Rozmiar: 1435 bajtów




   numer 7 - archiwalny
   grudzień 2003 - październik 2004
    - rodzicielstwo -


   Izabela Kowalczyk

   

Matka-Polka kontra supermatka?



(Tekst po raz pierwszy opublikowany w "Czasie Kultury", nr 5 (113), 2003, s. 11-21.)



O micie Matki-Polki i jego historii napisano już wiele. Jego korzenie tkwią w okresie, gdy Polska utraciła niepodległość. Jak pisze Bogusława Budrowska: "Kobiety stanęły wówczas przed rozmaitego rodzaju zadaniami. Gwarancją utrzymania tożsamości narodowej było odpowiednie wychowanie dzieci, stało się ono więc sprawą polityczną. (...) Kiedy mężowie przebywali w więzieniach bądź na zesłaniu albo brali udział w powstaniach, z których już często nie powracali, to kobiety zajmowały się prowadzeniem gospodarstwa bądź interesów. I wywiązywały się ze wszystkich tych ról nad wyraz dobrze. Konieczność podołania tym różnym obowiązkom doprowadziła do ukształtowania się syndromu bohaterskiej, potrafiącej udźwignąć każdy ciężar Matki-Polki" (Budrowska, s. 193). Istotne było włączenie tej figury w podtrzymywanie tożsamości narodowej. Matka-Polka dbała w czasach zaborów o ciągłość wiary, języka, kultury. Jak pisze Sławomira Walczewska: "Matka Polka to formuła udziału kobiet w polskiej wspólnocie narodowej. Przez macierzyństwo kobieta w Polsce wkupia się w tę wspólnotę. Macierzyństwo realizuje się w wypadku optymalnym przez urodzenie syna i wychowywanie go w duchu patriotycznym" (Walczewska, s. 53).

Matka-Polka to jednak przede wszystkim figura, konstrukcja stworzona na użytek historii, pomnikowa postać poświęcająca siebie i swe dzieci dla dobra ojczyzny. Znamy ją głównie z literatury i obrazów, to pewien ideał, ale również wzorzec określonej postawy dla ówczesnych kobiet. Tym, co jest nieodłączne od tego wzorca jest potrzeba poniesienia ofiary, co bardzo mocno akcentował nasz wieszcz Adam Mickiewicz. W wierszu "Do Matki-Polki" poeta chwali kobiety wychowujące swych synów, by wiernie służyli ojczyźnie i byli gotowi oddać życie za sprawy wyższe. Wcieleniem Matki-Polki jest też mickiewiczowska Pani Rollison - postać tragiczna, cierpiąca po stracie syna i doznająca upokorzeń od prześladowców. Postać ta, jak pisze Magda Monczka-Ciechomska, to "prawdziwa polska Mater-Dolorosa" (Monczka-Ciechomska, s. 96). Nadrzędne założenie o konieczności ponoszenia ofiar przyświeca również "Wielkiemu zagadnieniu wyzwolenia kobiety" (17.06.1842). Mickiewicz miejsce kobiety widział w układzie rodzinno-patriotycznym, a najważniejsza jej rola to ponoszenie ofiary, co miało prowadzić ją do emancypacji. "Taka jest nieunikniona droga ludzkości: potrzeba najpierw ponieść ofiarę, aby nabyć jakieś prawo. Tym to sposobem wyzwala się w Polsce kobieta; ma ona tutaj większą wolność niż gdziekolwiek indziej, jest więcej szanowana, czuje się towarzyszką mężczyzny. Nie przez rozprawianie o prawach kobiet, nie przez obwieszczanie urojonych teorii zdobędą kobiety znaczenie w społeczeństwie, ale przez ofiary" (cyt. za: Janion, s. 96, 97). Wyraźnie więc polskie kobiety zostają przeciwstawione emancypantkom, które na Zachodzie Europy zaczynają walczyć o swoje prawa. Maria Janion podkreśla, że Mickiewicz w swych utworach tworzył legendę, do której Polki bardzo często dopasowywały się w życiu. "W efekcie romantycznych nakazów kobieta polska przyzwyczaiła się do dźwigania ciężarów życia rodzinnego i publicznego w cieniu i milczeniu, byle spełniła się ofiara" (ibidem, s. 99).

Etos Matki-Polki oznaczał więc poświęcenie siebie, stanie na straży wartości narodowych, znoszenie niedoli życia codziennego w okresie zaborów, często samodzielne prowadzenie całego domu, wychowywanie dzieci, uczenie ich postaw patriotycznych. Poświęcenie matki doprowadzone zostało do zenitu, gdy urodzony i wychowany przez nią syn szedł walczyć w czasie powstań za ojczyznę i za nią nierzadko ginął. To tragiczny wymiar tego etosu: "Matka tragiczna to ta, która swe dzieci poświęca dla wolności kraju. Wychowuje przyszłych obrońców ojczyzny i niejednokrotnie - męczenników sprawy narodowej" (Monczka-Ciechomska, s. 96). Charakterystyczna dla macierzyństwa idea chronienia musi tu ustąpić poświęceniu uczuć macierzyńskich w imię wartości wyższych, a więc w zasadzie wyrzeczeniu się tych uczuć.

Jeśli chodzi o wizualizację tego wzorca, warto sięgnąć do grafik Artura Grottgera, który ukazując czas powstań oraz dom i rodzinę w okresie niewoli - prezentował również Matkę-Polkę na różne sposoby: raz jest to młoda kobieta cierpiąca podczas pożegnania ze swym mężem odjeżdżającym walczyć za Ojczyznę ("Pożegnanie" z cyklu "Wojna", 1866-67), innym razem sama wykuwa kule ("Duch" z cyklu "Lithuania", 1864-66) , sama też trafia do niewoli ("Widzenie" z tegoż cyklu), ale przede wszystkim cierpi i rozpacza po stracie najbliższych ("Żałobne wieści" i "Na pobojowisku" z cyklu "Polonia", 1863). Rozpaczająca matka powstańca z kartonu "Na pobojowisku" określona została przez badacza twórczości Grottgera, Mariusza Bryla, jako świecka Pieta. Staje się ona kolejnym wcieleniem Matki Boskiej Bolesnej.

Rozmiar: 38215 bajtów
Artur Grottger, Na pobojowisku, z cyklu: Polonia, 1863

Grottger ukazuje tutaj urzeczywistnienie zapowiedzi cierpienia z wiersza "Do Matki-Polki" Mickiewicza: "Klęknij przed Matki Bolesnej obrazem/ I na miecz patrzaj, co jej serce krwawi:/ Takim wróg piersi twe przeszyje razem" (201, I, Utw. Wybr, 1957). Poprzez odwołanie do ikonografii Piety cierpienie matki zyskuje wyższy wymiar, wpisuje się w mesjanistyczne pojęcie ofiary. Istotne jest też, że Matka-Polka pozostaje nieugięta, jak protagonistka kartonu "Wdowa" z cyklu "Warszawa I" (1861). Została ona ukazana na tle filaru, co podkreśla jej siłę i niezłomność, sama staje się w ten sposób filarem podtrzymującym polską tradycją. Zapewne przecież swych synów, których trzyma za ręce wychowa w duchu wartości chrześcijańskich i narodowych.

Jeśli jednak kobieta nie potrafi sprostać temu wzorcowi, jeśli nie jest w stanie wykarmić i otoczyć opieką swych dzieci, z dumą stawić czoła rzeczywistości, czeka ją niechybny upadek i klęska, co obrazowo pokazał Grottger na kartonie "Już tylko nędza" z cyklu "Wojna" (1866-67), gdzie przedstawiona została martwa kobieta leżąca na łóżku i martwi mężczyźni. Żeby odczytać znaczenia tego kartonu należy przyjrzeć się całemu cyklowi, który potraktować można jako narrację o losach jednej rodziny. Historia ta przedstawia najpierw siedzącą w ogrodzie rodzinę wraz ze stojącą parą kochanków (małżeństwo?), przerażonych złowrogim znakiem, następnie: wcielenie mężczyzny do wojska ("Losowanie rekrutów"), rozstanie pary protagonistów ("Pożegnanie"), opuszczoną kobietę, nie potrafiącą zapewnić przetrwania swym dzieciom (są one dokarmiane przez inną kobietę - chłopkę na kartonie pod tytułem "Głód"), przedstawienie sugerujące, że mężczyzna zostaje ranny, jest bliski śmierci ("Ludzie i szakale"), a potem następuje kontrowersyjny karton "Już tylko nędza", gdzie widzimy martwą kobietę i dwa splecione ze sobą ciała mężczyzn, którzy niechybnie musieli stoczyć walkę.


Rozmiar: 36147 bajtów
Artur Grottger, Już tylko nędza, z cyklu Wojna, 1866-67

Być może zawarta jest tu sugestia, że przedstawiona od początku cyklu protagonistka, skazana na głód i nędzę, zdradziła swego męża, możliwe, że w celu zapewnienia lepszego bytu sobie i swoim dzieciom. Być może więc ta kobieta nie potrafiła sprostać wzorcowi Matki-Polki, nie potrafiła zgodzić się na ofiarę, nie była tak silna i niezłomna, jak chociażby wspomniana "Wdowa". A po powrocie z wojny mąż zabił swą niewierną żonę, jej kochanka i samego siebie. Interpretacja ta jest możliwa, biorąc pod uwagę zamierzenie Grottgera dotyczące tego cyklu, aby ukazać wojnę jako demoralizację (Bryl, s. 231). Wojna jawi się jako zagrożenie przede wszystkim dla rodziny. Kobieta zaś jest jedynie biernym obiektem historii, nie ma tu żadnego wpływu na toczące się wydarzenia. Ma ona znaczenie o tyle, o ile wpisuje się w określone narracje związane z wyższą potrzebą walki o niepodległość. Takie są też protagonistki grafik Grottgera, o których pisał Jan Bołoz Antoniewicz: "Postać Polki, najpierw wdowy, potem matki, narzeczonej, kochanki, postać idealna a idealizująca zarazem i uszlachetniająca wszystko dookoła siebie: zamiary i czyny mężczyzny, jego walki i cierpienia, nadzieje i zawody" (Bołoz-Antoniewicz, s. 303).

Jednak cykl "Wojna" nie jawi się tak jednoznacznie, jeśli chodzi o kobiecą postać, jak pisał Bołoz, a zapewne nie brał on pod uwagę możliwości interpretacji tego cyklu jako opowieści o upadku kobiety, niemożliwości dostosowania się do ideału i wreszcie zdradzie. We wspomnianym już kartonie "Pożegnanie" można też odkryć opór protagonistki. "Bohater musi pożegnać kobietę, bo wzywają go wielkie obowiązki, walka o niepodległość. Pożegnanie z krewnymi, pożegnanie z rodziną to centralny motyw polskiego romantyzmu" - zauważa Shana Penn w odniesieniu do romantycznej literatury (Penn, s. 241). W "Pożegnaniu" ukazana na pierwszym planie kobieta z małym dzieckiem trzymanym na rękach, stoi w ogrodzie, należącym jeszcze do sfery domowej, o czym świadczy znajdujące się za nią ogrodzenie, oddzielające ją od grupy mężczyzn na koniach, z którymi odjeżdża jej mąż. Jest odwrócona od niego, a zwrócona w stronę widza twarz wyraża ból i niezgodę na rozstanie. To, co jednak jest najciekawsze to niejednoznaczność w ocenie protagonistki. Artysta pozostawia nas jakby po stronie tej kobiety, widać to najbardziej właśnie w "Pożegnaniu", w którym przestrzeń została tak skonstruowana, że widz musi brać jej stronę, wczuć się w jej historię.

Historia mitu Matki-Polki toczy się dalej, możemy więc obserwować kolejne jej wcielenia: matki żołnierzy, partyzantów, powstańców, którzy giną w kolejnych wojnach. Trawestację tego mitu odnajdziemy również w PRL-u i czasach nam współczesnych. Można więc wskazać na socjalistyczną Matkę-Polkę, która musiała być przede wszystkim dzielną obywatelką, wychowującą swoje dzieci w służbie dla ustroju. Ten wzorzec odnajdziemy nawet w socrealizmie, choć oczywiście w malarstwie tego okresu (1949-54) dominowały przedstawienia kobiet-robotnic dzielnie odbudowujących miasta, pracujących na polu traktorzystek, a także pielęgniarek i sprzątaczek. Wyłamaniem z tej tematyki jest obraz "Matka bohaterka odznaczona za liczną rodzinę" Romualda Smoczewskiego z 1952 roku, gdzie przedstawiona kobieta otoczona gromadką dzieci jest nowym - socjalistycznym wcieleniem "Matki-Polki". Jeśli w romantycznym micie o Matce Polce chodziło przede wszystkim o to, że ma ona wychowywać swych synów na dobrych patriotów, uczyć ich miłości do ojczyzny i wpajać, że za tę ojczyznę należy walczyć, to w socjalizmie dobra matka powinna także uczyć swe dzieci być dobrymi obywatelami, poświęcającymi się dla Polski Ludowej, wychowywać je w duchu propagowanych wartości socjalistycznych.

Kobiety z okresu PRL-u w ogóle można opisać w kategoriach odwołujących się do Matki-Polki. To kobiety wiecznie zajęte, pracujące na dwa etaty w pracy i w domu, stojące w kilometrowych kolejkach, walczące by zapewnić jako taki byt swojej rodzinie. A więc one także poświęcały się, wyrzekały się swych potrzeb oraz ambicji, na których realizację zresztą i tak brakowało już im sił i czasu. Następnym wcieleniem mitu jest opozycyjna Matka-Polka (często zresztą ta sama, która stoi w kilometrowych kolejkach). Jest ostoją domu, w którym pielęgnowane są patriotyczne wartości, domu, gdzie słucha się radia Wolna Europa, a na powielaczu drukuje ulotki i opozycyjne gazetki (które zresztą najczęściej roznoszone były właśnie przez kobiety). W dramatycznych momentach robotniczych strajków, Matka-Polka znowu musi składać ofiary, cierpieć, jeszcze raz staje się matką tragiczną. W jednej z opozycyjnych piosenek o Janku Wiśniewskim, brzmią słowa: "Nie płaczcie matki, to nie na darmo...". To, co wydaje się tu najistotniejsze - to znowu wyrzeczenie się uczuć macierzyńskich dla dobra Ojczyzny. O czasie Solidarności pisze Agnieszka Graff: "Oto mężczyźni znów 'walczą o Polskę'. Kobiety znowu płaczą, robią kanapki, posyłają do walki kolejnych synów. Za to, jak powiedziała poseł Sikorska-Trela, z dumą mówi się o nas Matki Polki dla podkreślenia naszej doniosłej roli w życiu zarówno rodzinnym, jak i narodowym kraju" (Graff, s. 24). Zaprzeczeniem Matek-Polek tego okresu były matki kolobarantki z filmu "Człowiek z żelaza" Andrzeja Wajdy (1981) nawołujące (słynna fraza: "My, kobiety polskie, apelujemy do was jako żony i matki: zabierzcie się do pracy!") do wstrzymania strajków na Wybrzeżu. Warto podkreślić w tym miejscu jednowymiarowość protagonistek ucieleśniających ów mit, ale również jego antytez. Tu nie ma miejsca na wątpliwości, dylematy. Jest tylko biel lub czerń, wskazujące na szablonowość tych postaci, wybitnie zresztą krzywdzącą w odniesieniu zarówno do tych kobiet, które rzeczywiście ponosiły ofiary (za pewne trudno w przypadku śmierci dziecka myśleć w kategoriach, że to "nie na darmo", że to dla "dobra ojczyzny"), jak i tych, które starały się chronić własne dzieci (można podejrzewać, że identyfikacja z matkami-kolaborantkami powodować musiała ból i zażenowanie, gdyż były one, przynajmniej w filmie Wajdy, postaciami wyjątkowo odrażającymi).

W czasie transformacji ustrojowej następuje gwałtowna zmiana systemu wartości. Inną rolę zaczyna pełnić dom, stając się w pewnym sensie rodzajem małego przedsiębiorstwa, natomiast uczucia patriotyczne zostają zastąpione przez szybko rozbudzone potrzeby konsumpcyjne. Zmienia się również wzorzec macierzyństwa. Kobieta powinna przeżywać je świadomie, odpowiednio się do niego przygotować, same narodziny odbywać się mają z godnością, w przyjaznej atmosferze (rezultat akcji "Rodzić po ludzku"). To oczywiście ideał, bo przecież lata dziewięćdziesiąte przynoszą również ograniczenie praw kobiet do ich własnego ciała (zakaz aborcji wprowadzony w 1993), a co za tym idzie: niechciane ciąże, porzucone noworodki, dramaty.

I choć wzorzec Matki-Polki odchodzi niemal całkowicie w zapomnienie wraz z upadkiem systemu komunistycznego, nie znaczy to jednak, jak pisze Bogusława Budrowska, że "przedstawiciele Kościoła katolickiego i ci, którzy silnie się z nim identyfikują nie chcieliby nadal widzieć w kobiecie uosobienia symbolu Matki-Polki, podporządkowującej się wartościom rodzinno-religijnym. Z racji tego zaś, że osłabieniu uległ nieco nacisk na patriotyczny wymiar omawianego zjawiska, całą uwagę skupia się na nakłanianiu kobiet do realizowania się w funkcji macierzyńskiej" (Budrowska, s. 196). Matki-Polki pojawiają się więc głównie jako obrończynie życia nienarodzonego podczas marszów przeciwników aborcji. Bo to w tym dyskursie - katolicko-prawicowym nadal mowa jest o potrzebie utrzymania tradycji narodowej, której przeciwstawiają się wzorce zachodnie. Rodzenie dzieci traktowane jest więc jako spełnianie narodowego obowiązku. Chodzi tu przede wszystkim o roztaczane przez pronatalistów wizje demograficznego upadku naszego narodu. W efekcie dzisiejsze Matki-Polki zostają przeciwstawione feministkom, co nie powinno zresztą dziwić, biorąc pod uwagę to, jak bardzo Matka-Polka była zawsze konstrukcją patriarchalną. Można zauważyć, że już u Mickiewicza w przytoczonych tu słowach z "Wielkiego zagadnienia wyzwolenia kobiety.." następuje przeciwstawienie sobie owych polskich kobiet składających ofiary pierwszym emancypantkom, a więc obcym kobietom rozprawiającym o prawach kobiet, obwieszczającym urojone teorie. To przeciwstawienie określone już przez Mickiewicza silnie zakorzeniło się w negatywnych poglądach na feminizm. Również obecnie feminizm przedstawiany bywa jako "obca zaraza", jako coś, co najbardziej uderza w tradycyjną polską rodzinę, a szczególnie w polskie kobiety. Trudno więc dziwić się absurdalnym tytułom prasowym, jak np. "Kobiety przeciw feministkom" ("Polityka, nr 39 (2420), 27.09.2003, s. 13). To nic, że tytuł ten jest wewnętrznie sprzeczny, ważniejsze jest chyba, że świetnie oddaje to przeciwstawianie tradycyjnych kobiet polskich - feministkom. Akurat relacja pod tym tytułem dotyczyła protestów katolickich organizacji kobiecych przeciw przyjętemu przez rząd "Programowi na rzecz kobiet", zakładającemu między innymi liberalizację ustawy antyaborcyjnej i dofinansowanie z budżetu środków antykoncepcyjnych. Jest to więc podstawowy problem związany z wymuszaniem na kobietach rodzenia kolejnych dzieci, do czego w gruncie rzeczy prowadzi pronatalistyczna polityka (tu wzorzec ofiarnej, biernej kobiety wydaje się najbardziej użyteczny), a czemu przeciwstawiają się feministki domagając się prawa wyboru oraz prawa do własnego ciała.

Najwyższy czas bowiem zauważyć, że Matka Polka była właściwie pozbawiona ciała. To tylko pozorny paradoks, bo jeśli traktować ją jako konstrukcję, to warto zaznaczyć, że zostały z niej wyeliminowane kwestie cielesne (kobieta cielesna, jak ukazana w grafice "Już tylko nędza" martwa protagonistka, była przecież zaprzeczeniem Matki-Polki). Matka Polka jest tak bardzo papierową postacią, że można odnieść wrażenie, iż takie problemy, jak menstruacja, rodzenie w bólach, klimakterium jej nie dotyczą. Wyrzekła się przecież całkowicie siebie, a kwestie jej fizjologii przy sprawach Ojczyzny wydawać się muszą niepoważne i niewarte rozważań. Mowa była o niej zawsze już jako o matce, nie wiadomo zaś jak do jej macierzyństwa doszło, fizjologia i cielesność pozostawały całkowicie odrzucone jako nieprzystające do mitu, tym bardziej że Matka-Polka widziana była w kategoriach świeckiego odpowiednika samej Matki Boskiej (Chołuj, s. 31). Powinna więc być piękna, dobra i czysta, co pokazuje artystka Katarzyna Górna w fotografiach z cyklu "Madonny" (1991-2001), ale pojawia się tu jeszcze coś, co rozsadza wewnętrznie to wyobrażenie. Górna zwraca bowiem uwagę właśnie na to, co zostało odrzucone, wyparte ze wstrętem, jak cielesność i fizjologia.


Rozmiar: 12609 bajtów
Katarzyna Górna, Madonny, 1997

Cykl ten składa się z trzech odsłon: pierwsza fotografia ukazuje nastoletnią dziewczynkę, której po nodze cieknie krew, druga przedstawia półnagą dziewczynę z małym dzieckiem siedzącą w hierarchicznej pozie Madonny z dzieciątkiem, trzecia - dojrzałą kobietę trzymającą na kolanach mężczyznę w pozie odwołującej się do Piety. Artystka wskazała tu na Maryję jako niedościgniony wzór kobiecości, łączący się jednocześnie z nakazem całkowitego wyrzeczenia się siebie. Jak pisze Budrowska: "W osobie Maryi - której macierzyństwo jest 'najwyższym, niedoścignionym wzorem macierzyństwa' - usankcjonowane zostają takie cechy jak bezgraniczne posłuszeństwo, zgoda na cierpienie, rezygnacja z własnych dążeń, z siebie" (Budrowska, s. 190). W warstwie wizualnej w tych fotografiach bardzo mocno została wyeksponowana cielesność - poprzez strużkę krwi, która spływa po nogach dziewczynki, ale też przez wyeksponowanie młodego, pięknego, zmysłowego ciała dziewczyny siedzącej w pozie Madonny i wreszcie w trzeciej fotografii - ukazanie ciała na progu starości, ciała zniszczonego zapewne w wyniku wielokrotnych porodów, karmienia dzieci, braku czasu na zajęcie się sobą. Artystka wskazuje, że do stworzenia tych prac sprowokowały ją sprzeczności, które są obecne w naszej rzeczywistości. "Próba podporządkowania kobiety mężczyźnie, sprowadzenia jej wyłącznie do roli przyszłej matki, a jednocześnie idealizacja Maryi - to poglądy i mity, których propagowanie odbywa się, moim zdaniem, ze szkodą dla kobiet" - powiada Górna (Górna, s. 19).

Warto w tym miejscu zastanowić się, czym zostaje obecnie zastąpiony wzorzec Matki-Polki. Diametralnie zmieniły się przecież wzorce kobiecości i męskości. Na szczycie jest dzisiaj kobieta interesu, zadbana, ładnie pachnąca, młoda, zgrabna, nie wstydząca się swych seksualnych potrzeb, mająca kochanka, przyjaciół, ale nie koniecznie dziecko, a jeśli je ma, to raczej o nim nie mówi. To wzorzec z kultury popularnej propagowany między innymi przez kobiece pisma, takie jak: "Twój Styl", "Elle", "Cosmopolitan", "Uroda". Ideał kobiecej urody: bycie szczupłą, zwłaszcza w talii, nie ma nic wspólnego z wyglądem kobiety w ciąży, a perspektywa utycia, rozstępów może zniechęcić do macierzyństwa wiele z tych kobiet, które ideałowi kobiecej urody próbują sprostać. Jak pisze Danuta Sobczyńska, kobieta decydująca się na macierzyństwo, musi liczyć się z deformacją, niekorzystnymi zmianami dotykającymi jej ciało. "Jedne z nich są przemijające lub możliwe do opanowania, jak deformacja sylwetki, obrzęki lub skłonność do tycia. Inne, jak rozstępy skórne, zwiotczenie mięśni i tkanek, blizny - pozostają na całe życie" (Sobczyńska, s. 76). Choć obraz ten wydaje się przesadzony, nie znaczy to jednak, że nie gości w świadomości wielu kobiet, każąc traktować macierzyństwo jako pasmo udręk i nieustannych wyrzeczeń. Na przeciwnym biegunie znajduje się matka znana z reklam, zawsze uśmiechnięta, otaczająca swą rodzinę opieką, której największymi problemami są brudne ubranka dzieci, czystość podłogi itp.

Ten temat podejmuje Elżbieta Jabłońska w pracy "Supermatka" (2002), z cyklu "Gry domowe".


Rozmiar: 30652 bajtów
Elżbieta Jabłońska, Supermatka, 2002

Tytułowa postać - matka w kostiumie Supermana (w którą wciela się sama artystka) siedzi w swym królestwie, a więc w kuchni, z synem Antkiem na kolanach. Temu obrazowi towarzyszą napisy: "zmywanie", "pranie", "gotowanie" oraz "gry domowe" odwołujące się bezpośrednio do domowych zajęć. Artystka uderza tutaj w stereotypowe role matki, nakładane na nią niezliczone obowiązki, oczekiwania kultury popularnej, a nawet w mit "Matki-Polki". Choć w kostiumie Supermana, Jabłońska przybiera pozę Madonny z dzieciątkiem, wskazując ironicznie jak wiele sprzecznych tropów identyfikacji nakłada się na oczekiwania wobec matek.

Powstaje pytanie: z czym/kim walczy supermatka? Najprawdopodobniej jej walka rozgrywa się na płaszczyźnie kuchni, walczy więc z brudem i kurzem, z brudnymi garami, z zarazkami na brudnej podłodze, z poplamionymi koszulkami syna, z brudnymi rękoma dziecka, zanim zacznie jeść przygotowany przez nią posiłek, z rozlanym i przypalonym na kuchence mlekiem... Supermatka nie tylko walczy, ale wybawia (np. dziecko od nudy, od niebezpieczeństwa brudnej podłogi, śmierdzącej ubikacji). Bezszelestnie i w najbardziej dramatycznym momencie zjawia się by ratować dziecko lub drogocenne przedmioty, (tak jak w reklamie odświeżacza powietrza, w której maluch wydefekował się i w celu usunięcia brzydkiego zapachu chce użyć perfumów matki. Ta zaś ratuje dziecko od przykrego zapachu, a w rzeczywistości ratuje swoje drogie perfumy). Supermatka - jak supermen - ratuje, ochrania i walczy, ale przede wszystkim (i oczywiście z pozoru) jest zwykłą osobą. Supermen w momentach zwyczajnych, bezpiecznych występuje w "zwykłym" ubraniu, uniform przywdziewa tylko, gdy spieszy z pomocą. W kostiumie nikt go nie poznaje. Czy podobnie jest z supermatką? Konkluzja tej pracy może być gorzka: choć supermatka toczy codzienne boje, nikt nie zna jej trudów i wysiłków. Swą walkę przeprowadza bowiem niezauważalnie, a efekty jej pracy zostają tak szybko zniwelowane, że nikt nawet nie zdaje sobie sprawy z walki, jaką na co dzień prowadzi.

Można odczytać pracę Jabłońskiej również w kontekście mitu Matki-Polki. Jeśli bycie Matką-Polką było powołaniem kobiety, jej posłannictwem, to bycie Supermatką opisane jest przez czynności prozaiczne, przyziemne, z pozoru niewarte uwagi (Pranie, Gotowanie, Sprzątanie), a więc wszystko to, co szczelnie wypełnia czas tak wielu kobiet. A jednak te dwie sfery wydają się w zestawieniu ze sobą naruszać jakieś Decorum. Rozważania o codziennej krzątaninie, brudnej podłodze i śmierdzącej ubikacji wydają się tak bardzo nieprzystawalne do wzniosłych zadań, które przydzielono Matce-Polce (tak, jakby była ona z codzienności wyjęta!). A przecież Matka-Polka musiała być także Supermatką (wielość zadań do wykonania, obowiązki ciążące na jej ramionach, ofiarność sprawiały, że wzorzec ten zawierał konieczność realizacji tego, co mogłoby się wydawać się niemożliwe). Matka-Polka była jednak przede wszystkim konstrukcją dramatyczną, a Supermatka, w interpretacji Jabłońskiej jest ironiczną trawestacją sprzecznych tropów kulturowych (Madonna versus Superman, tradycja versus zachodnia kultura popularna). Jeśli tamta była postacią jednowymiarową, ta jest jak najbardziej wieloznaczna. Tym, co charakteryzuje Supermatkę z pracy Jabłońskiej jest dystans, autoironia, zabawa znaczeniami, wszystko to, czego Matka-Polka była pozbawiona.

Warto też podkreślić, że Matka-Polka przedstawiana i ukazywana była zawsze z zewnątrz, nie mówiła "własnym głosem", co wiąże się z brakiem świadomości własnej pozycji. Natomiast świadomość własnego miejsca, własnych ograniczeń i narzuconych wzorców jest właściwie punktem wyjścia w pracy Jabłońskiej. I choć Supermatka nie jest wcale tak bardzo odległa od Matki-Polki - różni je przede wszystkim stopień świadomości własnego ulokowania.

Oczywiście Supermatka spełnia się również w tradycyjnej kobiecej roli, jej królestwem jest przecież kuchnia i choć przedstawiona jest jako osoba silna, władcza, sprawcza, to tylko na domowym terytorium. Można ją przyrównać do opisanej przez Sławomirę Walczewską Matki Gastronomicznej, która opiera swą siłę właśnie na zależności od niej członków rodziny, sprawuje więc w domu szczególną władzę, jednak rekompensuje sobie nią brak władzy na zewnątrz - w sferze publicznej (Walczewska, s. 164-169). Siła i sprawczość Matki Gastronomicznej czy Supermatki są więc tylko pozorne, ograniczone do obszaru domu.

Praca Jabłońskiej naprowadza też na problem wzorców kulturowych, które wciąż jeszcze pozostają do siebie w sprzeczności (tradycja i katolicyzm versus konsumpcjonizm, technologizacja i wzorce zachodnie 1). Matka-Polka z kręgów prawicowych oddana powinna być całkowicie rodzinie, a jej życie spełniać się powinno na rodzeniu i wychowywaniu dzieci. Z tego reprodukcyjnego zadania wyzwala kobiety kultura konsumpcyjna, choć z drugiej strony również ona kształtuje nieosiągalne wzorce wyglądu i zachowań (kobieta jako wiecznie piękna, młoda, atrakcyjna, doskonale radząca sobie w łączeniu życia prywatnego i zawodowego. Aby podołać tym wszystkim zadaniom, musi stać się kimś w rodzaju Supermana).

Matka-Polka to mit przesiąknięty antykobiecą ideologią bogoojczyźnianą, postać na usługach systemu, strażniczka tradycyjnych wartości, bogini domowego ogniska, (której blisko również do Hestii, będącej przecież strażniczką patriarchalnego porządku). Jest ona więc jednowymiarowym konstruktem, postacią pozbawioną własnych uczuć, własnego ciała, własnego głosu. Supermatka nie jest jednak jej prostym przeciwieństwem, może być również jej nowym wcieleniem, jej przebraniem w kostium odpowiedni do konsumpcyjnego porządku. Przeciwieństwem Matki Polki byłyby raczej feministki, strącające mit z cokołu, pytające o jego znaczenia, odsłaniające to, co zostało przez niego wyparte (jak w pracy Katarzyny Górnej), stosujące autoironiczną grę ze znaczeniami (jak u Elżbiety Jabłońskiej), a więc te, które według twórcy mitu - Adama Mickiewicza rozprawiają o prawach kobiet i obwieszczają urojone teorie.


Izabela Kowalczyk



Przypisy:

1. Choć oczywiście czasami próbuje się te wzorce łączyć, kultura konsumpcyjna sekularyzuje pewne religijne toposy, a religia odwołuje się do produktów kultury konsumpcyjnej. Takim dość kuriozalnym przykładem może być reklama rekolekcji dla młodych, którą widziałam niedawno w Poznaniu przy kościele na ulicy Fredry, gdzie hasło: "Reaktywuj swoje życie" umieszczone było na charakterystycznym czarno-zielonym tle z "Matrixa" obok figury krzyża.

Bibliografia:

Bołoz-Antoniewicz Jan, Grottger, Altenberg, Lwów, Wende, Warszawa 1910.
Bryl Mariusz, Cykle Artura Grottgera. Poetyka i recepcja, UAM, Poznań 1994.
Budrowska Bogusława, Macierzyństwo jako punkt zwrotny w życiu kobiety, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, Wrocław 2000.
Chołuj Bożena, "Matka Polka i zmysły", [w:] "Res Publica Nova" 1992, nr 3.
Górna Katarzyna, Galeria, prow. Monika Małkowska, [w:] "Rzeczpospolita. Magazyn", 11 stycznia 2002, s. 19.
Graff Agnieszka, Świat bez kobiet. Płeć w życiu publicznym, WAB Warszawa 2001.
Janion Maria, Kobiety i duch inności, Wydawnictwo Sic! Warszawa 1996.
Monczka-Ciechomska Magda, "Mit kobiety w polskiej kulturze", [w:] Głos mają kobiety, red. S. Walczewska, Convivium Kraków 1992.
Penn Shana, Podziemie kobiet, przeł. H. Jankowska, Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2003.
Sobczyńska Danuta, "Macierzyństwo: wartości i dylematy", [w:] "Humanistyka i płeć. Studia kobiece z psychologii, filozofii i historii", t. 1, red. E. Miluska i E. Pakszys, UAM Poznań 1995.
Walczewska Sławomira, Damy, rycerze, feministki, Wydawnictwo eFKa, Kraków 1999.