Witam,
O charyzmatykach nie będę przynudzał, ale jak Zanussi do tablicy wywołuje - to wstaję i mówię. Pytanie, kto to jest charyzmatyk i co to jest charyzma. Ja zauważałeś filozofia grecka właściwie o tym milczy. Milczy też o tym i Biblia i Talmud. Filozofia, dlatego że mówi o moralności, etyce, fizyce i metafizyce a w takowej istnieją pojęcia najprzeróżniejsze typu zło i dobro czy wina i kara lub byt i nie byt, ale raczej nie mówi się o rzeczach mglistych i niedefiniowalnych. Święte księgi natomiast wspominają proroków, świętych, królów z uzurpacji i nadania a charyzmatyczny – w tym intuicyjnym mniemaniu - co to wszyscy jakoś odczuwamy - mam nadzieję podobnie - jest tylko i wyłącznie Bóg. Jak jest taki np. Jan Chrzciciel - to nie jest on charyzmatyczny a po prostu reprezentuje sobą Boga. Tak samo u Arabów w Koranie. Jest tylko Allach - a wszyscy inni, łącznie z immamami i prorokiem Mahometem są jego sługami. Podobnież buddyzm. Uważa wszystkie byty za równouprawnione co nieco kłóci się z doktryna żydowsko-chrześcijańską ustanawiająca hierarchię typu: Bóg, ludzie, zwierzęta, rośliny, materia nieożywiona, etc.
W społeczeństwach uprawiających magie
jako religie pojawia się pojęcie charyzmy w stosunku do pewnych stworzeń. Mogą
to być ludzie - na przykład bohaterowie i szamani a także zwierzęta - na
przykład tygrys, słoń, czy w Egipcie kot. Zresztą - jak szukać źródeł
powodzenia charyzmy to raczej w mitologiach. Prekursorem charyzmatyka są
bohaterowie pół bogowie - pół ludzie, typu Achilles, Herakles i tego typu
stwory istniejące także w mitach celtyckich, słowiańskich i germańskich. Z nich
to przeważnie potem w legendach wywodziły sie królewskie rody.
Czyli mówiąc mało
gustownie "do dupy król dodawał sobie splendoru stwarzając mit, iż jego
przodkowie z półbogów pochodzą". To typ takiej charyzmy urzędowej do
jakiej doszło w starożytnym Rzymie. Cesarz miał władzę boską i mógł być zwykłym
bydlakiem jak Kaligula czy Neron. Powtórzyło ten manewr wielu papieży, królów i
despotów. Ostatnie takie relikty to Stalin, Królowa Brytyjska i czy księżna
Diana. Ale są i charyzmatycy w ludzkiego wyboru gdzie nie nadanie, nie legenda
a jakiś swoiste dokonania tworzą mit nie o obalenia.
W wieku dwudziestym tymi cechami
wyróżnili się głównie niektórzy politycy, aktorzy filmowi, artyści, sportowcy i
ludzie znani tylko z tego że są znani. To nowy mechanizm w dziejach związany z
rozwojem prasy radia i TV oraz filmu. Wymieniam po kolei: Lenin, Stalin,
Hitler, Picasso, Valentino, Marylin Monroe, Presley, Morrison, Leonardo di
Caprio, Kuba Wojewódzki, Kaziu Marcinkiewicz, Wałęsa.
Przy głębszej analizie uchodzi że te postacie częstokroć (mówię częstokroć)
zrobili więcej złego niż dobrego dla wyznających w nich charyzmę ludzi a
tymczasem to nie zmniejszyło ich mitu. Trzech pierwszych z wymienionych to
zwykli ludobójcy. Picasso - zdolny malarz i artysta wielu mediów ale człowiek
niezbyt wielkiego formatu - ulegający różnym iluzjom. Valentino - kiepski aktor
o przeciętnej urodzie. Marylin - utalentowana aktorka, jakich w USA były
tysiące, o urodzie też takiej jakich było tysiące. W jej czasach - powiedzmy
było wiele piękniejszych aktorek w samym Hollywood - nie mówiąc już o świecie.
Presley - wiemy - król kiczu nie umywający sie swoim śpiewem do wielu
ówczesnych gwiazd gospel, rhythm and bluesa a nawet country. Nie prezentujący
też rewelacyjnych piosenek. Postać raczej marna i uzależniona - duże dziecko.
Morrison - podobnież do Picassa - zdolna bestia, ale jako człowiek średniej
konduity moralnej, powiedzmy sobie. Di Caprio zdolny aktor i tyle, Wojewódzki -
człek, o którym zapomną za lat kilkanaście, bo zwykła małpa z niego a nie
autorytet. Kaziu Marcinkiewicz - marny polityk, marny człowiek, tyle tylko że
jest.
Z Wałęsą JEST KŁOPOT! Rzeczywiście dużo osiągnął - jest sztandarem, ale nie świętym. Był marnym prezydentem i obecnie jest pyszny, oraz zachowuje się jakby był nieświadom swych licznych przywar i ułomności. Jak widać z przeprowadzonego wywodu - żaden w wymienionych osobników niej jest bez wad. Chyba że zakładamy iż oni wszyscy są z grzesznikami jak my i w gruncie rzeczy są do nas wszystkich nieco podobni a swoją niezwykłość zawdzięczają jedynie jednej cesze lub kilku które niejako po trosze usprawiedliwiają ich niegodziwości i zwykłe pospolite ludzie wady. Problem w tym jednak że nich ich nam nie każe czcić. Ani wiara, ani religia ani systemy filozoficzne. Nakazu takiego nie ma. Czym więc końcu jest ta "przeklęta" charyzma? Oprzyjmy się na definicji z dziedziny psychologii - nieco wąskiej bo akademickiej: Charyzma (greckie chárisma), termin zaczerpnięty z teologii, gdzie określał jednostki obdarowane łaską boską, “darem bożym”; zespół cech osobistych jednostki, obejmujący m.in. łatwość tworzenia porywających idei i haseł, umiejętność kierowania tłumem. Charyzma umożliwia wywieranie szczególnego wpływu na ludzi, jest zdolnością lidera, który potrafi sugestywnie oddziaływać na otoczenie społeczne. M. Weber (1864-1921) wprowadził pojęcie charyzmy do nauki jako jeden z trzech rodzajów, obok legalnej i tradycyjnej, prawomocnej władzy.
Cechy charyzmy:
1) niestabilność i przejściowy charakter,
gdyż powstaje i upada w okresie gwałtownych przemian (kryzysów, rewolucji);
2)
władza
lidera nie jest ograniczona normami prawnymi, bo opiera się na jego
autorytecie;
3)
panowanie
wodza wsparte jest wąską grupą ludzi osobiście przez niego wybranych.
Władza taka łatwo przeradza się w niedemokratyczną, z reguły kończy się wraz ze
śmiercią lidera. Zródło: Hasło opracowano na podstawie “Słownika
Encyklopedycznego Edukacja Obywatelska” Wydawnictwa Europa. Autorzy: Roman
Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller. ISBN 83-85336-31-1. Rok
wydania 1999.
Ale to jak zauważamy nie wyczerpuje
zjawiska. Bo charyzmatycy - z tej definicji wynikającej - mają też swych
zajadłych wrogów. Poza tym ta definicja jedynie wygodnie opisuje fenomen a nie
stara się go wyjaśnić. Nie pada tu najważniejszy argument - dlaczego niby
mielibyśmy po pierwsze charyzmatykom - wierzyć jak Bogu - powiedzmy, albo też
ufać jak mędrcom, którzy dają nam dobre rady. Odpowiedz nasuwa się i sam i
brzmi ona dość trywialnie : NIE WIEMY DLACZEGO - bo ci charyzmatycy nie
legitymują się ani autorytetem bóstwa, ani jego (zakładamy że taka istnieje)
mądrością. A może charyzma jest niezależna od zasług, mądrości, wiedzy, godnego
postępowania? Myślę, że jednak tak. I tu rodzi się pytanie, od czego jest
zależna. Idąc dalej za wymienioną definicją: "W państwach demokratycznych
charyzmą obdarzeni byli m. in. K.
Adenauer, Ch. de Gaulle, J. F. Kennedy.
Ich władza opierała się głównie jednak na propozycjach powszechnie
akceptowanych programów społecznych, politycznych i gospodarczych".
Obecnie ci wymienieni nie są już ani
tak powszechnie akceptowani, ani nie zgadzamy się tak bardzo z ich poglądami -
które de facto - zweryfikowała historia. Czy mamy wśród Polaków prawdziwego
charyzmatyka - takiego odpowiadającego tej definicji?
Z pewnością najbliżej jest "Dziadek”, czyli
Józiu P. Nie był on ani satrapą, ani złym politykiem, miał swe wady - jednakże
przy jego pomocy Polska stanęła na nogi po 120 latach zaborów i wyniszczającej
wojnie i miała szanse tac się krajem demokratycznym i bogatym.
Miał jednakże swych nieprzejednanych wrogów -
jak wszyscy wymienieni powyżej. Wniosek - charyzmatycy sa jedynie
charyzmatyczni dla pewnej grupy ludzi - nie dla wszystkich. Czyli im dalej
brniemy w las tym drzew więcej i one same większe...
Jedyne, co nam pozostaje to słowa z
Desideraty: "Nie porównuj się z innymi, bo zawsze będą lepsi i gorsi od
siebie" oraz " Słuchaj nawet głupców i arogantów - oni też mają swoją
opowieść". Smutne że to ostatnie można odnieść do większości wymienionych
przeze mnie "Charyzmatyków".
A tych niewymienionych - serdecznie
przepraszam...
Jac