|
|
numer 6 - archiwalny październik 2003 - luty 2004
  - codzienność -
Izabela Kowalczyk
Skazana: Dorota Nieznalska.
Sztuka wobec przemocy, przemoc wobec sztuki.
Sztuka współczesna bywa atakowana, niszczona, obrażana, a nawet sądzona. Przypomnijmy choćby ataki na dzieła sztuki: zniszczenie pracy pod tytułem Naziści Piotra Uklańskiego w Zachęcie przez Daniela Olbrychskiego (2000), urażonego faktem, że jego wizerunek (choć przedstawiający filmowe wcielenie) został umieszczony wśród tytułowych nazistów. Toteż polski aktor, utożsamiając się z innymi swoimi rolami (zapewne Kmicica) rzucił się na pracę z szablą dokonując zniszczenia swojego wizerunku oraz wizerunku Marlona Brando. Niedługo potem w Zachęcie miał miejsce inny akt zniszczenia dokonany przez jednego z posłów prawicy Witolda Tomczaka na pracy zatytułowanej Dziewiąta godzina Maurizia Cattelana. Rzeźba Cattelana przedstawiała papieża przygniecionego meteorytem i tak została odczytana przez współczesnych ikonoklastów - jako faktyczny zamach na papieża.
Można więc powiedzieć, że przemoc wobec sztuki zadawana jest, gdyż przekaz wizualny odbierany jest bezpośrednio, dosłownie, brakuje namysłu nad naturą samej sztuki, nad kwestią używanych przez nią środków ekspresji i metafor, nad relacją między znaczonym a znaczącym. Oczywiście, obrazy same w sobie posiadają swego rodzaju "potęgę" - potęgę do przywoływania rzeczywistości, personifikowania ukazywanych osób. Pisze o tym David Fredberg w książce The Power of Images. Studies in The History and Theory of Response z 1989 roku, wskazując na "poznawczą relację między patrzeniem a ożywianiem". W historii odbioru, zdarzało się, że obrazy obdarzano niesamowitą mocą, jawiły się one jako zdolne do działania (przypomnijmy "Portet Doriana Graya" Oskara Wilde'a). Freedberg powiada, że obrazy działały cuda, uzdrawiały, niosły pomoc potrzebującym, broniły miasta w obliczu zagrożenia (MB Częstochowska), odstraszały złe duchy, wyzwalały miłość pomiędzy nieznajomymi, a nawet pomagały w zapłodnieniu (towarzysząc małżonkom przy ich łóżku), ale były też mściwe i zdolne do destrukcji. Obrazy poruszały się, przemawiały, płakały, znikały, a nawet ożywiały (jak w micie Pigmaliona). Oczywiście opowieści te mają najczęściej status konwencji, toposu, nie należą do rzeczywistości, wskazują jednak na moc, którą ludzie przypisują obrazom. I w kontekście tych toposów zrozumieć można histeryczne ataki na dzieła sztuki. Magiczna moc obrazów sprawia, że brane są dosłownie.
Ale z drugiej strony - czy współcześnie cokolwiek można jeszcze brać dosłownie, a już zwłaszcza sztukę? Historia sztuki XX wieku pokazuje przecież, że sztuka może być swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa, rodzajem "zalegalizowanego buntu", bywa prywatnym koszmarem i rodzajem terapii, próbą oczyszczenia się z traumy i diagnozą społeczeństwa. Według wielu twórców rzeczywistość, w której żyjemy jest zbyt okrutna, by ją w twórczości wyobrazić - sztuka nie jest więc w stanie jej sprostać. Myślał tak chociażby Tadeusz Kantor, tę myśl wyrażała w odniesieniu do swych dramatów również Sarah Kane: "Moja sztuka jest tylko cieniem rzeczywistości, która jest znacznie trudniejsza do zniesienia". Sztuka współcześnie może być więc jedynie metaforą, grą z symboliką, rodzajem analizy ikonosfery czy właśnie nawiązaniem do przemocy, która w tej ikonosferze ma miejsce.
Warto zaakcentować tu pewien paradoks, świadczący o niezwykle skomplikowanej relacji między sztuką a rzeczywistością: z jednej strony sztuka odbierana jest tak jakby "to miało miejsce naprawdę", jak sama rzeczywistość, z drugiej - sztuka odeszła już dawno od postulatu reprezentowania rzeczywistości, a co więcej artyści jasno dali do zrozumienia, że twórczość nie jest w stanie jej sprostać.
To oczywiste stwierdzenie, że aby zrozumieć sztukę, nie można odczytywać dosłownie tego, co się widzi, nie dla wszystkich jest zrozumiałe, "potęga obrazu" bywa jednak silniejsza. Świadczy o tym chociażby dosłowny odbiór Pasji Doroty Nieznalskiej. O tej dosłowności świadczy najdobitniej wulgarne określenie, które pojawiało się w sarkastycznych komentarzach dotyczących tej pracy: "Chuj na krzyżu".
Nim przejdę jednak do samej "Pasji" oraz związanego z nią procesu, chcę odwołać się do wcześniejszych prac Nieznalskiej, zwłaszcza, że sztuka tej artystki cały czas odnosi się do problemu przemocy.
Modus Operandi z 1998 - to praca powstała jeszcze w czasie studiów. Artystka ukazała w niej problem gwałtu, ale ukazała go oczami ofiary. Na stalowe, więzienne stołki, w miejsce siedziska naciągnięte zostały damskie pończochy, a w nie wmontowane - głośniki, z których dobiegają opisy pamięciowe sprawcy gwałtu. Jest ich tyle, ile poszkodowanych przez jednego napastnika kobiet (są to autentyczne opisy, które artystka uzyskała od gdańskiej prokuratury). Opis za każdym razem jest inny, pojawia się również jego wizualizacja w formie portretów pamięciowych. Praca ta pokazuje, jak sprawca odciska w świadomości ofiary własne piętno, dla każdej ze zgwałconych przez niego kobiet zło posiada inną twarz.
Problem relacji między ofiarą a sprawcą podjęła artystka w pracy bez tytułu z 1999 roku (Suka), gdzie ukazała zależność między panem - właścicielem i jego psem - ciężarną wilczycą. Relacje panowania i poddaństwa ukazane są wyraźnie poprzez stosunki przestrzenne. On przedstawiony jest wertykalnie, dominuje nad przestrzenią, suka natomiast ukazana jest horyzontalnie, przyjmuje postawy uległości, płaszczy się przed właścicielem. Jej spojrzenie skierowane jest w stronę właściciela i wyraża całkowite poddanie. Najbardziej to jej oddanie widać na zdjęciu, gdzie kładzie się przed nim na plecach, wyciągając do góry brzuch, co wyraża całkowitą bezbronność, zaufanie, jakim obdarza swego pana. Nieznalska mówi, że stworzyła tę pracę obserwując zachowanie któregoś ze swoich znajomych, który tak jak tę sukę, traktuje swoją dziewczynę. Tę pracę można odnieść też do szerszego kontekstu przemocy domowej, w której przypadku najbardziej niezrozumiałe wydaje się zachowanie kobiet, które nie są w stanie opuścić swego prześladowcy. W jakimś sensie praca ta tłumaczy tę niemożność odejścia, całkowitym uzależnieniem emocjonalnym, w którym muszą tkwić te kobiety. Artystka mówi: "Ze strony kobiety jest to sytuacja totalnego oddania, poddaństwa i wierności. Zazwyczaj kobiety same z siebie dają to swemu mężowi, mężczyźnie, czyli de facto właścicielowi. Tak siebie traktują i tak chcą być traktowane - jako czyjaś własność" (Kowalczyk, s. 79). Jest to więc praca o relacji między ofiarą a sprawcą, o ich wzajemnym, emocjonalnym, uzależnieniu, o podwójnym wiązaniu, które splata ofiarę i agresora.

Ten specyficzny rodzaj męskości (w stylu młodych macho z wygolonymi karkami z polskich blokowisk) staje się przedmiotem opisu w późniejszych pracach. Jedną z nich jest Potencja (2000), gdzie na fotografii wyobrażony jest młody człowiek, napinający mięśnie, siedzący z szeroko rozstawionymi nogami, ukazujący pięść, symbolizującą jego siłę. To wyobrażenie również konotuje potencjalną przemoc. Mężczyzna silny wzbudza podziw, niekiedy zazdrość innych (kiedyś powiedzielibyśmy skromniej obdarowanych przez naturę, dziś powiemy - bardziej leniwych) mężczyzn, czasem pożądanie kobiet. Popularny ostatnio siłacz - Strong Man staje się ideałem, ale właśnie ideałem, który kojarzy się z przemocą - potencjalną przemocą wobec innych, ale także przemocą wobec siebie, którą stosuje katując swoje ciało, umartwiając je, męcząc, nierzadko trując rozmaitymi sterydami.
W sztuce Nieznalskiej ten ideał męskości opisywany jest w kategoriach ambiwalentnych: z jednej strony powoduje strach, z drugiej - fascynację. W jednym z wywiadów artystka mówi: "Sama męskość jako siła fizyczna imponuje mi. [...] Męskość jest materiałem, który permanentnie poddaję obserwacji. Interesuje mnie przede wszystkim mężczyzna i jego świat, choć zawsze odnośnie kobiety, jest to świat mężczyzn filtrowany przez oczy kobiety" (Kowalczyk, s. 77). Artystka uwypukla najbardziej jaskrawe stereotypy "męskości", wskazując na wiążące się z nimi zagrożenia. Wskazuje na kanony męskości, które zmuszają do bycia męskim za wszelką cenę: za cenę przemocy zdawanej innym (przede wszystkim kobietom) czy agresji wobec własnego ciała.
Ta ambiwalencja odczuć i przemieszanie znaczeń pojawia się też w pracy Wszechmoc rodzaj: męski, 2000-2001, tu wyobrażona zostaje siłownia, gdzie odbywa się trenowanie do męskości (symbolizowanej przez falliczne zakończenia drążków do ćwiczeń). Ta praca to instalacja z dźwiękiem, jaki artystka nagrała w męskiej siłowni - te wszystkie odgłosy: sapanie, stękanie, przeklinanie mają bardzo wyraźne seksualne konotacje. Do tych związków między agresją a seksualnością nawiązała też artystka poprzez intensywnie czerwony, można by wręcz rzec - burdelowy - kolor, który oświetlał całą tę instalację.
Wreszcie Pasja (2001), która została wystawiona w gdańskiej Galerii "Wyspa" (14.12.2001 - 20.01.2002, po tej wystawie galeria została zamknięta decyzją rektora ASP 29.01.2002). Praca ta składała się z rzeźby w kształcie krzyża ze znajdującą się w centrum fotografią męskich genitaliów oraz filmu wideo ukazującego trenującego na siłowni, wyciskającego "siódme poty" mężczyznę. Wspomniane wcześniej prace Nieznalskiej stanowią istotny kontekst tej pracy, gdyż artystka kontynuuje tutaj swoje zainteresowanie tym specyficznym rodzajem męskością.
Pasja to praca o trenowaniu do bycia "męskim" czy wręcz "supermęskim". Artystka ukazała, że droga do męskości może stać się pasją, że męskość trzeba wypracowywać zgodnie z represyjnymi wzorcami kulturowymi. Można zauważyć, że w Polsce następuje zderzenie dwóch modeli życia: tradycyjnego (katolickiego) oraz konsumpcyjnego. Na tym tle "męskość" jawi się jako coś niemal niemożliwego do osiągnięcia, ideał wiązany ze znaczeniami męki, poświęcenia własnego życia, a z drugiej strony jako wzorzec związany przede wszystkim z siłą fizyczną (przekaz ten jest sprzeczny również w warstwie wizualnej: ciało umęczone, udręczone kontra ciało wysportowane, piękne, ciało herosa). To dlatego w pracy Nieznalskiej przywołany jest symbol krzyża, a także obraz ćwiczeń w siłowni i przedstawienie penisa (jako pars pro toto męskości.
(Na marginesie warto zauważyć, że siłownia jako metafora trenowania do męskości pojawiła się już u Zbigniewa Libery, w jego pracy Body Master dla dzieci do lat dziewięciu (1995), a po Nieznalskiej wątek ten podjął w swej ironicznej pracy Flaga z 2002 roku poznański artysta Kuba Bąkowski.)
Pasja nie jest pracą łatwą, uderza bowiem w różne mity, które nas dotyczą i w tym uderzeniu ma miejsce wykorzystanie wspomnianej wcześniej "potęgi obrazu". Oczywiście, że artystka tworząc ten wizerunek musiała sobie zdawać sprawę z jego siły rażenia. To zaskakujące zestawienie również można interpretować na wielu poziomach: Według Pawła Leszkowicza praca ta mówi o męskim masochizmie. Niektórzy odnoszą ją do wizerunków nagiego Chrystusa na krzyżu, w których uwaga skupiona była właśnie na genitaliach, gdyż te zaświadczały o jego "człowieczeństwie". Inni wskazują na tradycję obrazów krytycznych wobec rzeczywistości, jak np. wizerunek Chrystusa w masce gazowej autorstwa George'a Grosza. Agnieszka Sabor na łamach "Tygodnika Powszechnego" wyraża zdecydowaną opinię, że do procesu przeciwko Nieznalskiej dojść nie powinno. Choć autorka pracę uważa za słabą, dostrzega w niej "tęsknotę za wartościami". Warto zatrzymać się nad tym problemem wartości, bowiem w tym kontekście ciekawe wydaje się połączenie krzyża i siłowni. To połączenie wskazuje bowiem na zderzenie wartości religijnych i kultury konsumpcyjnej. Religia zaczyna podlegać tym samym prawom, co kultura konsumpcyjna ("zabieganie" o klienta/wiernego odbywa się według podobnych reguł), zaś sama religia i jej atrybuty zaczynają być wykorzystywane w kulturze konsumpcyjnej (na przykład w reklamie z motywem spowiedzi). W ten sposób praca pokazuje, że nową "religią" staje się kultura konsumpcyjna, a "świątynią" może być na przykład siłownia.
Ta wieloznaczność Pasji sprawia interpretatorom kłopoty. Praca ta spotyka się przede wszystkim z kpiną i szyderstwem, a w najlepszym razie - obrońcy wolności sztuki wskazują, że jest to praca słaba. Choć osobiście sądzę, że bardzo trudno to ocenić, np. pod względem estetycznym jest to praca bardzo dobrze opracowana - myślę tu o opracowaniu formy krzyża - zimnej, kanciastej, twardej formy i skontrastowaniu jej z wizerunkiem męskości - z ciepłym kolorem ciała, miękkością penisa. Ten wątek też można by kontynuować. Według feministycznych krytyczek obraz członka jest zawsze obrazem newralgicznym, jest to bowiem najbardziej delikatna część ciała mężczyzny, nieosłonięta świadczy o jego słabości, z którą kontrastuje pożądany obraz męskiego ciała - umięśnionego, twardego, ciała jak chciał Theweleit, które byłoby jak pancerz, a więc takiego ciała, którego wypracowanie pokazuje Nieznalska w filmie. Mówi się o tej pracy, że jest zbyt dosłowna, zbyt jednoznaczna, ale w świetle tych uwag można mówić właśnie o jej wieloznaczności. Łatwiej jednak powiedzieć, że to, co zrobiła artystka ukazując genitalia na krzyżu było głupie i obrazoburcze, niż wnikać w znaczenia tej pracy. Warto się również zastanowić, dlaczego zestawienie tych obrazów było dla odbiorców tak trudne do przyjęcia. Czy męskie genitalia są czymś obraźliwym? Czy nie świadczy to również o odrzuceniu całej sfery seksualności i fizjologii jako sfery brudnej, sfery która skaża (tu: skaża świętość)? I wreszcie, czy nie wskazuje to, jak bardzo nasza fizjologia, nasze ciała znajdują się w obszarze oddziaływania władzy? W tym kontekście można pracę Nieznalskiej powiązać z innymi dziełami sztuki, które w Polsce również zostały uznane za niegodne pokazywania i ocenzurowane: Piss Christ Andreasa Serrano (1987), które nie zostało dopuszczone na wystawę monograficzną artysty w CSW w Warszawie i Więzami krwi Katarzyny Kozyry (1995), które wielokrotnie stawały się przedmiotem ataków ze względu na zestawienie ciał nagich kobiet i symboli religijnych. Ci artyści także zestawili w swoich pracach wyobrażenie krzyża z tym, co fizjologiczne (mocz u Serrana) oraz z obrazem nagiego, kobiecego ciała (Kozyra).
W znaczenia Pasji nie próbowali w ogóle wnikać oskarżyciele Doroty Nieznalskiej. Na wystawie zjawili się zresztą za późno, bowiem o ekspozycji dowiedzieli się z relacji medialnych w momencie, gdy miała się już ku końcowi. Media wyczuły atmosferę skandalu i tak też zaprezentowały pracę w prasie (lokalna "Gazeta Wyborcza") oraz w telewizji (TVN), dopominając się niemal o następną odsłonę dramatu - wkroczenie oskarżycieli. Ci - grupa osób związanych z gdańską Ligą Polskich Rodzin, w tym posłowie: Robert Strąk i Gertruda Szumska oraz towarzyszący im dziennikarze - choć przybyli dzień po zamknięciu wystawy, wtargnęli jednak do galerii. Tam zażądali odpakowania krzyża, na co nie zgodziła się artystka. Doszło do przepychanek, "jeden z mężczyzn chciał siłą rozpakować zapakowane już dzieło. Artystka próbowała zasłonić je własnym ciałem, usłyszała jednak, że ma ustąpić, bo on jest... SILNIEJSZY. Zapewne i jako mężczyzna i jako polityk i jako ojciec rodziny?!" - komentuje Paweł Leszkowicz (Niebezpieczne związki z męskim ciałem, "artmix", nr 5, 2003).
Artystce grożono i próbowano ją zastraszyć, być może jedynie obecność mediów powstrzymała rozjątrzonych przedstawicieli LPR przed agresją siłową i w końcu odeszli z kwitkiem pracy nie oglądając. Mimo to, dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Już 2 marca Nieznalska otrzymuje pierwsze wezwanie do prokuratury. Okazuje się, że posłowie Ligi Polskich Rodzin wnieśli do sądu sprawę o obrazę uczuć religijnych. W kwietniu sprawa zostaje przekazana do Sądu Rejonowego, artystka zostaje oskarżona na podstawie artykułu 196 Kodeksu Karnego, który mówi, że "kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch".
Rozpoczyna się proces, a 18 lipca b.r. zostaje wydany wyrok skazujący artystkę na sześć miesięcy ograniczenia wolności.
W międzyczasie Młodzież Wszechpolska, która szczyci się między innymi tym, że jest starsza od Hitler-Jugend wygrażała na łamach portalu Trojmiasto.pl, że takich artystów powinno się wieszać lub golić im głowy. Ówczesny szef lokalnej bojówki MW "Sielek" pisał: "Rozpieprzymy każdą podobną wystawę w Trójmieście, a każdego artystę powiesimy". Zastanawia, dlaczego oni nie zostali postawieni przed sądem za głoszenie faszystowskich poglądów. Co gorsza Sielek - Grzegorz Sielatycki, został w międzyczasie radnym Gdańska. Jako świadek oskarżenia występował podczas czwartej rozprawy, a gdy obrońca przytoczył mu tę i inne wypowiedzi ze wspomnianego portalu, udzielił beztroskiej odpowiedzi, że to nie on i że ktoś się pod niego podszył (a przecież w portalu podany był jego e-mail). Cały proces Doroty Nieznalskiej przypominał absurd. Przedziwne jest już samo sądzenie artysty za dzieło sztuki. W dodatku oskarżeni poczuli się obrażeni, mimo, że pracy nie widzieli. Wszyscy świadkowie oskarżenia znali ją jedynie z prasowych relacji lub z telewizji, gdzie zresztą genitalia były zasłonięte charakterystyczną kratką, (tą kratką zasłonięto również oczy Doroty Nieznalskiej). Podczas rozprawy świadkowie pokazywali sobie wycinki prasowe ze zdjęciem tego fragmentu Pasji.
Podczas procesu cały czas pomijany jest fakt, że do interpretacji dzieła sztuki nie wystarczą telewizyjne relacje czy wycinki prasowe, potrzebna byłaby raczej wiedza historyków sztuki, ale tej sąd nie posiada. Mimo tego, wniosek obrony o powołanie na świadka w charakterze biegłego historyka sztuki został przez sąd odrzucony. Podobnie odrzucono wniosek obrony o zrekonstruowanie Pasji. Cała sprawa rozpatrywana jest więc tak, jakby nie chodziło o sztukę, ale jakiś celowy atak na wartości chrześcijańskie, o czym świadczą pytania zadawane oskarżonej, np. czy jest wierząca. Niezrozumiałe jest również powoływanie świadków - w większości są to bowiem świadkowie oskarżenia (głównie sympatycy Ligi Polskich Rodzin i Młodzieży Wszechpolskiej), nikt nie pyta natomiast o zdanie znawców. W akcie oskarżenia napisano natomiast, że "..artystyczny cel działania sprawcy nie jest wystarczający do wykluczenia znieważającego charakteru działań ze względu na ich formę..." (za: Spam, http://www.spam.art.pl/nieznalska).
Tymczasem proces przekształcił się w polityczną demonstrację: na pierwszą rozprawę przyszli sympatycy LPR oraz Młodzieży Wszechpolskiej z biało-czerwonymi flagami oraz z wizerunkami Matki Boskiej Częstochowskiej, a przecież sąd powinien być miejscem neutralnym. Proces stał się dla tych organizacji okazją do pokazania swej siły i jednocześnie stał się elementem ich gry politycznej. Gdański sąd przypomniał sobie o neutralności tym w momencie, gdy na czwartą rozprawę przyszli działacze Ligi, tyle, że oprócz biało-czerwonych flag, mieli też biało-niebieskie. Prowadzący rozprawę uznał to za naruszenie powagi sądu. Działacz poproszony o usunięcie flagi, wdał się w pyskówkę z sądem, poproszony to opuszczenia sali, stawiał opór, a gdy przybyła policja nie chciał podać nazwiska (za: Guzek, Spam).
Największym absurdem w tym wszystkim jest sam fakt stawiania przed sądem artysty, którego chronią przecież gwarantowane konstytucyjni wolność inwencji twórczej, wolność ekspresji, wolność wypowiedzi. Kuriozalne jest również pozbawienie (czy nawet ograniczenie) wolności za dzieło sztuki. Komu zagraża artystka, że należy ograniczyć jej wolność? W ten sposób wyrok stawia ją w jednej linii z przestępcami, upokarza, karze za wolność myśli i twórczości. Uzasadnienie wyroku brzmiało zresztą jak oskarżenie dokonane przez Ligę Polskich Rodzin, czy możemy więc rzeczywiście wierzyć w niezawisłość sądów? Ten wyrok jest wielkim ciosem dla wolności słowa, ukazuje brak poszanowania wartości
demokratycznych w Polsce. Nasuwa się wręcz skojarzenie z S. Rushdim i wyrokiem na jego
"Szatańskie wersety. Czyżbyśmy stawali się państwem wyznaniowym?
Ten wyrok jest bolesny dla artystki, ale jest też bolesny dla nas jako odbiorców sztuki. To przecież również uderzenie w nasze prawa - prawa do odbioru sztuki, do samodzielnej oceny, do wolności interpretacji. Nam praca ta może się nie podobać, ale najpierw musimy się o tym dowiedzieć, a żeby to zrobić musielibyśmy ją zobaczyć, a nie znać fragmentarycznie z przekazów medialnych. Jednak zobaczenie Pasji w Polsce będzie raczej w najbliższym czasie niemożliwe, natomiast artystka, którą fascynuje specyficzna męskość wiążąca się z przemocą, sama miała okazję jej bezpośrednio doświadczyć (na przykład od wszechpolaków, którzy, grozili jej goleniem głowy i wieszaniem, od wielu innych, od których otrzymywała telefoniczne i listowne pogróżki, od tych, którzy drwili z tego, że została "powieszona za jaja". Być może teraz okazji będzie miała więcej, by poznać ten rodzaj męskości. Mężczyźni, których artystka opisuje będą przecież jej "kolegami" z placu pracy. Przewrotne w tym wszystkim jest to, że stała się ofiarą własnych fascynacji. Czy nie jest to gorzka ironia?
Izabela Kowalczyk
Bibliografia:
Guzek Łukasz, relacje z rozpraw przeciwko Dorocie Nieznalskiej, "Spam":
http://www.spam.art.pl/nieznalska
Fredberg David,The Power of Images. Studies in The History and Theory of Response, 1989
Kowalczyk Izabela (2002B) Niebezpieczne związki sztuki z ciałem (wywiady), Poznań: Galeria Miejska Arsenał.
Paweł Leszkowicz, Niebezpieczne związki z męskim ciałem, "artmix", nr 5, 2003, http://free.art.pl/artmix
Agnieszka Sabor, Sędziowie czy krytycy, "Tygodnik Powszechny", Nr 48 (2786), 1 grudnia 2002
|