Jastrząb

 

Zdaje się być odległy jak dzieciństwo
Krążąc zgodnie ze wskazówkami zegara
Raz po raz znika za okienną ramą                    

 

Wówczas zatraca się ciągłość przestrzeni
A moje leżenie w blasku poranka zatraca głowę,
Nogi zmienia w kadłub czółna

 

Tylko serce pompuje nieznośny ciężar sekund

 

Czarny punkcik z uporem szlifuje soczewkę błękitu
Ponad osiedlem co już ni wieś - ni miasto

 

W jego oku krążą żuki stalowe
Raz po raz przecinają na ukos tęczówkę
Aluminiowe motyle

 

A huk wielki jakby koniec światów
Martwię się o ciebie ptaku
Nawet nie o ciebie, ale o to co pomiędzy nami
A niebem i ziemią
W dosłownej słowności gra tak cudnie
Że aż chce się gapić w niebo

Aż do pełni zapomnienia

Wojciach Kowalczyk z tomiku "Ptasia Kaligrafia"
recenzja OBRAZY, KTÓRE PRZEMÓWIŁY