powrót do strony głównej

powrót do spisu treści

„Brzmienia” w Artwakacie

Czasopismo muzyczne pod redakcją Krzysztofa Wodniczaka

wodniczak@poczta.onet.pl

 

 

Andrzej Wilowski

Targi muzyczne "MITAM"

 

W dniach 15, 16 i 17 sierpnia 2008 w Poznaniu odbył się cykl imprez pod hasłem "Targi muzyczne MITAM". Inicjatorem i organizatorem przedsięwzięcia był Krzysztof Wodniczak, "człowiek orkiestra"; menadżer, redaktor, przyjaciel artystów, a jego form aktywności społecznej nie da się zliczyć. To skromna zapowiedź, jak sam organizator przyznał imprezy, która ma stać się cykliczna. Poznań ma tradycje targowe i wszelkie warunki ku temu aby się stać Cannes Europy Wschodniej, o czym marzy Krzysztof Wodniczak z Andrzejem Mitanem, który swym nazwiskiem firmował imprezę. Należy tylko żałować, że "patron" nie mógł przybyć. Nie dopisali też przedstawiciele firm fonograficznych, można mieć tylko nadzieje, że teraz dowiedzą się, że do Poznania należy przyjechać i się też zaprezentować.

 

W programie znalazło się wiele imprez klubowych; recital poświęcony Niemenowi w "Kresowej", wernisaż w "Cafe Poema" rozpoczęły, ale główną atrakcją miały być dwa koncerty plenerowe na Placu Kolegiackim. Dziedziniec Urzędu Miejskiego udostępnili włodarze miasta, ale pogoda odwołała , więc oba koncerty zostały przeniesione do klubu "Johnny Rocker" przy ulicy Wielkiej. Pierwszy koncert 16 sierpnia odbył się pod hasłem "Dzień z Elvisem". Choć duch "króla" unosił się w klubowej atmosferze, to na szczęście nie pojawili się imitatorzy Presleya. Wieczór rozpoczął się od mocnego akcentu. Eric Bell gitarzysta miłośnikom rocka dobrze znany z formacji "Thin Lizzy", wystąpił z triem, gitara basowa i perkusja. Zagrał ostro i stylowo, dużo agresywnych riffów i brawurowych improwizacji, czy jak wolą rockfani; solówek, sekcja niezwykle motoryczna. Nie zabrakło numerów z repertuaru Erica Claptona, The Yarbirds, Buddy Gaya, Muddy Watersa, a w finale porwała publiczność "Gloria" Van Morrisona. oczywiście nie mogło zabraknąć "Whiskey in the jar". To jedyny reel jaki zabrzmiał, reszta to bluesowe i rockowe standardy. Szkoda, że nie usłyszeliśmy kompozycji samego Erica Bella. Na konferencji prasowej przed imprezą sporo pytań padało o fenomen irlandzkiej muzyki, jej światowej kariery, ale sam artysta twierdził, że chodzi tu raczej o pewien rodzaj muzycznej wrażliwości, w tym sensie dla niego reele są blisko rocka, a ten ostatni bluesa. Eric Bell należy do tych rockmanów, którzy z wiekiem zbliżają się coraz bardziej do bluesa, choć Ericowi nie można odmówić dużego temperamentu rockowego jak przed laty. Na prośbę z widowni o jakiś "numer" z repertuaru Elvisa, nie zareagował, choć słuchał go w młodości, to jeszcze nie wystarczający powód, żeby grać jego piosenki.

 

Jeszcze publiczność nie ochłonęła, a na prywatkę w stylu Elvisa, zaprosił Irek Dudek. Jak wynikało z prezentacji zespołu przez samego "Shaikin’ Dudi", zagrało czterech magistrów i dwóch „nieuków”. Nieukami okazali się sam "Dudi" i gitarzysta Dariusz Dusza, autor tekstów do "Dudkowych" nut. Szef przyznał, że koledzy zamienili instrumenty na butelki i musieli skorzystać z pomocy "młodziaków"; pianino, saksofon, kontrabas i perkusje obsługiwali absolwenci wydziału V Akademii Muzycznej w Katowicach (dla nie wtajemniczonych wydział "piąty" to wydział jazzu i muzyki rozrywkowej). Katowice, to też miejsce festiwali "Rawa Blues" których szefem jest Ireneusz Dudek, mistrz gatunku, wirtuoz harmonijki i bluesowy wokalista.

 

Prywatkę rozpoczęli od przeboju ze "Złotej płyty - ciąg dalszy", "Goście idą". Atmosfera prywatkowa, choć dla ich temperamentów przestrzeń klubowa okazała się za ciasna na tą imprezę. Można się pogubić w tych złotych i platynowych płytach formacji "Shakin’ Dudi. Zaczęło się wszystko ponad ćwierć wieku temu, pierwszą płytą i przebojem "O Ziuta" i kilkoma innymi. Trochę zmartwiło to artystę, że publiczność Opola "kupiła" propozycje całkiem serio i z czasem ich numery trafiły na wczasowe dancingi, oczywiście te kopie były żałosne wobec oryginału, bowiem Dudek robi to jak najbardziej stylowo i z klasą, w tym wydaniu, jakie słyszeliśmy teraz, dokładnie przypomniał brzmienia, techniki gry a nawet "estradowe grepsy" z epoki początków rocke`n`rolla. Kilka lat temu ukazała się druga płyta "Złota płyta", z której przypomnieli kilka przebojów, jak "Szala la la". Z "kontynuacji" "Złotej płyty", która stała się już platynową, publiczności przypadła piosenka "W naszej rodzinie wszyscy się znają na medycynie". Właściwie trudno tu wyróżnić jakiś kawałek, wszystkie przyjmowano żywiołowo i z entuzjazmem. Ciekaw jestem tylko wrażeń z tej części koncertu gości z Irlandii. W każdym razie Dudek z zespołem zademonstrował mistrzostwo pastiszu. Zrobili to stylowo, ale i oryginalnie. Oczywiście nie mogło zabraknąć "Ziuty" z całym arsenałem perswazyjnych środków wobec kobiet, liryczne frazy Dudi wyśpiewywał, leżąc na stole przed jedną z pań. Pierwszy wieczór zakończył nonet z Berlina "Boogie Radio Berlin Orchestra". Muzycy ledwo mieścili się na małej klubowej estradce, no tak, ale miało być "plenerowo". Jednak atmosfera była jak z chicagowskiego klubu. Kompletna sekcja dęta robi wrażenie, zwłaszcza, gdy gra równo i z polotem, jak w tym przypadku. Spontaniczności i radości grania mogliby się od nich uczyć młodzi rockmani, którzy ostatnio przynudzają i są ponurzy. Orkiestra zaprezentowała pełen przegląd standardów boogie, soulowych i bluesowych. Wcale nie trzeba było jechać do Chicago, żeby "poczuć te klimaty”. Drugi wieczór miał być muzyczną podróżą, a nosił tytuł "Muzyka, to Ameryka". Hasło chwytliwe, wszak większość gatunków muzyki rozrywkowej trafiło do nas z za oceanu.

 

Mistrza Raya Charlesa przypomniał Jan Izbiński, dysponujący mocnym głosem o tembrze idealnym do soulowego i rhythm`n`blusowego repertuaru. Szkoda tylko, że zabrakło żywego akompaniamentu. Playback mimo precyzyjnie odtworzonych aranżacji z oryginału stwarzał dość poważne ograniczenia. Artysta ma takie możliwości, że wcale nie musi się chować za rozbudowanymi aranżacjami, wystarczyłoby pianino z sekcją rytmiczną. Rozpoczął od "I can`t stop loving You", ku zadowoleniu Krzysztofa, który, jak podsłuchałem, dedykował ten utwór żonie. Nie zabrakło: "Hit the road Jack", What can I say" i "Georgia of mine mind". Po repertuarze Raya Charlesa, przyszła kolej na standard Jamesa Browna, Muddy Watersa, by zakończyć przypomnieniem "Blues Brothers”.

 

Z Georgii przenieśliśmy się do Texasu, bowiem formacja "Izotop" wystąpiła w repertuarze "trzech dziadków z Texasu" (tak nazywam trio "ZZ Top" z racji ich wyglądu, bujnego owłosienia i zarostu). Tym razem nie było to trio, tylko kwartet; dwie gitary gitara basowa i perkusja. Nestorem w formacji jest basista Tomczak, który przed laty zaczynał z zespołem "Stress". Zespół właśnie doczekał się debiutanckiej płyty po trzydziestu latach, ich nagrania radiowe przypomniano w edycji kompaktowej. Przypomnieli z repertuaru "Stresu" jeden utwór i zagrali jeden ze współczesnego programu. Choć czy taki program "własny" istnieje nie mam pewności. W każdym razie na koncercie mogliśmy usłyszeć numery "ZZ Top" dynamicznie zagrane z niemal skopiowanymi riffami i solówkami. Dla publiczności w średnim wieku, to podróż sentymentalna w czasy hipisowskiej młodości i atmosferę w rockowym klubie robiło znakomitą, ale po wyjściu z klubu, publiczność pamięta, że były grane "numery" "ZZ Top", a o "Izotopie" zapomni. Nikt nie podziwia kopistów, co najwyżej jakość kopii. Jak się dowiedziałem zespół działa prawie 15 lat, jeśli chce wyjść z klubowego podziemia, musi to zrobić z własnym repertuarem.

 

Na koniec wieczoru drugiego Krzysztof Wodniczak zapowiedział wizytę w Kalifornii. Klimaty słynnych kalifornijskich nudziarzy w rodzaju "The Eagels" miał przypomnieć Jerzy Grunwald. Artysta niegdyś popularny, rzeczywiście dziś wymaga przypomnienia. Pamiętam go z zespołu "No To Co", choć nie był to jego debiut. Zespół na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych brylował na estradach, podbijając publiczność w Opolu. Nigdy nie byłem entuzjastą tego "dziwoląga", bo gatunkowo nawiązywał do wyspiarskiego "skiffla", a ambicje miał rodzimo-folkowe, więc wychodziło "byle co". Sam Jerzy Grunwald prawdopodobnie czuł się obco w tej cepelii, bo w późniejszej karierze identyfikował się z inną stylistyką. Przez chwile występował w zespole "En Face", a później dalszą karierę kontynuował w Szwecji by po latach próbować szczęścia za oceanem w kalifornijskim klimacie. Rezultatem tej podróży jest płyta "So much to say", z której zaprezentował prawie wszystkie piosenki. O ile pamiętam tylko tytułowa była lansowana w radio, kto jest ciekaw jak to brzmi, odsyłam do płyty. Nie spodziewajcie się fajerwerków, to klasyczne piosenki, kilka ballad, w większości  to liryka miłosna. Co warto podkreślić, to nagrania znakomicie zaaranżowane i zrealizowane, a sama płyta ma elegancką formę edytorską, czyli wszelkie atuty, aby podobać się kobietom, bez względu na wiek. Polecam.

Na wytrwałych czekał jeszcze jazzowy koncert w dawnym lokalu SARPu. Gratuluje Krzysztofowi Wodniczakowi i Andrzejowi Mitanowi pomysłu życzę, aby fonografia pomysł kupiła. W każdym razie targować się warto.

 

 

link do POWSTANIE SZTUKI – Mazowiecki Festiwal Artystów Radom 2008

 

strona główna

spis treści

działy - podstrony

 

 

BLUE NOTE – 10 lat

Coltrane w Pod Pretekstem

SPOTKANIE z Eric’iem Bell’em

MITAM - KOMUNIKAT PRASOWY

KONCERTY – 14, 15, 16, 17 SIERPNIA 2008

MITAM - PLAKAT

KONCERT PRESLEYOWSKI W KOŁOBRZEGU - PLAKAT

DZIEŃ DLA ELVISA W POZNANIU - PLAKAT

ERIC BELL W POLSCE - KONCERTY - PLAKAT

ROCK JEST JEDEN - OSTRÓW WIELKOPOLSKI - PLAKAT

OKŁADKA BRZMIENIA LATO 2008

http://www.mitam.eu/

Presley na nowo inspirujący – wywiad z Krzysztofem Wodniczakiem

MITAM - nowa inicjatywa Krzysztofa Wodniczaka i Andrzeja Mitana

Stefania Golenia rozmawia z Krzysztofem Wodniczakiem

 

 

BLUE NOTE – 10 lat

Coltrane w Pod Pretekstem

Standaryzacja po polsku – Andrzej Wilowski

Andrzej Mitan rozmawia z Andrzejem Mitanem

Rozmowa o biznesie muzycznym i o projekcie MITAM

Ambasador Delty i Chicago w Poznaniu

Blues dla Janusza (link)

Blues dla Janusza w Blue Note

Bluesman absolutnie (o Tadeuszu Nalepie)

Bluesowo i standardowo

Doc Hook – rzecz o Johnym Lee Hookerze  

            Dzień dla Elvisa

Dziwny jest ten świat nadal aktualne

Elvis w Poznaniu

Informacja o koncercie Scorpions

JP2

Klub 39

Koncert „Być potrzebnym”

Lirycysta

Marzyciel

Mury

Newsletter koncertu Scorpions

Niemen artysta osobny

Nurt Jazzu (2005)

Nurt Jazzu (Diapazon)

O Januszu Wiliszewskim

O słowie w rocku i nie tylko...

Obrazy Janusza Wiliszewskiego

Opowieści koncertowe

Pamiętamy o Nalepie

Piotr Kałużny – Impresje Wielkopostne

Piotr Kałużny, Tomasz Jaśkiewicz i Jan „Izba” Izbiński w „Pod Pretekstem” W Poznaniu

Po prostu poeta (rzecz o Marku Grechucie)

Podróż na Zachód

Polish Jazz - Kanon lektur muzycznych

            Poznańskie presleyowanie

Pożegnaliśmy Rysia

Procedury twórcze, a odtwórcze

Punkowa rewolta

Satelita Miłości

Scorpions zapraszają na koncert

Skorpiony ukąsiły w Ostrowie

STONSI

Urodziny Niemena

 

 

 

Pomnik Elvisa w Poznaniu

 

strona główna

spis treści