Andrzej
Wilowski
Bezdomny we
własnym domu
16 listopada
2003
Kraj, w którym mieszkamy, to nasz dom. Od czasów romantycznych
zrywów ta metafora kształtowała świadomość kolejnych pokoleń młodzieży. Potęga państwa
jest sumą jednostkowych sukcesów wszystkich obywateli. Każdy powinien mieć dla
siebie miejsce we wspólnym domu, tymczasem solidarnościowa rewolucja,
przynosząc demokracje, wyrzuciła wielu ludzi na margines. Nie wszyscy znaleźli
sobie własne miejsce w nowej rzeczywistości.
Po raz kolejny sondaże opinii publicznej wykazały, że Jolanta
Kwaśniewska ma największe szanse w kolejnych wyborach prezydenckich. Łatwo o
popularność, gdy nie musi się podejmować żadnych decyzji, nadto prezydentura
nie musi być tytułem i urzędem dziedzicznym, wszak konstytucja ogranicza czas
pozostawania na tym urzędzie. Stowarzyszenie Ordynacka zrzeszające działaczy
dawnego ZSP, jawnie angażuje się w politykę. Recydywa postkomunistycznej
nomenklatury - czy tak ma wyglądać demokracja w III Rzeczpospolitej?
Lokalne media podały, że wśród wrocławskich bezdomnych znalazł
się Leszek Budrewicz. W latach siedemdziesiątych student polonistyki.
Zapowiadał się dobrze, niektórzy wróżyli mu karierę literacką, ale Lechu
podpisał kilka petycji i założył we Wrocławiu SKS (Studencki Komitet
Solidarności). Dla tych, którzy nie wiedza, SKS-y
współpracowały z legendarnym Komitetem Obrony Robotników i były początkiem
opozycji demokratycznej w czasach PRL-u. W archiwach są zdjęcia Lecha z
Władysławem Frasyniukiem, który nim został wybitnym politykiem, a wcześniej
działaczem Solidarności, od wrocławskich studentów uczył się myślenia o
demokracji w sposób wolny od komunistycznej ideologii. W tamtych czasach Lechu
mieszkał w małej kawalerce w centrum Wrocławia z matką. Zaangażowanie
polityczne przekreśliło szanse na karierę w jakimkolwiek wymiarze. Dopiero w
wolnej Polsce mógł zostać dziennikarzem lokalnej prasy. Za wykonywanie tego
wolnego zawodu płaci się wysoką cenę. Dawni koledzy z opozycji zrobili kariery
polityczne i biznesowe, postkomunistyczna nomenklatura zdążyła się uwłaszczyć, a Lechu Budrewicz ze swoimi bezkompromisowymi poglądami pozostał
sam. W tej chwili nie ma nawet gdzie mieszkać. Jestem pewien, że to tylko
chwilowe położenie.
Nim oddacie swój głos na zadowolonych z siebie, przecinających
wstęgi, rozdających jałmużnę i śmiechy, pouczających o tym, jak być demokratą
za Twoje pieniądze, zastanów się nad tym, czy zawsze możemy mieć wpływ nie
tylko na politykę, ale i własny los?
W naszym wspólnym domu są bezdomni, chociaż są u siebie.
PS. Obecnie (uzupełnienie tekstu 10.07.2007 r.) Leszek Budrewicz ma gdzie mieszkać i dzięki kolegom z byłej opozycji podjął stałą pracę.
z powrotem ARTWAKAT pierwsza strona
spis treści