Piotr
Jakucki
Farfał
reaktywuje cenzurę
Na
prezesurę Andrzeja Urbańskiego w telewizji publicznej można patrzeć różnie i sam
nie szczędziłem mu w swoich tekstach ostrych słów, m.in. za nierozprawienie się
z czerwonym układem wciąż rządzącym na korytarzach w gmachu na ul. Woronicza w
Warszawie, czy za niedopuszczanie do emisji doskonałych filmów dokumentalnych
Aliny Czerniakowskiej.
To już
przeszłość, od parunastu dni mamy "zmianę na lepsze", przy której
zaniechania Urbańskiego są nic nie znaczące. Po tym jak prezesem został Piotr
Farfał - narodowiec z Ligi Polskich Rodzin - na Woronicza w siedmiomilowych
butach wraca cenzura. No, ale - jak raportować miał Roman Giertych Radkowi
Sikorskiemu (sam zainteresowany temu zaprzecza) "pisowska wataha została
dorżnięta".
A skoro już
rządzi koalicja "przystawkowo" (LPR i Samoobrona) - platformerska, to
nic nie stoi na przeszkodzie, by niepokornych brać za gardło.Na pierwszy ogień
poszła "Linia Specjalna" robiona pod kierunkiem Anity Gargas.
Audycja
była niewygodna z punktu widzenia telewizyjnych decydentów. Śmiała pokazywać
korupcję, dostatnie życie ubeków i esbeków, a więc tematy nie do przyjęcia dla
środowiska kumpli Sawickiej
i
"narodowo-chłopskich" przeciwników lustracji i rozprawiania się z
"ukladami".Dziś otrzymaliśmy kolejny spektakularny przykład cenzury
politycznej.
Zdjęto z
emisji w telewizji "Polonia", przewidzianej na 16 stycznia o godz.
13. 30, film Piotra Zarębskiego pt.:
"Więźniarki". Dokument (pod zmienionym tytułem "Kobiety z jendej
celi), emitowany był w "jedynce" w grudniu i opowiada o losach kobiet-działaczek
"Solidarności”, skazanych na początku stanu wojennego na drakońskie kary
więzienia, nawet do 10 lat jak to było
w przypadku Ewy Kubasiewicz.
Teraz z
obrazem mieli się zapoznać rodacy zza
granicy. Nie będzie im to dane. Podany reżyserowi przez p. Lubińską z TVP
"Polonia" powód jest tyle bezczelny, co kuriozalny. "Problemy
techniczne".Istota leży zupełnie gdzie indziej. Film jest
"nieprawomyślny politycznie".
Działaczki
związkowe mówią w nim bez ogródek, że obecna Polska nie jest tą, o którą
walczyły, krytykowany jest także "okrągły stół" i "dogowor"
tzw. elit "Solidarności" z komunistami.Zarębski postawił po prostu na
złego konia. Gdyby nakręcił film o heroizmie walki z komunizmem Adama Michnika,
Tadeusza Mazowieckiego, Wisławy Szymborskiej, czy cierpieniach opozycyjnych
Macieja Kuronia, chodziłby dziś obwieszony różnego rodzaju
"salonowymi" wawrzynami.
Ale
Zarębski to twórca niepokorny i postanowił zrobić film prawdziwy, na którego
pokazy, m.in. pod patronatem "Naszej Polski", przychodziły setki
osób. Jednak na prawdę w obecnej telewizji (i nie tylko) nie ma miejsca. Liczy
się, by jak największą oglądalność miała "propagandówka" Tomasza
Lisa, dla zapewnienia której przesunięto na późniejszą porę emisję filmów z
Jamesem Bondem. A wydawało się, że 007 nie przegra z nikim...