Andrzej
Wilowski
10
kwietnia 2004
Jesienią
1978 roku odbywał się w Poznaniu II Festiwal Kultury Studentów PRL. Szyld
równie schizofreniczny jak cała impreza. Jednak dla wielu artystów tego typu
imprezy były jedyną okazją występowania przed większą publicznością. Na jednym
z koncertów w Zamku wystąpił Jacek Kaczmarski. Od czasu debiutu na krakowskim
festiwalu piosenki studenckiej, krążyła o Jacku legenda. Wszyscy czekali na
"Obławę" Wysockiego w jego wykonaniu. Niezwykła żarliwość i ekspresja
wykonania, godne samego Wysockiego, sprawiły, że natychmiast student łódzkiej
polonistyki stał się bardem pokolenia. Kiedy jego rocznik 57 zaangażował się w
działalność opozycyjną.
Jacek
Kaczmarski z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim przygotowywali
program "Mury". Gdy powstała "Solidarność", tytułowa pieśń
z tego programu, katalońskiego barda Luisa Lacha stała się nieoficjalnym hymnem
tego ruchu. Stan wojenny zaskoczył barda na Zachodzie. Początkowo chciał zostać
w Paryżu, ale szybko zorientował się, że koncerty dla emigracji to mało, więc
nawiązał współprace z Radiem Wolna Europa. W RWE był dziennikarzem, ale w kraju
wszyscy nasłuchiwali jego cotygodniowego programu autorskiego. Prezentował w
nim swoje wiersze, czasem sięgał po gitarę, czytał "Wspomnienia
niebieskiego mundurka" Stanisława Zygmunta, dodając też coś od siebie.
Twórczość z tego okresu budziła sprzeczne emocje; jedni woleli barda z lat
siedemdziesiątych, refleksyjnego i patetycznego, drudzy cenili nową lirykę
obywatelską, może płytszą i satyryczną, ale na czasie.
W
1989 roku postanowiliśmy podziemnego "Obserwatora Wielkopolskiego"
wydawać oficjalnie. Na zaproszenie naszego tygodnika, wtedy jeszcze z
Monachium, przyjechał Jacek na specjalny koncert. Chętnych mogliśmy pomieścić
tylko w poznańskiej Arenie, mieliśmy więc wątpliwości, czy w takiej sali uda
się koncert kameralnym i balladowym repertuarem. Wszyscy jednak wysłuchali w
pełnym skupieniu ponad dwugodzinnego, recitalu. Później zaskoczyła nas nagła
decyzja Kaczmarskiego o emigracji do Australii. Prawdopodobnie poeta był
rozczarowany jakością politycznych przemian, odejściem od
"solidarnościowych" ideałów. Oczywiście potrzebował też dystansu,
męczyła go rola "artystycznego kombatanta". Postanowił zaczynać od
początku. Pisał nowe wiersze, miał też ambitne plany prozatorskie. Mimo to w
kraju ukazywały się płyty z dawnymi programami i nowym repertuarem, bowiem
tamte "podziemne" taśmy uległy zniszczeniu, bądź były marnej jakości.
Słuchając
starych nagrań, czekaliśmy na nowe oblicze artysty. Ukazywały się pojedyncze
wiersze i mniej, czy bardziej okolicznościowe teksty. "Wyborcza"
opublikowała rozprawę o twórczości mistrzów Jacka, Okudżawy, Wysockiego i
Galicy. Tymczasem dotarła najgorsza wiadomość o chorobie. Nowotwór krtani
zmusił go do powrotu do Europy. Rozpoczęła się dramatyczna walka o zdrowie i
życie.
Pierwsza
operacja w wiedeńskiej klinice, przyniosła wyraźną poprawę, pojawiła się nawet
nadzieja, że Jacek będzie mógł śpiewać. Niestety, wkrótce okazało się, że to
dopiero początek długotrwałego i kosztownego leczenia. Wielu artystów okazało
swą solidarność, organizowano kwesty, koncerty. Choroba okazała się
bezwzględna.
Ostatni
raz widziałem Jacka Kaczmarskiego rok temu na zjeździe opozycji. Chociaż
"widziałem", to tylko kolokwializm; ja już nie mogłem go widzieć,
tylko ktoś mi powiedział, że siedzi kilka krzeseł dalej w tym samym rzędzie, on
zaś nie mógł mówić. Z archiwalnych taśm przypomniano "Mury",
"Naszą klasę", "Katyń" i "Obławę". Zebrani
zgotowali Jackowi owacje.
"Mury"
faktycznie runęły, ale to tylko początek, więc ku przestrodze poeta dopisał
nową pointę. Inspiracją dla Kaczmarskiego były słowiańskie klimaty, dziś do
odnalezienia tylko w rosyjskiej balladzie, dziewiętnastowieczna liryka
patriotyczna, rodzime tradycje sarmackie i rewolucyjne. Może takie połączenie
jest dziś nie modne, jak nie modnie brzmi termin "liryka
obywatelska", który jeszcze nie tak dawno przynosił poecie zaszczyt.
Jacek
Kaczmarski zdążył zamknąć dwa rozdziały w swojej twórczości i zacząć trzeci,
nie zdążył skomentować współczesności. Odszedł nagle 10 kwietnia. W naszej
pamięci pozostaną nie tylko pojedyncze piosenki, ale muzyczne spektakle;
"Mury", "Przejście Polaków przez Może Czerwone", "Walka
postu z karnawałem"...