Jerzy Jernas
Z
osłupieniem zobaczyłam latem tego roku, że w sali reprezentacyjnego poznańskiego
kina otwarto tani market „Biedronka”. Teraz w miejscu, gdzie gościli najwięksi
twórcy polskiego kina, gdzie tysiące młodych poznaniaków uczyło się klasyki
filmu, wreszcie w miejscu, gdzie Lech Wałęsa po raz pierwszy zobaczył
„Człowieka z żelaza” sprzedawany jest majonez, podpaski i niezbyt drogie piwo.
Ale cofnijmy się w czasie…
Kino „Wilda” wybudowano w 1962 roku i do czasu powstania
„Multikina” było jedynym po wojnie nowym kinem w Poznaniu. Posiadało widownię z
balkonem na 760 miejsc, gigantyczny, przeszklony holl i nowoczesną, wentylację
grawitacyjną. Zimą sala ogrzewana była przy pomocy nadmuchu ciepłego powietrza,
a holl kina był tak duży, że organizowano w nim zabawy sylwestrowe. W kinie
„Wilda” przez wiele tygodni wyświetlano, przy pełnej sali, filmy o przygodach
markizy Angielki, modne wówczas westerny z Winnetou na czele, czy brawurowe
popisy Luisa de Funes’a w jego kolejnych filmach. Ale w kinie „Wilda” można
było również zobaczyć obrazy Felliniego, Antonioniego - nie wspominając o filmach
Fassbingera, czy Wima Wendersa. W połowie lat 80. w każdy czwartek 700 uczniów
poznańskich szkół średnich przychodziło na projekcję nieznanych w Polsce
filmów, a sprowadzanych specjalnie dla nich z ambasad i konsulatów. To właśnie
tu narodził się DKF „Absolwent”. Przez ponad 40 lat swojego istnienia kino
„Wilda” odwiedziła niezliczona ilość twórców filmowych. W latach 60. i 70. byli
to m.in. Beata Tyszkiewicz, Małgorzata Braunek, czy Daniel Olbrychski. Już
osobiście pamiętam spotkania z Feliksem Falkiem, Jerzym Kawalerowiczem, czy
Jarosławem Żamojdą, ale także z Bogusławem Lindą, Arturem Żmijewskim i Jerzym
Trelą. Jednak nigdy nie zapomnę spotkania z Janem A.P. Kaczmarkiem, a przede
wszystkim z wdową po Władysławie Szpilmanie. Warto też przypomnieć, że to
właśnie w kinie „Wilda” odbywały się na początku lat 90. Poznańskie Premiery
Filmowe. Być może najważniejszą z nich, była polska prapremiera filmu Filipa
Bajona „Poznań 56”.
Na początku nowych czasów kino „Wilda” zostało wyposażone w
unikalny w tamtych czasach system odtwarzania dźwięku Digital Dollby Surround.
Było to kilka lat wcześniej zanim wybudowano 1998 roku pierwsze w Polsce kino
wielosalowe – „Multikino” przy ul. Królowej Jadwigi. Ten nowomodny, wielosalowy
obiekt odebrał „Wildzie” palmę pierwszeństwa. Rok później państwowi właściciele
„Wildy” przeprowadzili gruntowny remont obiektu. Wymieniono fotele, wykładziny
akustyczne na ścianach, ekran oraz sprzęt nagłaśniający. Po remoncie kino
posiadało najwyższy europejski standard oraz wieloletnią tradycję. Dzisiaj
powiedzielibyśmy, że posiadało najlepszą markę. W kilka lat później Urząd
Marszałkowski przejął zarządzanie nad kinem i jego mało konkurencyjnym
państwowym właścicielem…
I cóż zrobiono? Czy zaproszono doświadczonego managera, aby
przywrócił świetność temu obiektowi? Czy skorzystano z doświadczeń innych
miast? Czy wreszcie postanowiono wykorzystać wszystkie dostępne źródła
wspierania działalności kulturalnej – takie jak programy rozwojowe UE, program
wspierania lokalnych kin „Europa - Cinemas”, czy choćby programy Polskiego
Instytutu Sztuki Filmowej? Albo czy pomyślano o tym, aby w budynku swoją
siedzibę miał Polski Teatr Tańca, lub orkiestra Agnieszki Duczmal? Nie proszę Państwa! Nic z tego! Za
przeproszeniem potrafiono tylko „opylić” kultowy obiekt portugalskiemu
subiektowi. Nie zdziwiłabym się tak mocno, gdyby to był początek lat 90. Wtedy
w każdym możliwym miejscu otwierano hurtownię lub market, a jedyną rzeczą, o
której mówiono były pieniądze. Dzisiaj jesteśmy jednak członkiem Unii Europejskiej,
a Poznań nawet pretenduje do miana Europejskiej Stolicy Kultury. Wydawało się,
że decydenci powinni już mieć świadomość, jak dużą rolę Unia przykłada do
duchowego rozwoju społeczeństwa. Niestety nadal nie wiem tylko jednego. Czy
mamy tak beznadziejnych urzędników, czy wybraliśmy tak kiepskich radnych? A
może jedno i drugie?