Andrzej Wilowski

 

Bluesman absolutnie

 

4 marca 2007

 

 

 

Tadeusz Nalepa urodził się w 1943 roku. W 1963 w Rzeszowie założył zespół "Blackout".

W czasie lansowanego w Polsce "big beatu", czyli "mocnego uderzenia" na lokalną modłę, kiedy od zespołów młodzieżowych wymagano modnego brzmienia, ale i grzecznych tekstów, rzeszowski zespół poszukiwał własnego stylu. Na ambitnych młodych muzyków zwrócił uwagę Franciszek Walicki. Nie bardzo mu szło z "Niebiesko Czarnymi", którzy przeżywali zmiany personalne, a kiedy już się ustabilizował skład zespołu, to okazało się, że jego nowe dokonania, choć życzliwie przyjmowane przez publiczność nie dawały gwarancji sukcesów estradowych. Franciszek Walicki postanowił postawić na nową kapele.

 

Zabrał się energicznie do pracy i w roku 1967 doprowadził do wyjazdu "Blackoutów" na Zachód. Kiedy przez kilka miesięcy zespół przebywał w Holandii, występami w klubach zarabiając na nowy sprzęt, w świecie muzycznym dokonywała się prawdziwa rewolucja. Polski zespół przyciągał raczej egzotyką, niż muzyczną propozycją. W tym czasie w Holandii pojawiały się czołowe zespoły brytyjskie. Coraz częściej mówiło się o "rocku", termin "big beat" przeszedł do historii. Menadżer zespołu wsłuchiwał się w nowinki, ale Tadeusz Nalepa zauważył niezwykłą popularność w miejscowych klubach bluesa, który w dodatku przyciągał tą samą długowłosą publiczność, co brytyjskie kapele rockowe.

Bogatsi o nowy sprzęt i zachodnie doświadczenia, muzycy z Nalepą na czele entuzjastycznie przyjęli propozycje menadżera, aby całkowicie zmienić oblicze zespołu. Po powrocie do kraju nastąpił przełom.

 

 

Tadeusz Nalepa zabrał się do napisana nowych piosenek, całkowicie rockowych, mieszczących się w głównym nurcie tego, co działo się na Zachodzie. Brakowało tekstów. Z pomocą przyszedł Franciszek Walicki i dwie z jego propozycji wkrótce stały się przebojami; "Gdybyś kochał hej!", oraz "Na drugim brzegu tęczy". Wreszcie ukazuje się jesienią 1969 płyta "Na drugim brzegu tęczy" firmowana przez zespół "Breakout"- czyli "przełamanie". Propozycja była trafiona idealnie. Dynamiczne rockowe brzmienie, ekspresja śpiewu Miry Kubasińskiej, mocno wybijany rytm przez Hajdasza, a w kontraście do tego saksofonowe i fletowe improwizacje Włodzimierza Nahornego, to wszystko złożyło się na nowoczesną, atrakcyjną, ale i nie powtarzalną propozycje. Pomysł zaproszenia do współpracy jazzmana Nahornego był Franciszka Walickiego, który miał rozległe kontakty z tym środowiskiem jeszcze z czasów pierwszych festiwali jazzowych w Polsce. Na koncertach atutem "Breakoutów" była aparatura nagłośnieniowa; wzmacniacze i głośniki o mocy 200 W, firmy "Marshall". Czterysta wat nie robiło wrażenia na Zachodzie, raczej był to standard klubowy, ale w polskich warunkach powinno to wystarczyć na uzyskanie odpowiedniego brzmienia w dużych salach widowiskowych.

 

Płyta "Na drugim brzegu tęczy" rozeszła się błyskawicznie i w wielu miastach czekano na występy na żywo, bo szła fama o niezwykłym brzmieniu zespołu, niezwykłej aparaturze i instrumentach. Plany koncertowe załamały się. Spowodowała to choroba Zbigniewa Nahornego i zmęczenie zespołu po intensywnej pracy w Holandii. Zespół nagle umilkł. Franciszek Walicki zrezygnował z opieki nad zespołem, taka była wersja oficjalna. Prawda była jednak inna, Tadeusz Nalepa nie chciał kontynuować pomysłów menadżera. Nie wątpliwie miał racje, chociaż "Na drugim brzegu tęczy" i "Gdybyś kochał, hej!" stały się przebojami, to teksty były kiczowate i w żadnej mierze nie odpowiadały możliwościom muzyków, którzy nie chcieli dołączyć do grona estradowych tuzów zaliczających kolejne chałtury. W tym okresie „Breakout" był zafascynowany rockiem psychodelicznym i uważny słuchacz usłyszy echa "Vanilla Fudge", ale w grze Nalepy wyraźnie słychać fascynacje Mayallem i Claptonem z okresu "Cream", zaś pomysł połączenia rockowego brzmienia z jazzową improwizacją był znany z dokonań takich zespołów jak "Soft Machine", prawdopodobnie w tym czasie muzycy słuchali też "Them" i "The New Animals" i białego bluesa.

 

Dla Tadeusza Nalepy okaże się przełomowy rok 1971, kiedy nagrywa płytę "Blues". Wedle mnie to największe dokonanie artysty. Fakt, który pomijają kronikarze muzyki rozrywkowej, że w historii gatunku, tylko płyty Niemena osiągały takie nakłady jak "Blues" "Breakoutów". Znakomite bluesowe kompozycje Nalepy, stylowe i oryginalne zarazem, do znakomitych tekstów Bogdana Loebla, złożyły się na doskonałą płytę, która do dziś może być wzorcem dla adeptów gatunku w Polsce. "Kiedy byłem małym chłopcem", "Co się stało kwiatom?", "Rzeka zapomnienia" i wszystkie pozostałe kompozycje z tej płyty w polskiej literaturze muzycznej stały się bluesowymi standardami. Do tych kompozycji do końca Nalepa sięgał na koncertach.

 

Na płycie "Blues" nie słyszymy Miry Kubasińskiej, powróci dopiero na następnych. Prawdopodobnie zdecydował o tym bardziej rockowy temperament artystki. Po latach okaże się, ze to jeden z powodów rozpadu związku między artystami. Kolejny album "Kamienie" kontynuuje bluesową stylistykę, jednak nie jest już tak konsekwentny i bardziej zróżnicowany. Kolejne płyty "Karate" i "NOL" składają się na rozdział bluesowo-rockowy w historii zespołu "Breakout", aż do jednej z ostatnich "ZOL". Ostatecznie zespół kończy działalność około roku 1982. Formuła wspólnego grania wyczerpała się. Z jednej strony dominująca osobowość Nalepy nie pozwalała wnieść pozostałym muzykom coś nowego do wspólnych dokonań, z drugiej strony w realiach stanu wojennego nie dało się utrzymać z grania, życie estradowe zamarło na kilka lat. Nie wszyscy muzycy rockowi mieli ochotę tak jak "Lombard", uczestniczyć w oficjalnym życiu estradowym.

 

Przy okazji festiwali "Rawa Blues" Tadeusz Nalepa pojawił się ponownie na scenie, jako klasyk gatunku. Ze swoim zespołem, ale tym razem w roli "frontmana" w sposób niepozostawiający wątpliwości, kto nadaje ton całości. Nalepa ciągle tworzy, ale nie zabiega o wywiady, występy w telewizji i lansowanie w radiu, z ugruntowaną pozycją, pozostaje na uboczu, skupiając się na bluesie. Zostaje jednak doceniony, w roku 2003 zostaje odznaczony przez prezydenta za zasługi dla kultury polskiej. Dwa lata później ukazuje się "box" z jego autorskimi płytami. Na dorobek Tadeusza Nalepy składa się około 300 kompozycji utrwalonych na 26 płytach.

 

Na pomysłach Nalepy przez 40 lat wychowało się kilka pokoleń muzyków. Pomysłach, bowiem, wbrew przekonaniom, o temperamentach bluesmanów, wszelkie jego poczynania były konsekwentne i przemyślane. Do jego kompozycji większość tekstów napisał Bogdan Loebl, Nalepa nie chciał pisać na silę banalnych piosenek. W wielu nawet awangardowych poczynaniach zachowywał dystans, niech świadczą o tym chociażby okładki płytowe, które powstały z jego inspiracji. Okładka do płyty "Karate" przedstawia rozłupanego ziemniaka. Jedną z awangardowych rockowych płyt była "NOL" (Niezidentyfikowany Obiekt Latający), było to w czasie, kiedy szczyty popularności odnosiła na Zachodzie kapela "UFO". Po latach Nalepa wyda album "ZOL", na okładce, której widzimy muchę spacerującą po kartce papieru, a tytuł rozwija się następująco; Zidentyfikowany Obiekt Latający. Na estradzie skupiony, oszczędny w gestach, ale stać go było na "grepsy" rozładowujące sytuacje. Potrafił sięgnąć po kartkę z tekstem, chociaż niemal wszyscy znali "numer" na pamięć.

 

Był perfekcjonistą, co powodowało, że nagrywał nie wiele, ale też lubił improwizować. Miał opinie apodyktycznego wobec muzyków, z którymi współpracował, ale były koncerty, na których niemal nie wychodził z cienia i pozwalał innym się "wygrać". Unikał popisów, miał świadomość, że matowy głos o nie wielkiej skali nie predestynuje go do ambitnej wokalistyki i raczej "podawał tekst", śpiewnością nadrabiała jego gitara. Miał wreszcie jeszcze jedną właściwość, tak charakterystyczną dla najwytrawniejszych bluesmanów, nie powtarzalne brzmienie gitary, sprawiające, że był natychmiast rozpoznawalny. Porównywanie Nalepy do Claptona, czy Mayalla, odnosi się do klasy artysty, a nie naśladownictwa. Nalepa uniknął grzechu naśladownictwa czarnych bluesmanów, mając świadomość ograniczeń i uwarunkowań, stworzył w zamian wzorzec polskiego bluesa, wydobywając z tej muzyki, to, co w niej jest uniwersalne; poezje i ekspresje, z nutą słowiańskiej melancholii.

 

Ostatnie lata życia Tadeusza Nalepy upłynęły na koncertach, przerywanych, (o czym nie wiedziałem) dializami. Pełen twórczej energii, wyczerpany chorobami, zmarł w niedziele 4 marca 2007 roku.

Kim był Tadeusz Nalepa? Można na to odpowiedzieć tylko w jeden sposób, trawestując tytuł książki poświęconej "Breakoutom"; "Bluesman - absolutnie".

 

z powrotem | ARTWAKAT pierwsza strona | spis treści