inspirująca i jak się to mówi cool. Nie trwało to długo.

 

Śmierć boskiej Janis, Morrisona, Hendrixa, zafascynowanie free jazzem i jazz rockiem, występy w Polsce Gary Burtona i autentyków bluesowych z nowego Orleanu i Chicago zmieniły moje preferencje. Ale Leszczyński nie ma racji. Zanim nastąpił ten „gierkowski cepeliowski pop-soc” był moment szczególny. To lata 1966 – 1972. Wtedy powstały najlepsze hity Akwareli, Niemena, Polan, Niebiesko-Czarnych, Blackoutów, Breakoutów,

Skowrońskiego, SBB i innych grup. W setkach mieszkań, szkół, domów kultury a nawet w zwykłych stodołach wiejskich dziewczyny i chłopaki naśladowali Arethę Franklin i Beatlesów grając muzykę Kordy, Popławskiego, Stana Borysa i Ady Rusowicz. A potem Nalepy i „Klanu”. I dla nas było to autentyczne, jak dla późniejszych pokoleń – tych o lat 10 – ruch jarociński, a dla współczesnych; Peja, Liroy i Nagły Atak Spawacza...

 

Wracając do początku czy w ogóle o rocku można powiedzieć – a szczególnie o polskim że był niezależny – NIE WIEM. Nie wiem zresztą czy rock’n’roll był niezależny w samej Ameryce i czy polski punk był naprawdę czymś alternatywnym. To temat na osobne rozważania. Można tylko skonstatować iż obecne gwiazdy rapu reklamują Mercedesa i koniak Hennesy. A ich muzyka i teksty to maszynka do zarabiania pieniędzy – nie „krzyk pokolenia”. Tymczasem polski rock był od 1959 roku aż do 1989 czymś co można nazwać po latach: „nieskrywanym marzeniem”.

 

Jacek Kasprzycki

 

Felieton osobisty „Muzyka nie łagodzi obyczajów”

Młodzi pamiętają i Kaczmarskiego też śpiewają

Na zastępstwie Coltrane’a

BLUE NOTE – 10 LAT

Coltrane w Pod Pretekstem

MITAM, amerykańska „muza” i wiecznie żywy Presley

MITAM – Andrzej Wilowski

Spotkanie z Eric’iem BELLem

MITAM - KOMUNIKAT PRASOWY

KONCERTY – 14, 15, 16, 17 SIERPNIA 2008

MITAM - PLAKAT

KONCERT PRESLEYOWSKI W KOŁOBRZEGU - PLAKAT

DZIEŃ DLA ELVISA W POZNANIU - PLAKAT

ERIC BELL W POLSCE - KONCERTY - PLAKAT

ROCK JEST JEDEN - OSTRÓW WIELKOPOLSKI - PLAKAT

OKŁADKA BRZMIENIA LATO 2008

http://www.mitam.eu/

Presley na nowo inspirujący – wywiad z Krzysztofem Wodniczakiem

MITAM - nowa inicjatywa Krzysztofa Wodniczaka i Andrzeja Mitana

Stefania Golenia rozmawia z Krzysztofem Wodniczakiem

Standaryzacja po polsku – Andrzej Wilowski

Andrzej Mitan rozmawia z Andrzejem Mitanem

Rozmowa o biznesie muzycznym i o projekcie MITAM

Ambasador Delty i Chicago w Poznaniu

Blues dla Janusza (link)

Blues dla Janusza w Blue Note

Bluesman absolutnie (o Tadeuszu Nalepie)

Bluesowo i standardowo

Doc Hook – rzecz o Johnym Lee Hookerze  

            Dzień dla Elvisa

Dziwny jest ten świat nadal aktualne

Elvis w Poznaniu

Informacja o koncercie Scorpions

JP2

Klub 39

Koncert „Być potrzebnym”

Lirycysta

Marzyciel

Mury

Newsletter koncertu Scorpions

Niemen artysta osobny

Nurt Jazzu (2005)

Nurt Jazzu (Diapazon)

O Januszu Wiliszewskim

O słowie w rocku i nie tylko...

Obrazy Janusza Wiliszewskiego

Opowieści koncertowe

Pamiętamy o Nalepie

Piotr Kałużny – Impresje Wielkopostne

Piotr Kałużny, Tomasz Jaśkiewicz i Jan „Izba” Izbiński w „Pod Pretekstem” W Poznaniu

Po prostu poeta (rzecz o Marku Grechucie)

Podróż na Zachód

Polish Jazz - Kanon lektur muzycznych

            Poznańskie presleyowanie

Pożegnaliśmy Rysia

Procedury twórcze, a odtwórcze

Punkowa rewolta

Satelita Miłości

Scorpions zapraszają na koncert

Skorpiony ukąsiły w Ostrowie

STONSI

Urodziny Niemena

 

strona główna

spis treści

http://impresjeee.blox.pl/html