strona główna

powrót do spisu treści

 

Jacek Kasprzycki                                                                                                        

Animagia

 

Na samym początku zmęczony ciągłym uganianiem się za szybszą od siebie antylopą, człowiek narysował na skale w grocie Altamira zwierzę z większą, niż mówił mu to wzrok i umysł - liczbą nóg. Może chciał oswoić ich niewidoczny dla oka ruch, może statyczny obraz zwierzaka kłócił się z widzianym i odczuwanym przez niego obrazem natury, tego nie dowiemy się nigdy. Parę tysięcy lat później w pewnym skupisku ludzkim zwanym „miastem", w Poznaniu, inny człowiek, Artur Wrotniewski kontynuuje rozpoczętą przez swego poprzednika magiczną czynność. Zwierzę z groty sprzed paru tysięcy lat rzeczywiście zaczyna biec. Jest martwym rysunkiem, a jednak żyje. Przedmiot wykonany przez Artura nazywa się „filmem" i istnieje w przestrzeni jako zwinięta celuloidowa taśma oraz - co bardziej fenomenalne - w czasie jako ruch. Używając natomiast konkretnego języka współczesności: jest to film wyprodukowany przez Telewizyjne Studio Filmów Animowanych, a nazywa się „W grocie Lascaux".

 

Zobaczmy, a właściwie postarajmy się prześledzić w największym skrócie, proces, jaki dokonał się na świecie, w dziedzinie iluzyjnego ożywiania „tego, co pozornie nie da się ożywić". „Walka o ruch" rozgorzała na dwu frontach. Zarejestrowania tego, co już istnieje (i tu zwycięzcą okazał się w 1882 r. Nicephore Niepce. a jego twórczymi kontynuatorami: Marey, Muybridge, Dickson, Prószyński, Skladanowscy, Lumierowie i inni) oraz wykreowania ruchu w rzeczywistym świecie nieistniejącego, i form wziętych z wyobraźni. Od malowideł naskalnych, po dziś dzień starano się opowiadać historię obrazami. „Maniera kontynuacyjna" w dawnej sztuce doprowadziła do Latami Magicznej i Kinematografu. Poprzez sceny z kolumny Trajana, Marka Aureliusza, poprzez Zwój Jozuego, liczne wersje Drogi Krzyżowej. Żywoty świętych, Tkaninę z Bayeux. Drzwi Gnieźnieńskie, Ewangeliarz z Entemach, Ołtarz Mariacki, Panoramę Racławicką dotarliśmy do filmu epickiego. Poprzez japońskie, europejskie i nie tylko, teatry marionetek, odpustowe „ożywione książeczki", ruchome latarnie magiczne wędrownych kuglarzy, „phenakistiscope" Josepha Plateau, stroboskop Simona Stampfera, zootrop Williama Homera z 1834 roku, dotarliśmy właściwie do celu, czyli do praxinoskopu Emile Reynauda. do roku 1877. Do początku kina, gdyż to właśnie monsieur Reynaud był pierwszym reżyserem, współczesnym animatorem, kinooperatorem i scenarzystą...

 

Jego tragedią było to, że filmy przez niego zrealizowane były rysunkiem, nie fotografią, taśma filmowa wykonana była z tkaniny, a publiczność chciała stuprocentowego odzwierciedlenia rzeczywistości. Panowała era racjonalizmu. Po sukcesie finansowym Lumiere'ów Emil wyrzucił swój wynalazek do Sekwany. Sądzę, że ten fakt jest symbolicznym wyznacznikiem dziejów całej późniejszej animacji światowej. Z angielska zwany „cartoon", czyli po naszemu „karykaturą", film animowany mimo swych najwybitniejszych osiągnięć znalazł się w swoistym getcie, zarówno w odczuciu fanów, jak i masowej widowni. A przecież to on właśnie uosabia dążenie artysty do stworzenia całkowicie nowej rzeczywistości, światów istniejących poza realnym czasem i przestrzenią, bliższy jest muzyce i poezji niż beletrystyce i fotografii.

 

W „Guinessa księdze filmu", rozdział poświęcony animacji ma swój początek dopiero na 225 stronie. Animacja stała się „bocznym" nurtem kina, nawet potężny Disney nie potrafił wywalczyć kategorii oskarowej dla uprawianej przez siebie dziedziny. Dziwacznym jest fakt, że z reguły zawsze wygrywał w kategorii „piosenki". W każdym razie 20 wieków po antylopie z grot Altamiry następuje eksplozja dzieł, które (o czym należy też wspomnieć) są naturalnymi dziećmi rozwijającego się już wcześniej rysunku prasowego. Pojawiają się Stuart Blackton, Emile Cohl, Winsor McCay i jego dinozaur Gertie (tak, tak: to początki „dinomanii"), a potem już „lawina": Alexejeff. Bozetto, Gianni e Luzzati, Hanna Barbera. Gross, McLaren, Disney, Mań Ray, Mohoły-Nagy, Walter Rutman, Hans Richter, Yiking Eggeling. Oscar Fischinger, Grimault, TexAvery, Borowczyk. Brdecka, Dunning, Hałas, Driesen, Tmka, Starewicz, Vukotić, Svankmayer j setki, może tysiące tych niedocenionych i często odkrywanych po latach „szaleńców", „benedyktyńskich miniaturzy- stów" współczesności, mieszających ze sobą jarmarczny humor z teoretyzującą awangardą, sprawiających do dziś niemałe kłopoty klasyfikatorom, teoretykom i semiotykom sztuki i kina. Osobno chciałbym wspomnieć o Polsce. Zacznijmy od Starewicza, choć to „Polak międzynarodowy", potem Themersonowie (ich zaginione kino odtworzył współcześnie Piotrek Zarębski), potem pionierski okres Zenona Wasilewskicgo, Zdzisława Lachura, Władysława Nehrebeckiego. Po roku 1956 następuje złoty okres animacji polskiej i to, co w niej najcenniejsze i procentujące do dziś: „szkoła filozofująca" i autorska wycinanka. Jeszcze przed Terrym Giliamem debiutują Walerian Borowczyk, Mirosław Kijowicz, Witold Giersz i Jan Lenica. Po nich Szczechura, Czekała, Komorowski, Antoniszczakowie i inni, których, za co przepraszam, nie wymienię z powodu braku miejsca.

 

Następnie „srebrne" lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte: Kucia. Krauze. Kalina. Komża. Gałysz. Warsztat Formy Filmowej. Piotr Dumała, Ewa Bibańska, Tadzio Ciesielski. Kasprzycki, Neumann. Rybczyński oczywiście, i „enfant terrible": Olo Sroczyński. l lata chude, Okrągły Stół, a potem, jak to określa Jacek Adamczak „walka o przetrwanie", l tu następuje „epoka poznańskiej animacji”. Tamara Sorbian, która zawsze chciała ożywić Panoramę Racławicką, nadaje ruch obrazom Wojtkiewicza, Hirek Neumann wraz z Maciejem Ćwiekiem, pierwsi w Polsce realizują ambitną cyfrową animacje 3D, Ola Korejwo zdobywa (jako jedyna z naszego kraju), przy pomocy filmów wyprodukowanych w Studio pracę w Hollywood, także u Disneya. Znakomitym bajkom Kołakowskiego nadaje ruch, równie znakomicie (wspólnie z wieloma innymi reżyserami), Jacek Adamczak. Wiesiek Bober, nieżyjący już Ryszard Kicza, Monika Martini. Waldek Szajkowski. Ania Dudek, Alina Lubieniecka, Tomek Tobolski, Piotr Muszalski, Paweł Walicki z uporem ratują honor naszej animacji, naszego kina. l wreszcie ci. o których często zupełnie się zapomina, - rysownicy, „aktorzy animacji" - a ludzie częstokroć najważniejsi, potomkowie rysownika za Altamiry: Jan Stanisławski, Andrzej Fąfara, Maciej Matecki. Krzysztof Koczorski. Piotr Giersz, jego brat Krzysztof, Basia Wolińska, Janusz Gałązkowski, Jola Dobrowolska, Wojciech Wejner. l „malarnia"; dziewczyny których nazwiska dopiero od niedawna wymienia się w czołówkach filmów, i działalność redakcyjna pań:Anny Zaręby i Ewy Sobolewskiej. Tak, więc koło historii zamknęło się właśnie w Poznaniu w 1994 roku, gdy Artur Wrotniewski nadał ciąg dalszy historii zapoczątkowanej przez zmęczonego zabijaniem wojownika artystę z Altamiry.

 

mailto:jacek_kasprzycki@interia.pl

 

powrót do spisu treści