Andrzej Wilowski
Dylematy wyborcze
21 października 2007
Kamyk, urna i kij, to niezawodne narzędzia demokracji.
Lubimy często powoływać się na wzory starożytnej demokracji ateńskiej, mało kto
jednak wie, jak to działało? Właśnie kamyk, urna i kij to były jej narzędzia.
Mieszkańcy, ściślej obywatele republiki zbierali się na Agorze, czyli
centralnym placu miasta przeznaczonym do publicznych zgromadzeń. Pretendenci do
sprawowania rządów w kolejnej kadencji do urny, czyli glinianego garnka
wrzucali kamyki, które ich reprezentowały, czyli każdy wrzucał swój kamyk (skąd
to znamy, wrzucać swój kamyk?). Następnie publicznie odbywało się losowanie,
tak konstytuowała się rada miasta państwa. Wybory, czy losowanie?
Grecy
uważali, że demokracja polega na tym, że każdy może sprawować urząd, a los
wskazuje, tylko kto to będzie w danym czasie. Można się zastanawiać, czy to
podejście skrajnie idealistyczne było praktyczne? Bynajmniej, to właśnie było
praktyczne, pomijano kampanie wyborcze, jałowe popisy, stronnictwa, układy itp.
A do czego kij? Właśnie, bywało i tak, że niemal łapano pretendentów, którzy
chcieliby wrzucić swój kamyk do urny, zwłaszcza w okresie wojen i kryzysów,
zniechęcała wizja kija. Jeśli w dowolnym momencie mieszkańcy przekonali się, że
jakiś ich przedstawiciel się nie sprawdza, lub nie nadaje, ponownie zbierali
się na Agorze, tym razem zaopatrzeni w kije i takiego polityka publicznie
obijano i przeganiano z miasta bez prawa powrotu i bez szansy ujścia z łupem.
Łapownictwo i opróżnianie skarbca nie
opłacało się. Moglibyśmy 21 października zastosować tą metodę i losować
przedstawicieli, ale jest to nie wykonalne z pewnego powodu natury technicznej,
braku kija. Możemy mieć jedynie nadzieje, że kartka, jaką wrzucimy do urny taki
kij zastąpi. Nie muszę wyjaśniać, kogo należałoby obić w pierwszej kolejności.
Ja najbardziej sękate kije wybrałbym na Jędrka i Romana. Biorąc pod uwagę
sondaże w takiej kolejności przypadną głosy na PIS, PO i LID, pewne szanse ma
PSL. Jeśli byłyby tylko trzy pierwsze partie, PIS nie miałby szans rządzić bez
poparcia pewnej grupy, a jest mało prawdopodobne, aby zawarł koalicje z LID-em.
Może jedynie pozyskiwać część głosów w PO, pod warunkiem, że propozycje będą
rozsądne.
PO może mieć
pokusę zmontowania własnej ekipy, ale wtedy może to zrobić z LID-em, wątpię,
aby PSL dał się skokietować. Największą przeszkodą w stworzeniu koalicji
rozsądku są wodzowie poszczególnych partii. Gdybym miał losować i zdarzyłoby
się tak, że wylosowałbym kamyki należące do następujących polityków; Religa,
Legutko, Dorn, Zdrojewski, Komorowski, Borowski, Lityński, Onyszkiewicz,
okazałoby się, że ta grupa potrafi ze sobą rozmawiać i dochodzić do
praktycznych rozwiązań. Z braku niezawodnych narzędzi kamyka i kija, trzeba
zadowolić się ich namiastką, czyli kartką do głosowania, tym bardziej, że skoro
wiemy, kto nie powinien się w sejmie znaleźć, resztę możemy losować.