Wówczas zatraca się ciągłość
przestrzeni
A moje leżenie w blasku poranka zatraca głowę,
Nogi zmienia w kadłub czółna
Tylko serce pompuje nieznośny ciężar
sekund
Czarny punkcik z uporem szlifuje
soczewkę błękitu
Ponad osiedlem co już ni wieś - ni miasto
W jego oku krążą żuki stalowe
Raz po raz przecinają na ukos tęczówkę
Aluminiowe motyle
A huk wielki jakby koniec światów
Martwię się o ciebie ptaku
Nawet nie o ciebie, ale o to co pomiędzy nami
A niebem i ziemią
W dosłownej słowności gra tak cudnie
Że aż chce się gapić w niebo
Aż do pełni zapomnienia
Wojciach Kowalczyk z tomiku "Ptasia Kaligrafia"
recenzja OBRAZY, KTÓRE PRZEMÓWIŁY