powrót do strony głównej

alfabetyczny spis treści

działy 

 

Jerzy Jernas

 

Czy Hippiesi

idą na emeryturę?

 

 

Większości z nas wydaje się, że emeryt – albo łagodniej „senior” to osoba, która w najlepszym wypadku może zająć się wnukami. Postrzegamy ich, jako niedołężnych staruszków, którzy w kółko opowiadają tę samą historię. Ale nigdy nie wyobrażamy sobie, że „seniorami” są weterani ruchu hippiesowskiego.

 

„Młode Wilki” zapewne nie zrozumieją, czym była kontestacja. Od dwudziestu lat w Polsce obowiązuje bowiem dyktat postawy społecznej nazywanej „yuppies”. Jest ona charakterystyczna dla młodych karierowiczów i funkcjonuje pod każdą szerokością geograficzną. Tyle, ż to właśnie ona stała się podstawą narodzin rewolty hipiessowskiej.

 

Ponad 40 lat temu młodzi ludzie na całym świecie odrzucili ją. Tak się jakoś dziwnie porobiło w naszym kraju, że cały czas idziemy „pod prąd”. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych młodzi Polacy, żyjący za „żelazną kurtyną”, również zbuntowali się przeciwko wartościom wyznawanym przez owych „karierowiczów”. W naszej rzeczywistości jedynymi karierowiczami byli partyjni aparatczycy. Może, dlatego rok 68  widziany jest bardziej jako ruch polityczny,  niż mentalnościowy.

 

Nie zmienia to faktu, że nie mała liczba młodych wówczas Polaków zaczęła ubierać się bardzo kolorowo, uprawiać medytacje, czy identyfikować się z wartościami głoszonymi przez barda kontestacji Boba Dylana. Wszyscy gardzili karierowiczami - yuppies i chętnie identyfikowali się z hasłem „ Odlećmy, odpadnijmy…”. Jego autorowi Thymoty’emu Lary’iemu chodziło o całkowite odrzucenie wartości wyznawanych przez ówczesne społeczeństwo konsumpcyjne i całkowite wyizolowanie się od niego. Niespodziewanie hasło to okazało się aktualne w całkowicie odmiennym systemie społeczno-politycznym, jakim był socjalizm. Zresztą w 10 lat później przybrało ono w Polsce nieznacznie inną postać – „emigracji wewnętrznej”. Tylko młodzi rockmani w Jarocinie głośno wykrzykiwali swój bunt przeciwko stęchłym ideologiom i zdewaluowanym wartościom.

 

Być może największym paradoksem naszej historii, było pojawienie się po 1989 roku młodych, dobrze wykształconych „yuppies”, czyli reprezentantów całkowicie zdewaluowanej ideologii. Co gorsze, przez ostatnie 20 lat próbują oni odebrać godność wszystkim ludziom różniącym się od nich, mimo że polska inteligencja nigdy nie miała ochoty akceptować „wyścigu szczurów”. Byliśmy zawsze bliżsi ideom wolnościowym – w tym ideom kultury rockowej. Polscy intelektualiści nie bardzo dzisiaj wiedzą, co mają zrobić z tym faktem i biernie poddają się „dyktatowi młodości” rozumianej jedynie jako „kariera”.

 

A chyba niesłusznie, bo gdyby nie kontrkultura, gdyby nie ogólnoświatowy ruch wolnościowy, to nadal tkwilibyśmy w segregacji rasowej, ….. i jedyne co by nam pozostało, to słuchanie „Radia M…”!!! Pokolenie hippisów, chociaż przechodzi właśnie na emeryturę, ma zapewne ogromną ochotę zrobić kolejny happening. Może jeszcze nie w Londynie, Amsterdamie, czy San Francisco, ale na pewno w Poznaniu.

 

Od redakcji ARTWAKATU: co o tym sądzisz? Czy w dobie kryzysu wartyosci i zasad ekonomicznych, w dobie fundamentalizmów i globalizacji idee hipiiesowskie nie nabierają aktualności?

Napisz;  jernas@onet.eu

artwakat@free.art.pl

 

powrót do strony głównej

alfabetyczny spis treści

działy