Czasopismo muzyczne
pod redakcją Krzysztofa Wodniczaka
Andrzej Wilowski
Blue Note - 10 lat
Poznańskie kluby, powód do chluby
Jak długa jest historia jazzu w Polsce, tak długo
rozbrzmiewa on w Poznaniu. W tym mieście rodziła się jazzowa awangarda
zainicjowana przez legendarny kwintet Krzysztofa Komedy. Legendę tworzyły też
poznańskie kluby; "Od Nowa", "Dno", "Nurt",
"Akumulatory", "Eskulap", "Cicibór". W tych
miejscach rozbrzmiewał jazz, żaden muzyk wyruszający w trasę po kraju nie mógł
nie zagrać w "Od nowie". Klub po eksmisji ze Starego Rynku znalazł
tymczasową siedzibę w pomieszczeniach w Zamku, jak to w realnym socjalizmie, tymczasowość
okazała się stała. Klub przetrwał do czasów przemian ustrojowych. W latach
dziewięćdziesiątych nikt nie był zainteresowany "niszową" i nie
dochodową działalnością, a i środowisko studenckie wykazywało znikome
zainteresowanie słuchaniem jazzu. Przynajmniej tak się zdawało decydentom. W
klubach zadomowiły się różnego autoramentu agencje koncertowe i dzierżawcy
barów i dyskotek. Tymczasem miłośnicy jazzu zeszli do podziemia.
Trzech desperatów; Jan Babczyszyn, Dionizy Piątkowski i
Leszek Łuczak postanowiło przywrócić dawny blask jazzowym imprezom. Babczyszyn
marzył o radiu jazzowym, ale nie udało się pogodzić na antenie sztuki z
biznesem. Dionizy Piątkowski zabrał się energicznie za organizacje wielkich
imprez, między innymi z jego inicjatywy i starania odbyły się "Jazz
Fair", ale skupił się na przedsięwzięciu "Era Jazzu", które
obchodziło swój jubileusz dziesięciolecia. Przedsięwzięcie, które trudno
zdefiniować, bo "Era Jazzu" to permanentny festiwal, który trwa nie przerwanie
i w cyklu tych koncertów występują największe sławy. Nie było wiadomo, co robi
Leszek Łuczak, zresztą postać tajemnicza, intrygował mnie już w latach
siedemdziesiątych. Okazało się, że konsekwentnie z uporem dąży do otwarcia
klubu jazzowego z prawdziwego zdarzenia. Gdy się o tym dowiedziałem, było to
dla mnie jasne, że to tylko kwestia czasu, powstanie takiego klubu.
Katakumbowo, czyli jazzowo
Legendarne kluby często
były zwyczajnymi norami. Wynika to z ich rodowodu, katakumbowego, zakazana
rozrywka, czyli picie alkoholu w czasach prohibicji, któremu towarzyszyła
muzyka jazzowa. Nie inaczej było w naszym kraju. Dawniej jazz nie miał statusu
muzyki oficjalnej, a legendarny Andrzej Kurylewicz został wylany z krakowskiej
akademii muzycznej za granie jazzu. Dziś na akademiach jazzu się uczy. W
studenckich klubach, zlokalizowanych w dość przypadkowych miejscach, też
alkohol był nie odłącznym atrybutem imprez. Słynna "Odnowa" wtedy
wydawała się nam wielkim klubem, bo miała trzy sale, o raczej skromnym metrażu,
ale ranga imprez powiększała sale nazywaną przez nas "boazeryjną" z
racji wyłożenia drewnem i boksami z drewna, powiększała się do niewiarygodnych
rozmiarów. Tymczasem klub nie był w stanie pomieścić więcej niż 300 osób. Tak,
to był kres pojemności i wytrzymałości. Na siedzibę nowego klubu wybór padł na
Zamek. Obiekt dość kłopotliwy, pomnik pruskiej gigantomanii. Zbudowano coś na
kształt neogotyckiego zamku, miała to być poznańska rezydencja cesarza, ale
nigdy jej nie odwiedził. Obecnie do nazwy doszły dwie literki "CK",
czyli "Centrum Kultury Zamek", placówka miejska. Jak wszystkie tego
typu budowle charakteryzuje się licznymi salami reprezentacyjnymi, sporą
kubaturą i niezliczonymi zakamarkami i korytarzami. Jednak te ostatnie są w
przewadze i zdecydowana większość przestrzeni to właśnie hole i korytarze.
Wybór padł na pomieszczenie gospodarcze, katakumbowe, bo piwniczne, ale
ogromne.
Przez ponad sto lat
mieściła się tam zamkowa kotłownia, nieużywana przypominała złomowisko. Nikt
nie wierzył, że da się tam urządzić klub, może poza dyrekcją CK Zamek, która w
czasach drapieżnego kapitalizmu, poszukiwała wszelkich sposobów na zwiększenie
wpływów, czyli wynajmowania wszystkiego, co się da ze starą kotłownią. N
szczęście mimo wieku zgromadzonego w pomieszczeniu złomu, konserwator zabytków
nie upierał się przy tym, że to obiekt zabytkowy i ruszył remont. Efekt był
zdumiewający. Powstała ogromna sala klubowa z dwoma poziomami; antresolą i na
niższym poziomie właściwą salą z estradą. Przy stolikach klubowych może zasiąść
trzystu gości, ale znaczniejsze imprezy gromadzą dwukrotnie większą
publiczność; czasem wielka sztuka oddala niewygody i nikt nie skarży się na
ciasnotę, jak w dawnej "Odnowie". Klub otworzył swoje podwoje 14
lutego 1998 roku pod szyldem "Blue Note". Inaugurował jego
działalność koncert kwartetu Jana "Ptaszyna" Wróblewskiego. To nie
był przypadek, trudno o bardziej poznańskiego i europejskiego, czy nawet
światowego muzyka niż "”Ptaszyn”", zaczynał swoją karierę w Poznaniu
boku Krzysztofa Komedy, a przez lata dowodził "eksportową formacją"
"Polish Jazz Quartet", która z powodzeniem koncertowała w Europie,
tej wschodniej i zachodniej. Koncert stał się wydarzeniem nie tylko
artystycznym, zgromadził licznych oficjeli, niedowiarków i fanów, oczekujących
niemal przez dekadę jazzowego klubu z prawdziwego zdarzenia.
Od frontu i zaplecza
Każdy klub ma swoje tajemnice, coś, o czym publiczność nie
wie, albo nie zauważa. Wystrój klubu jest skromny, proste stoliki i krzesełka,
na ścianach jak w nowojorskim "Blue Note" wiszą fotografie z
gwiazdami goszczącymi w tym miejscu. Publiczność ma do dyspozycji dwa bary,
oferujące piwo i drinki, ale na ich zapleczu można zrobić wszystko do jedzenia.
Tajemnicą wystroju wnętrza sązamontowane na suficie panele "Harmonium XP",
zapewniające sali koncertowej idealne warunki akustyczne. Zapleczem skromnej
estradki jest bogate instrumentarium; fortepian koncertowy Steinberg, piano
Fender Rhodes, fortepian elektryczny Kawai, zestaw perkusyjny firmy Roger`s i
aparatura nagłośnieniowa; 2 x 1600W RMS (Midas, Crown, OHM, Dbx) a także
wzmacniacz basowy Epifani i Wzmacniacz gitarowy Fender. Takie urządzenia, jak
projektor multimedialny, to już standard, ale przydaje się przy okazji pokazów
słynnych filmów muzycznych. Oczywiście dla zarobku, klub musi też organizować
imprezy taneczne i komercyjne.
Co jest i było grane?
Przede wszystkim niezmiennie grany jest jazz. Nie ma
polskiego wykonawcy w tym gatunku muzycznym, który by nie zawitał do "Blue
Note" na polskiej scenie:W rramach
cyklu "Jazz Top" na swoich trasach koncertowych mają klub w
rozkładzie największe sławy: Kenny Garret, Dave Holland, Christian McBride,
Kurt Elling, Ravi Coltrane, Al Foster, Dave Liebman, John Abercrombie, Eddie
Henderson, Randy Brecker, Mike Stern, Scott Henderson, John Scofield, Pat
Metheny, Joey de Francesco, Billy Harper. Nie zabrakło też sław innych gatunków
muzycznych: Huun Huur Tu, Septeto National, Cracow Klezmer Band, Zion Train,
Freddie McGregor, Rafael Cortes. Klasyczną muzykę improwizowaną uzupełniają
teraz nurty wywodzące się z muzyki etnicznej.
Jak na Manhattanie
Fety jubileuszowej nie było, zresztą, co kilka dni w
"Blue Note" jest święto dla miłośników jazzu. Klub od początku
swojego istnienia działa "na licencji" nowojorskiego
"oryginału". Teraz jest czymś więcej niż tylko klubem, bo prowadzi
też działalność wydawniczą, jest seria płyt z nagraniami dokonanymi w klubie.
Takie rejestracje są szczególnie cenne dla jazz fanów, w końcu każdy koncert
jest nie powtarzalny. Przypomina mi się anegdota, którą na swoim benefisie
opowiadał Krzesimir Dębski, jak po raz pierwszy poczuł się muzykiem światowego
formatu, jadąc na "Jazz nad Odrą" Fordem combi udostępnionym przez
Leszka Łuczaka, w tamtych czasach zespoły z instrumentami i sprzętem
przemieszczały się bagażówkami marki "Nysa". Nikt z takim fasonem do
Wrocławia nie zajechał. Po mieście krążyły legendy o płytowej kolekcji Leszka,
rzeczywiście dla adeptów muzyki improwizowanej był źródłem wiedzy, a jego
płytoteka inspiracji. Oprócz upodobania
do jazzu, z Leszkiem Łuczakiem łączy mnie jeszcze jeden nałóg; w latach
siedemdziesiątych był jedyną znaną mi osobą palącą papierosy "Camel".
Kiedyś w "Odnowie" tłumaczył komuś, że to ulubiona marka papierosów
wśród jazzmanów. "Camel" są dziś dostępne i niestety teraz je pale,
ale dzięki Leszkowi Łuczakowi są też dla moich uszu na żywo dostępne
najbardziej szlachetne dźwięki i artystyczne smaki.
link do POWSTANIE
SZTUKI – Mazowiecki Festiwal Artystów Radom 2008
Akcja – Powstanie
Sztuki (Andrzej Wilowski)
MITAM,
amerykańska „muza” i wiecznie żywy Presley
KONCERTY – 14,
15, 16, 17 SIERPNIA 2008
KONCERT PRESLEYOWSKI W
KOŁOBRZEGU - PLAKAT
DZIEŃ DLA ELVISA
W POZNANIU - PLAKAT
ERIC BELL W POLSCE - KONCERTY -
PLAKAT
ROCK JEST JEDEN
- OSTRÓW WIELKOPOLSKI - PLAKAT
Presley na nowo
inspirujący – wywiad z Krzysztofem Wodniczakiem
MITAM - nowa
inicjatywa Krzysztofa Wodniczaka i Andrzeja Mitana
Stefania Golenia
rozmawia z Krzysztofem Wodniczakiem
Standaryzacja po
polsku – Andrzej Wilowski
Andrzej Mitan rozmawia
z Andrzejem Mitanem
Rozmowa o biznesie
muzycznym i o projekcie MITAM
Ambasador Delty i
Chicago w Poznaniu
Bluesman
absolutnie (o Tadeuszu Nalepie)
Doc Hook – rzecz o Johnym Lee
Hookerze
Dziwny jest ten
świat nadal aktualne
Informacja o
koncercie Scorpions
O słowie w rocku i
nie tylko...
Piotr Kałużny –
Impresje Wielkopostne
Piotr Kałużny,
Tomasz Jaśkiewicz i Jan „Izba” Izbiński w „Pod Pretekstem” W Poznaniu
Po prostu poeta (rzecz o Marku
Grechucie)
Polish Jazz -
Kanon lektur muzycznych
Procedury twórcze,
a odtwórcze
Scorpions
zapraszają na koncert
Pomnik Elvisa w
Poznaniu