Sztuka Absolutu Jerzego Jękota
Jacek Kasprzycki
Jana Wojciecha Malika – sceny z życia zbiorowego
Malarstwo Jana Wojciecha Malika zatoczyło
pewnego typu koło. Ale jak w klasycznej opowieści – a malarstwo jest narracją i
to jedną z wielkich - przy pomocy znaków sobie właściwych - nie jest to okrąg
zamknięty, a figura spiralna. Nie można powrócić do miejsca, z którego się
wyszło, można jedynie uwzględniając cała przebytą drogę – iść dalej.
W latach 70. w samym centrum gierkowskiej
stagnacji pojawiło się w polskim malarstwie współczesnym, mnóstwo wcześniej już
istniejących wątków. Od 1945 roku – rozwijało się ono wielotorowo. Kontynuowano
przedwojenne – do dziś niedocenione - tropy awangardowe, potem - wynikłe z
powojennej rzeczywistości. Co najważniejsze - kontynuowano z małym
socrealistycznym poślizgiem - idee polskiego symbolizmu i nurtu metaforycznego
będącego jeszcze spadkiem Młodej Polski. Co sadzę - jest najcenniejszym wkładem
Polski do światowego malarstwa. Widać to wyraźnie także w performansie, w
multimediach oraz w plastycznym teatrze otwartym. Szczególnie w latach 70.
zjawisko ogólnoświatowej nowej figuracji związało się silnie w Polsce z
symbolizmem.
Wszystkie baraki realnego socjalizmu były
podobne – różniła je tylko sztuka. Grafika litewska – była odmienna od
polskiej. Odrębne było też młode polskie malarstwo komentujące PRL-owską
rzeczywistość. Pełniło rolę społecznej publicystyki. Świetnie ukazała to
wystawa „Obraz życia” w 2007 roku w Gnieźnieńskim Muzeum Początków Państwa
Polskiego, gdzie obecne były prace Jana Wojciecha Malika. W tychże latach 70.
powstały takie grupy twórcze jak Wprost, polska odmiana fotorealizmu, i
specyficzna polska odmiana „swojskiej” nowej figuracji – nawiązującej do Francisa
Bacona i zarazem do poetyckiej odmiany popartu. W tej kwestii - malarstwo Jana
Wojciecha Malika, okazało się zjawiskiem osobnym, wyprzedzającym swą epokę.

Ta łódź płynie do raju – 1976
Artysta nie należał do żadnej grupy twórczej,
– co było powszechną praktyką, a w pewnych aspektach obrazowania i techniki był
bardziej radykalny od swych kolegów. Zaczął malować sceny z rodzinnych zdjęć;
osoby w różnym wieku, podczas wypoczynku, przejażdżki łódką, spaceru,
codziennych i trywialnych zdałoby się czynności. Przedstawiane nie
hiperrealistycznie a raczej plakatowo w konwencji specyfiki PRL-owskich
„brudnych” kolorowych monideł. Powtarzając koncepcje Malika – to samo zaczęli
robić w „stajni” Zderzaka w latach 90. i na początku XXI wieku; Maciej
Maciejowski, Marek Firek i Wilhelm Sasnal czy Rafał Jakubowicz wraz z całą
grupą naśladowców.
Zacznijmy od 1976 roku. Jan Wojciech Malik
pokazuje na konkursie malarskim imienia Jana Spychalskiego malowane akrylem
płótno „Uroki” przedstawiające anteny telewizyjne na dachach domów, otoczenie
oraz wnętrza PRL-owskich mieszkań. Obraz ten stanowił wtedy pewien „zgrzyt” w
kontekście prac „metaforycznych aż do bólu” większości uczestników wystawy. I
tak jest do 1980 roku. Sceny rodzajowe z banalnych fotografii są tematem prac artysty
w kolejnych konkursach. To w pewien sposób współgra z tonem ówczesnej młodej
poezji „nowofalowych lingwistów” lansowanym przez „Nowy Wyraz” – czasopismo
literacko – plastyczne. Ryszard Krynicki, Julian Kornhauser, Stanisław
Barańczak, a kilka lat później Lothar Herbst przejmują rolę metaforycznych
publicystów społecznych w wyniku panoszącej się w prasie codziennej
prewencyjnej cenzury.
W roku 1977 – w czasie załamania się
gierkowskiego snu, namalowana przez artystę scena „Ta łódź płynie do raju”, łącząca
w sobie poprzez ironiczną poetykę, konwencje; rodzinnego wspomnienia i
propagandowego plakatu, przedstawiająca dziewczynę płynącą plastikową łódką
stanowi pewnego typu symboliczną cezurę i memento zarazem. Tło dla głównej
postaci to leśny podmiejski pejzaż i opalający się młodzi ludzie. Praca ta
zdobywa III nagrodę w Konkursie im. Jana Spychalskiego. W czasie „dominacji”
malarskich wizji Stanisława Maśluszczaka – z jednej strony – i realistycznie
złowrogich obrazów innych polskich artystów – z drugiej, obraz Jana Wojciecha
jako ikona zyskuje kapitalną ambiwalentną konotację. Z jednej strony mówi, iż
rzekomo według władz „żyje się lepiej”, a z drugiej uświadamia nam, że cała
PRL-owska rzeczywistość nieuchronnie zmierza do upadku i te same sytuacje odrodzą
się już w innej epoce – w innym kontekście...

Środowisko - 1976
Jakby na potwierdzenie powyższego – po
następnym festiwalu, redaktor Andrzej Haegenbarth w miesięczniku „Sztuka” ocenia
płótno Malika jako jeden z obrazów „najgorszych” na wystawie, nie odczytując
zupełnie jego przesłania, a Marek Rostworowski, rok później (1979) organizując
słynny „Polaków Portret Własny”, zaprasza prace artysty do swej wystawy. Po
ironicznym – pozornie neutralnym „Pejzażu” pokazanym z okazji następnej edycji
konkursu, pojawia się w dorobku malarza, w 1980 roku, namalowane czerwoną farbą
na czarnym tle - realistyczne krzesło. Praca ta nosi tytuł „Miejsce” –
zdobywając wyróżnienie. To znamienna cezura. Pierwszą nagrodę w tymże roku
zdobywa „już postmodernistyczny” obraz Pawła Łubowskiego, a np.; Janina
Płotnicka, Marek Mazanowski i Krzysztof Wachowiak pokazują malarstwo rodzajowe
tworzące pewien wycinek sytuacji schyłku „realsocjalu” w stylu ironicznie –
podniosłym. Obraz Płotnickiej ma tytuł „Przestrzeń symboliczna – próba
usytuowania”.
Ale czasy po roku 1981 nastają mroczne i w
obrazach Jana Wojciecha Malika czarne tło już ten stan antycypuje. Na tymże
pojawiają się wyrwane jakby z kontekstu przedmioty, np. czerwona cegła
ironicznie odnosząca się do niespełnionych marzeń socrealizmu i do stylistyki
kontekstu przedmiotu wynikłej, z „zarażenia” popartem a potem konceptualizmem.
Dalszym krokiem artysty jest cykl
autoportretów w zaskakujących pozach i ukazanych pod nieoczekiwanymi kątami w
czerwonych czapkach, a następnie twarze artysty w zbliżeniach. Tutaj świadomie
Jan Wojciech Malik demonstruje malarską strukturę w detalu. Widać ślady pędzla
i poszerzona zostaje paleta barw. Przeważają jednakże szarości, a w nich
pojawiają się żółte i białe – pozornie przypadkowe plamy. I poprzez to
malarstwo gestu Jan Wojciech Malik przechodzi do abstrakcji, pozornie
przestrzennej. Zachowuje czarne tło jak gdyby nie chciał strącić kontaktu z
poprzednimi cyklami. W białych – fikcyjnie trójwymiarowych konstrukcjach
pojawiają się molekularno laserowe struktury jak gdyby artysta chciał
(wcześniej poprzez zbliżenia detali swej twarzy) ujrzeć mikrokosmos.

Portret – „Dobrze” 1980 – 1990
Cały czas jednakże – równolegle z tymi
cyklami powstają obrazy „rodzajowe”. Jan Wojciech nie rezygnuje z komentowania
codzienności. Tu wspomnieć należy o namalowanych wcześniej - swego czasu
„Aktorach”. Fotorealistycznych portretach poznańskich twórców teatru (i nie
tylko, bo artysta dołącza do tego zestawy swój autoportret w tejże konwencji).
Te obrazy to potrójne świadectwo czasów. Póz, ubioru i zachowań. Bardziej
wiarygodne od pozowanych fotografii. Wszak portretowanymi są zawodowcy, którzy
swym wizerunkiem zarabiają na życie. Tu ujawnia się swoista przewaga malarstwa
nad fotografią. Ta ostatnia tylko z pozoru daje świadectwo prawdzie poprzez
ukazywanie widoków, ale jakże dzięki technologii subiektywnych i wybiórczych
oraz uwarunkowanych konwencją. Można sadzić, iż fotografia pokazuje jedynie
emocje i jest królestwem przypadku a malarstwo – refleksję, i jest emanacją
rozsądku. Domeną fotografii jest z reguły stereotyp, a malarstwa – archetyp i
mity. Ale i jedno i drugie ma do spełnienia istotną misje poznawczą, o czym
opowiada cały czas twórczość Jana Wojciecha Malika.

Z cyklu – „Aktorzy” - 1977
Ostatnio artysta maluje motywy wzięte z
fotografii cyfrowej. I tutaj następuje kolejne zaskoczenie. Malarz nie kopiuje
motywów jak w fotorealizmie i polskiej współczesnej odmianie postpopartu. Obraz
cyfrowy jest tak wyraźny i płaski, że powielać go na płótnie nie sposób. Można
jedynie potraktować go jak notatnik. Tak robią obecnie filmowcy i zawodowcy z
National Geographic. „Cyfra” to hiperrealistyczny szkicownik.

Boarder – 2007
A tematem obrazów Jana Wojciecha są teraz
płyty chodnikowe, gołębie je zalegające, plastikowe torby w rękach anonimowych
osób i psy ras najróżniejszych wraz ze smyczami swych „właścicieli”. Miejscem
akcji okazuje się miasto Poznań i metropolia Chicago. I tak malarstwo Jana
Wojciecha Malika począwszy umownie od „Środowiska” z 1976 roku do dzisiaj,
staje się uniwersalnym - już w geograficznie globalnym kontekście - świadectwem
czasu zatrzymanego w malarskim kadrze.
Jacek Kasprzycki
Sztuka Absolutu Jerzego Jękota