#4
STRONA POPRZEDNIA
STRONA NASTĘPNA
SPIS TREŚCI



SZTUKA SIECI CZYLI NET ART
Bartłomiej Gutowski

 

     Sztuka współczesna zawsze wzbudza nad wyraz silne emocje. To zdanie oczywiste i banalne. Często poszukuje nowych technik, nowych form wyrazu. Nowatorstwo i niezależność stają się w niej często wartościami najwyższymi, a niekiedy jedynymi (opinia ta prawdziwa jest przynajmniej w odniesieniu do części XX-wiecznej sztuki Zachodu). Zresztą o problemie kryzysu w sztuce, który jest w głębszej swej istocie przede wszystkim kryzysem wartości, mówi się już od dawna. Narzeka się nań zaś chyba od zawsze. 2500 lat temu oglądając czerwonofigurową wazę stary Grek niewątpliwie w głowę się drapał, narzekając na upadek obrazowania. Zazwyczaj musi minąć trochę czasu, nim większość do nowości się przyzwyczai, z czasem traktując ją jako coś zupełnie naturalnego, nie wzbudzającego emocji. Co więcej, to, co w pewnym momencie potępia się, za lat ileś zaczyna być bronione http://nnk.art.plprzez najbardziej konserwatywne kręgi, jako wartości tradycyjne. Czy więc w ogóle warto mówić o kryzysie w sztuce? Czy nie jest to dla niej stan permanentny? Po części na pewno tak. Inny jest chyba jednak wymiar obecnego - nie jest to, jak wspomniałem, kryzys przedstawieniowy ale kryzys podstawowych wartości. Problemem nie jest zła sztuka, problemem nie jest fakt, iż sztuka nic nie wyraża. Mamy bowiem wielu dobrych artystów, mamy otwartość myśli, mamy silny przekaz społeczny - choćby sztuka krytyczna w Polsce, mamy nawet odwołanie się do głębszych problemów (choć to ostatnie niestety niezbyt często). Brakuje natomiast sztuce, często świadomie negowanych, wartości. Te uwagi w mniejszym stopniu dotyczą tradycyjnej sztuki Wschodu, zarówno bliskiego - prawosławia jak i dalekiego - np. Japonii, bardziej zaś sztuki interkontynentalnej, bo przecież obecnie podobne problemy nurtują malarstwo Zachodu, czy otwarte na nie kręgi np. Rosji lub Japonii. Niestety, sztuka prawosławnego Wschodu wydobywająca się powoli z podobnego kryzysu (a jej popularność na Zachodzie dobrze świadczy o głodzie duchowości, a co za tym idzie i wartości) nigdy - a przynajmniej w czasowo bliskim rozumieniu słowa nigdy - nie będzie mogła przyjąć jej jako swojej. Różnice i przepaści kulturowe są na to zbyt duże. Zresztą nie byłoby to żadnym wyjściem z sytuacji. Sztuka, jestem o tym głęboko przekonany, znajduje się w momencie wielkiego przełomu. Oczywiście nie pierwszego w dziejach, pomijając nawet te negatywne, związane z upadkami cywilizacji. W sztuce Zachodu taki przełom miał miejsce choćby na styku gotyku i renesansu, w momencie wielkiego odejścia od duchowości.

Nie piszę o tym wszystkim bez kozery. W ten problem doskonale się wpisuje sztuka Internetu, czy szerzej sztuka multimedialna. Chyba nikt w prawosławiu nie myśli poważnie o pisaniu ikon przez komputer. Na Zachodzie stał się on niemal natychmiast medium tworzenia sztuki. W większości wypadków okazuje się, że chyba niezbyt trafnym. Świadczy to jednak o ciągłym, często czysto intuicyjnym, poszukiwaniu czegoś, co okazałoby się rzeczywiście istotne.

Stron internetowych poświęconych sztukom plastycznym i architekturze funkcjonuje bardzo dużo (w każdym razie można podawać jedynie szacunkowe dane), jedna z popularnych, międzynarodowych wyszukiwarek (http://www.google.com/) po wpisaniu słowa "art" zgłasza liczbę około 55.900.000 stron; oczywiście są tu powtórzenia, wiele stron de facto nie ma związku ze sztuką, a słowo art pojawia się w innym kontekście. Wydaje się, że w przybliżeniu można szacować, iż przynajmniej 10% rzeczywiście ze sztuką jest związanych. Liczba to więcej niż znaczna. Jeden z większych amerykańskich serwisów artbyte. com (http://www.artbyte.com/) podaje informacje o kilkudziesięciu tysiącach stron o tej tematyce. W polskim Internecie, po wpisaniu w bodaj najczęściej używaną wyszukiwarkę Onetu (http://www.onet.pl/) słowa "sztuka" wyświetla się 55.367 stron; tu również pewnie około 10%, a może nawet mniej, wyników jest prawdziwych. Wydawać by się więc mogło, że z funkcjonowaniem sztuki w Internecie nie jest źle. Czy rzeczywiście? Kilkuletnia praktyka posługiwania się stronami WWW w poszukiwaniu wartościowych "zasobów" jej poświęconych, niestety nie potwierdza tego - przynajmniej jeżeli chodzi o polski Internet (przez pojęcie polski, mam na myśli przede wszystkim strony polskojęzyczne). Nie brak na nich wielu błędów czy nieścisłości. Większość serwisów jedynie sygnalizuje wybrany temat, poruszając się po jego zewnętrznej płaszczyźnie, nie próbując nawet dokonać pogłębionej analizy danego zjawiska, nie wychodzi poza poziom bardzo popularnych opracowań. Oczywiście są strony będące chlubnymi wyjątkami. Niestety wiele podstawowych zagadnień w ogóle nie doczekało się opracowań. Swego czasu, przygotowując opracowanie architektury secesyjnej, zaglądałem też na strony WWW, wyniki poszukiwań były nader mizerne. Nie stał się więc, przynajmniej na razie, polski Internet narzędziem w istotny sposób wspomagającym poważny namysł nad sztuką (tu po części chlubnym wyjątkiem są witryny czasopism kulturalnych, zamieszczane w nich teksty są jednak zazwyczaj wtórne w stosunku do ich drukowanych odpowiedników). Ostatnio również coraz więcej uczelni np. Uniwersytet Warszawski zamieszcza m.in. prace magisterskie studentów w Internecie (http://www.ihs.uw.edu.pl/ihsuw/previhs/wstep.html).

Słabo rozwija się również zjawisko, które można określić mianem sztuki Internetu, którą chciałbym wyraźnie odróżnić od stron WWW poświęconych sztuce, czy prezentujących grafikę komputerową (z tą mamy do czynienia nader często) lub grafikę ASCI (o ile w ogóle jest to sztuka). Czym więc jest dzieło sztuki internetowej? Płynne są tu granice - najogólniej projekt stworzony przy pomocy technik właściwych dla Internetu czyli języka html, dhtml, hipertekstu, animacji flash, skryptów java, php itp., naturalnym źródłem jego funkcjonowania powinna być sieć, dostępny powinien być http://www.superbad.comz poziomu stron WWW (ewentualnie jakiejś alternatywnej internetowej usługi np. poczty elektronicznej czy IRC). Ponadto powinien być to projekt wykorzystujący charakterystykę Internetu, a więc przede wszystkim musi być interaktywny. Powinien powstawać przy mniejszym bądź większym zaangażowaniu odbiorcy, bądź zacierać granice między odbiorcą i twórcą (co swoją drogą nie jest niczym nowym), w każdym razie zaś wykorzystywać wielopoziomowość, abstrakcyjną przestrzenność sieci. Inaczej bowiem mamy do czynienia z prezentacją sztuki przez Internet, często nawet tworzonej z myślą o zaistnieniu w sieci jak np. niektóre grafiki komputerowe. Ważnym elementem net art jest jego ponadlokalność, łączy bowiem w jednym projekcie ludzi znajdujących się w zupełnie różnych miejscach, różnych wyznań, głoszących odmienne ideologie itd.; to wszystko staje się mniej istotne - ważna jest otwarta łączność z innymi - to zresztą jest bardzo charakterystyczną cechą w ogóle Internetu i jest bardziej typowe dla współczesnych form komunikacji niż tylko samego net art - komunikacja ta - przez IRC, Usenet, Chat, Blog i inne formy staje się niezmiernie popularna. Sami artyści net art (lub jak wolą inni net.art) tworzą często swoje projekty na odległość, fizycznie nie przebywając razem łączą się w sieci. Oczywiście powstają (szczególnie w USA, chociaż też w Lublianie czy Moskwie) centra sztuki Internetu m.in. WWWArt Center, Lubljana Digital Media Lab czy Net Lab.

Dla wielu artystów fascynująca jest również możliwość natychmiastowej prezentacji swojej pracy. Warto zresztą zwrócić uwagę na jeszcze jedną specyficzną cechę net art - bardzo często na strony prezentacji artystycznych możemy trafić zupełnie przypadkiem - choćby poprzez wyszukiwarkę. Wciągani jesteśmy wówczas w świat przedziwny, chyba niezbyt zrozumiały dla operujących tradycyjnym kluczem - szukamy w nim sensu i treści, pewni, że za kolejnym kliknięciem otworzy się przed nami doskonale nam znana, uporządkowana rzeczywistość tekstu, reklamy i prostych informacji otaczająca osoby błądzące po Internecie.

Maria Gołaszewska w tekście, którego celem było m.in. uporządkowanie terminologii związanej z multimediami na potrzeby rozważań estetycznych pisze, co prawda szerzej właśnie o multimediach, ale odnieść można to również do sztuki internetowej: naddanie symboliczne i emocjonalne sztuki multimedialnej polega na tym, iż działa ona na zasadzie "magii" - zaangażowany odbiorca traktuje tę sztukę jako cos niezwykłego, artystyczno-technologiczny totem naszych czasów, jako tajemniczą, nie dającą się do końca racjonalnie wyjaśnić tajemnicę piękna zbliżoną do "technologicznego panteizmu [...].'1

Poszukując protoplastów net art sięgnąć trzeba przede wszystkim do mail art czyli istniejącej już od około 30 lat sztuki poczty (po części bezpośrednio kontynuowana jest przez projekty wykorzystujące pocztę e-mail czy grupy Usnetowe do akcji artystycznych). Istnieje jednak też podstawowa różnica, większość twórców mail art jak np. Georg Brecht czy Ken Friedman zazwyczaj nie oczekiwali aktywności odbiorcy przesyłki. Interaktywność projektów internetowych zdaje się, wręcz przeciwnie, wymuszać wręcz na odbiorcy własną kreatywność. Rzeczywistemu twórcy pozostawiając raczej rolę mniej bądź bardziej aktywnego moderatora czy niekiedy wręcz pozwalając projektowi "żyć własnym życiem". Można tu też wspomnieć o mało popularnej sztuce faxu. Przy czym jest to związek oparty przede wszystkim na podobieństwie. Nie ciągłość tradycji, lecz nowa technika doprowadziła do powstania nowego gatunku wypowiedzi artystycznej.

Tego typu realizacje próbowała tworzyć w Polsce przede wszystkim Donajski "Digital Gallery, o czym będzie jeszcze mowa. Na razie ta forma sztuki nie cieszy się zbyt wielką popularnością, głównie chyba ze względu na liczne ograniczenia (formalne - autor w dużym stopniu musi zrzec się kontroli nad dziełem, jest jego animatorem ale nie do końca twórcą, oraz techniczne - np. przepustowość sieci czy też konieczność korzystania z technik różnych od tradycyjnego warsztatu artysty - to ostatnie raczej nie powinno stanowić zbyt silnego ograniczenia, wszak artysta zawsze będąc po części rzemieślnikiem, musiał opanowywać do perfekcji warsztat techniczny). Wiążą się z tym pytania też i bardziej podstawowe: o funkcję tej formy sztuki i o to czy w przyszłości przewartościowuje ona nasze spojrzenie, czy jest to po prostu kolejna nowa technika, a może raczej Internet będzie, tak jak dziś, pełnił raczej funkcję globalnego albumu prezentującego sztukę powstającą w bardziej tradycyjnych technikach. Na pewno dawanie jednoznacznych odpowiedzi jest nadużyciem. Za wcześnie zresztą na nie, sztuka Internetu, która pewnie będzie ewoluować wraz z jego rozwojem może, ale nie musi, mieć przed sobą wielką przyszłość, na razie zbyt mało artystów odważa się na rzucenie wyzwania sieci. Pytanie też czy sztukę Internetu mamy w tym kontekście rozważać jako zjawisko zupełnie niezależne czy raczej jako wpisujące się w szerzy kontekst sztuki multimedialnej (czy elektronicznej). Mimo wszystko nie będziemy raczej dzielić sztuki na powstałą przed i w epoce Internetu, w tym sensie pozostanie ona raczej "nową formą pędzla". Pewna otwartość, zaangażowanie w powstawanie dzieł wielu osób może doprowadzać do tego, że często będzie to raczej zabawa, bez sięgania do rzeczy istotnych (i to jest chyba największe niebezpieczeństwo). Może być nawet niekiedy głosem w sprawach ważnych, ale raczej nie filozoficzną refleksją nad rzeczywistością, wyrażaną poprzez sztukę. Trudno bowiem sobie wyobrazić takowy namysł dokonywany przez mniejsze czy większe masy, chociaż np. polscy twórcy projektu "ASCI labirynt", próbują coś takiego tworzyć - o tym szerzej pod koniec. Niewątpliwe niebezpieczeństwo to też, bliskie awangardzie, często towarzyszące twórcom sztuki sieciowej poczucie, że każdy może być artystą, choć w większości wypadków będzie pozostawał nim raczej jedynie animator. W tym kontekście wydaje się, że sztuka ta nie stworzy nowego systemu wartości, nie ma bowiem ku temu podstaw formalnych. Sztuka zaś to przede wszystkim świat wartości, dokąd one trwają, każde nowe medium to tylko nowa technika, nawet jeżeli nieco zmienia nasz obraz świata. Sztuki Internetu nie należy nie doceniać, ale nie wolno jej też przeceniać.

Wśród tego typu polskich projektów, dotychczas bodaj najciekawszym jest wspomniana realizacja Marzenny Frumaniuk Donajskiej (http://www.ddg.com.pl/). Oto jak opisuje ją na łamach strony WWW Juliusz Donajski wystawa Art Net to instalacja komputerów włączonych do sieci Internet i prezentacja, w której autorka proponuje dialog na temat granic sztuki oraz miejsca i roli artysty w interaktywnych przestrzeniach nowych mediów. Podejmując próbę komunikacji między widzem, dziełem i twórcą, autorka zaprasza do używania komputerów. Obraz z kamery zainstalowanej na wystawie jest przenoszony do pamięci komputera i staje się punktem wyjścia do transformacji, które każdy uczestnik zdarzenia może odkrywać i stwarzać w trakcie ekspozycji. "Widz-współtwórca" stwarza w komputerze - przy użyciu myszy - obrazy wywołujące pewne skojarzenia z obrazem z kamery, ale będące niepowtarzalnym efektem jego indywidualnego wyboru i działania. Każdy z "widzów-współtwórców" może też wydrukować potwierdzenie współudziału w wystawie, niezależnie od tego, czy będzie w niej uczestniczył w Zachęcie, czy też gdzieś na innym kontynencie. Wystawa zaistnieje jednocześnie w Zachęcie i w cyberprzestrzeni World Wide Web, oznacza to, że chcąc w niej uczestniczyć, nie musimy właściwie wychodzić z domu. Pod warunkiem, że mamy dostęp do Internetu2. Czym więc jest ten projekt - li tylko zabawą (wszak przez większość niewątpliwie w tych kategoriach zostanie odebrany) czy czymś więcej? Juliusz Donajski przywołuje w kontekście tej pracy wypowiedź Ryszarda W. Kluszczyńskiego, teoretyka nowych mediów, któremu nie obca jest estetyczna refleksja nad nimi: sztuka interaktywna odmitologizowywuje rolę artysty-demiurga a twórca staje się designerem kontekstów dla odbiorczych kreacji. Idea autorstwa, zamiast idei autora staje się wspólnym celem artystów i odbiorców. Sztuka nie jest w tym ujęciu formą skończonego i a priori danego świata, lecz przestrzenią, w której artysta ogranicza i zmienia swój udział z twórcy sensu na twórcę układu-kontekstu, w którym odbiorca konstruuje przedmiot swego doświadczenia i jego sens3. Powstaje problem czy jest to próba oddania, mówiąc nieco enigmatycznie, istoty naszego świata - tak jak malarstwo mistrzów niderlandzkich było wyrazem tamtego świata? Było wszak nie tylko poprzez oddanie jego fizyczności, ale przede wszystkim wiary w to, że widzialne jest obrazem niewidzialnego, było ono malarską prezentacją wiary w istnienie, paralelnego do naszego, świata duchowego. Dzisiaj chcemy zacierania granic między tym co ważne i tym co banalne, chcemy postrzegać świat wielopłaszczyznowo. W odróżnieniu od żyjących w XV wieku, pozbawieni jesteśmy jego duchowego obrazu, co często spłyca, jednocześnie pozwalając na odnajdowaniu wielu równorzędnych sensów (pytanie czy wśród nich jest ten najistotniejszy). Sztuka ta jest więc, czy stara się być, obrazem naszego świata i w takim postrzeganiu możemy traktować ją jako coś więcej niż tylko "nowy pędzel". Jako zabawa, w tym sensie, też ma swe głębsze konsekwencje, dziś bowiem to co istotne chętnie sprowadzamy do gry, do zabawy. Świat i życie to właśnie gra, zabawa, labirynt - o tym mówi też film, literatura czy niektórzy filozofowie. Jednak z owym "nowym pędzlem" sprawa nie do końca jest chyba aż tak prosta. Technologia staje się często środkiem samym w sobie. To zresztą nie dotyczy tylko sztuki Internetu, ale również wielu innych form sztuki nowoczesnej. Nastąpił niesamowity wzrost jej znaczenia, może po części właśnie technika ma zastąpić wartości humanistyczne: prawdę, dobro, piękno, stając się nowym kanonem, do którego odwołuje się sztuka. Dzieła sztuki Internetu, czyli używając nowej terminologii projekty internetowe, ocenia się często przede wszystkim poprzez ich zaawansowanie technologiczne, poprzez nowatorskość rozwiązań technicznych, które są często celem samym w sobie. Gdy następowało wielkie przejście od świata średniowiecza do renesansu, również zachodziły zmiany technologiczne - choćby wydobycie techniki olejnej, sama jednak w sobie nie była ona wartością ostateczną. Podobnie choćby owa słynna perspektywa wykreślna "odkryta" przez Albertiego, a do malarstwa wprowadzona przez Masaccia. Ona sama w sobie oczywiście fascynowała, czemu wyraz daje niejednokrotnie choćby Vasari, ale nie była celem samym w sobie. Służyła ukazaniu pewnej nowej wizji świata, człowieka i jego miejsca w ziemskiej rzeczywistości - nie będziemy tu tym się zajmować, chciałbym jedynie podkreślić różnicę między rolą techniki. Co więcej, na co zwróciła uwagę Maria Gołaszewska: w tej sytuacji powstaje domniemane chętnie przez artystów multimedialnych przyjmowane za swoiste prawo nowej sztuki, iż każde tego rodzaju dzieło staje się ex opere operatio, z natury rzeczy tworem udanym - nie ma tu dzieł chybionych, kiczów, pomyłek artystycznych4. Zmienia się po części ontyczna struktura dzieła. Sztuka staje się techniką, czy może raczej technika sztuką, w każdym razie kryterium, że to co poprawnie działa jest projektem udanym to pomysł techniczny (chociaż obecnie w technice pewnie coraz częściej udane jest to co działa i co można sprzedać). Co ciekawe, wiele owych projektów tworzonych jest przede wszystkim przez inżynierów, ludzi z wykształceniem technicznym, ów nacisk na technikę nie jest więc niczym zaskakującym. Powtórzmy więc pytanie - jest net art li tylko "nowym pędzlem", nową techniką czy jest raczej nową wartością sztuki i czy przyjmie się jako po prostu nowa technika czy przewartościuje całkowicie historię sztuki? Na razie, słowa te piszę w kwietniu 2002 roku, szersze jego oddziaływanie - jako medium artystycznego - nie wychodzi poza granicę nowinki technicznej, ale z drugiej strony wraz z rozwojem techniki i nadawaniem mu coraz większych możliwości technicznych może wzrastać jego rola. Net art natomiast, o ile sam w sobie niczego aż tak bardzo nie zmienia, o tyle wpisując się w szerszy kontekst, jaki stanowi tzw. sztuka multimedialna, dokonuje pewnych estetycznych przewartościowań. Dotyczy to jednak całej sztuki bazującej na technologiach cyfrowych, której net art jest jedynie częścią składową. Nie dokonuje w niej samej istotniejszych przeobrażeń, wpisując się w tworzony poprzez nią ciąg kulturowy. W tym kontekście jest on przede wszystkim "nowym pędzlem". Rodzi się pytanie, czy rozwój techniczny, pociągający za sobą większe możliwości twórczej ekspresji, nie poprowadzi net art z powrotem ku sztuce tradycyjnej, sztuce, w której wartości estetyczne będą ważniejsze od technicznych, a przynajmniej niemniej ważne.

Niekiedy spotkać można opinie mówiące o wolności artystycznej, którą daje nowe medium - komputer. Czy jest to jednak wolność rzeczywista czy raczej pozorna? Na pewno trudno mówić tu o wolności technologicznej (co niekiedy jest podkreślane) artysta uwolniony zostaje co prawda od swojego tradycyjnego warsztatu, zresztą tworząc sztukę multimedialną (pojęcie to jest oczywiście szersze i oprócz Internetu, w jego "skład" może wchodzić w ogó-le sztuka komputerowa, sztuka wideo, sztuka światła i dźwięku itp.) można w ogóle nie umieć malować - tu wystarczy pewna wiedza techniczna i pomysł - nie chcę powiedzieć wyczucie estetyczne - bo sztuka Internetu, podobnie jak duża część sztuki elektronicznej może w ogóle do kryteriów estetycznych się nie odwoływać. Powstaje jednak nowy warsztat, chociaż bardzo odmienny technologicznie to chyba jednak łatwiejszy - bardzo zaawansowane technicznie projekty można wykonywać już po około dwu latach nauki. Będąc nowym medium Internet pozwala, przynajmniej po części, tworzyć zupełnie nowy kod znaków i znaczeń. Nie zmusza do odwołania się do tradycji swej dyscypliny, bo jej nie ma, nie wymusza też odwoływania się do historii sztuki, bowiem działa w sposób umykający dotychczasowej sztuce. Otwartym chcę pozostawić pytanie, czy jest to rzeczywiście przejaw wolności? Można je postawić zresztą też nieco inaczej, chociaż wówczas brzmieć będzie paradoksalnie, czy bardziej wolny był twórca malowideł w Altamirze sprzed kilkunastu tysięcy lat, czy może raczej któryś z mistrzów barokowych, a może nieskrępowany w swych wizjach Hieronim Bosh czy raczej artysta XX wieczny czy też XVI w. ikonopisarz prawosławia odnajdujący w formie kanonu swoją przestrzeń wolności, choć inaczej niż nasza pojmowanej? Nie podjął bym się takiego wartościowania. Pytanie, samo w sobie, wydaje się nieco dziwne i właściwie niczemu nie służące, tak jest chyba właśnie i z mówieniem o wolności sztuki Internetu. Cóż właściwie miało by dawać jej ową wolność - technika? Ta, jak już powiedzieliśmy, raczej ogranicza niż uwalnia; nieskrępowana tradycją wizja artysty - to bzdura.

Sztuka Internetu, podobnie jak i inne media elektroniczne, a może nawet w jeszcze większym stopniu, prowadzi do zacierania granic sztuki. Zjawisko to oczywiście nie nowe, napisano o nim wiele i nie ma sensu nad nim się tu specjalnie rozwodzić. Niewątpliwie jednak, właśnie sztuka Internetu w tę tendencję wpisuje się bardzo dobrze. W tym sensie można wywodzić ją po części z konceptualizmu, a wcześniej obiektów Duchampa czy nawet działań dadaistycznych (co nie znaczy, że świadomie do konceptualizmu nawiązuje). Roman Ingarden dzieląc akty świadomościowe mówił, iż akty twórcze człowieka wytwarzają przedmioty intencjonalne, te, które istnieją dłużej niż same akty uzyskują obiektywność przedmiotową. Dla większości projektów internetowych, a pewnie i szerzej multimedialnych podstawę stanowi właśnie pewien "akt świadomościowy", koncepcja - w tej warstwie przede wszystkim rodzi się działanie artystyczne, reszta jest nadbudową, technologiczną realizacją tego procesu. Przy czym istotne jest, że w warstwie podstawowej możemy tworzyć jedynie zrąb głównych założeń, dalej - poprzez interaktywność - zaczynają funkcjonować one niezależnie. Niektórzy twierdzą, że muzyka to przede wszystkim nuty, a architektura to projekt. Podobnie w sztuce Internetu pierwotna jest warstwa teoretyczna, reszta jest już tylko technicznym wykonaniem, które zresztą nigdy nie osiąga struktury materialnej, pozostając zawsze w warstwie wirtualnej (przy czym niestety założenia teoretyczne zawsze muszą być dopasowywane do ograniczonych możliwości technicznych). W warstwie konceptualnej twórcy sztuki Internetu zazwyczaj odrzucają wartości estetyczne, do pewnego stopnia pojawiają się one w technicznej realizacji dzieła, owe teoretyczne założenia, otrzy-mują oprawę plastyczną i tu do głosu o dziwo często zaczynają dochodzić wartości estetyczne. Ów interfejs graficzny, jak określa się to co widać na ekranie monitora, ma być oczywiście wirtualnym urzeczywistnieniem koncepcji, stanowić odbicie warstwy technicznej, ale pojawia się tu również wartość estetyczna, może nie piękno, ale ładność - interfejs ma wzbudzać emocje estetyczne. Zazwyczaj dokonuje się to na bardzo podstawowym poziomie, niemniej jednak tradycyjna wartość estetyczna nie zanika zupełnie.

Wydaje się, iż w głębszej swej warstwie sztuka Internetu może być analizowana przez tradycyjne metody estetyczne - przede wszystkim zaś fenomenologię - pisze o tym Michał Ostrowicki: budowanie odmiennej teorii dzieła sztuki lub sytuacji estetycznej dla dzieł hipermedialnych prowadzi, po pierwsze, do wykazania niedoskonałości - być może na swój sposób zasadny - ujęć poprzednich takich jak np. koncepcja Ingardenowskiego dzieła sztuki jako bytu intencjonalnego lub teoria sytuacji estetycznej, np. M. Gołaszewskiej, lub, po drugie, [... ] do podjęcia próby zbudowania analogicznych teorii dla każdego z osobna rodzaju dzieł: np. hipermedialnego, literackiego, muzycznego, plastycznego itd. wskazania osobnej ich ontologii, co w konsekwencji prowadzi do pluralizmu i relatywizmu teoretycznego, oddala poszukiwaną jedność i wspólne postawy do analizy i zrozumienia natury sztuki5.

Interesujące jest, że jednym z pierwszych projektów internetowych (z roku 1994 podczas gdy Word Wide Web i masowe zastosowanie sieci Internet poprzez wprowadzenie pierwszej graficznej przeglądarki Mosaic, to rok 1993) wykonany przez austriacką grupę x-space pod nazwą "Ping", tworzony był za pomocą dźwięku nie obrazu.

Słowa wypowiadane przez artystę do mikrofonu trafiały na serwer umieszczony na innym kontynencie, następnie zaś powracały do sal, gdzie były puszczane przez głośniki. Połączenia internetowe - nie idealne pod względem szybkości sprawiały, Rozmiar: 8465 bajtówże dźwięk pojawiał się ze sporym opóźnieniem. Warto tu może jeszcze wyjaśnić, nazwę projektu. Słowo ping doskonale jest znane osobom pracującym z systemem operacyjnym DOS, jest to narzędzie służące do testowania szybkości transmisji w sieci. Dostarcza informacji o poszczególnych czasach przesyłania danych.

Inny bardzo znany i głośny projekt z 1997 roku "Refresh" czyli "Odświeżanie" polegał na tym że kilkanaście stron WWW zostało zamkniętych w pętlę. Odwiedzający jedną ze stron zostali chwytani w pułapkę, natychmiast bowiem strona "odświeżała się" i automatycznie pojawiała się kolejna, po niej zaś następna i tak w kółko - jedyną ucieczką z pętli było zamknięcie przeglądarki internetowej - w istocie więc projekt był podobny do jednego z zaproponowanych zaproponowanego przez Jodiego, o którym szerzej za chwilę.

Na stronie http://404.jodi.org/ - prowadzona jest swoista "rozmowa", w której może uczestniczyć każdy, kto ją odwiedzi. Całość polega na dopisywaniu zupełnie bezsensownych (choć oczywiście nie wyklucza się ukrytego kodu) wypowiedzi. Panuje pełna dowolność, nie ma żadnych instrukcji czy informacji. Rzecz wygląda tak, że nadaje się do "przełożenia" nawet na tradycyjny zapis:

*w* +p+: 45: <> [ww]! b! _
hfg hcc_
hfg _
hcc_
hcc_
5656_
sdf sdf sdf sdf sdfddkdkkd_
sdf sdf sdf sdf sdfddkdkkd_



Zaś pod adresem http://text.jodi.org/ kryje się nieco inny projekt tych samych artystów Joana Heemskerka i Dirka Paesmansa. Błądzimy po stronach będących ciągami nic nie znaczących znaków - przechodzimy od jednej do drugiej, bardzo szybko gubiąc się w owym labiryncie - nie ma z niego wyjścia, a raczej istnieje jedno brutalne, do którego w końcu i tak musimy się uciec - zamknięcie okna przeglądarki. Stron stworzonych w projekcie jest kilkaset, każda kolejna ma swój numer i adres. Mamy więc sytuację podobną do tej, którą przedstawia Stanisław Lem w Pamiętniku znalezionym w wannie, gdzie bohater błądzi pomiędzy labiryntem pięter i pokoi znajdujących się w Gmachu. Podobnie rzecz ma się tutaj - zostajemy wciągnięci w absurdalny, wirtualny, może nieco schizofreniczny świat - chodzenie po nim nie ma sensu - za każdym kliknięciem odnajdziemy kolejną bardzo podobną stronę - absolutnie nic się nie zmieni, poszukiwanie jakiegoś klucza czy sensu jest bezsensowne - on nie istnieje (ja go w każdym razie nie znalazłem), powstaje struktura absurdalna służąca samej sobie i niczemu więcej. Poniekąd więc jest to powtórzenie sytuacji znanej internautom - sieć Internet wciąga - błądzimy po niej poruszając się po kolejnych obszarach, które przez cały czas prowadzą nas właściwie do nikąd - do kolejnych niepotrzebnych nam nieistotnych informacji (oczywiście nie zawsze tak jest), do przeglądania tysięcy stron w celu znalezienia jakiejś "prawdy absolutnej". Z taką samą wiarą przeglądamy strony projektu Jodi, a i efekt jest podobny.

Bardzo głośnym artystą internetowym - zwłaszcza odkąd jego prace pokazane zostały na biennale w Wenecji, jest Słoweniec Vuk Cosic, który poświęcił się przede wszystkim globalnej komunikacji oraz ruchom pokojowym, co w oczywisty sposób znajduje odbicie w jego koncepcjach artystycznych. Wśród innych wspomnieć trzeba o brytyjskim fotografików, zajmującym się również wzornictwem Heath Bunting’u, który zyskał dużą popularność. Wymienić trzeba również nazwisko Alexei’a Shoulgin’a jednego z pierwszych twórców internetowych.

Również w Polsce, niestety niezbyt licznie, powstają projekty internetowe, jednym z najnowszych jest, będący jeszcze w przygotowaniu ASCII Labirynt, jego twórcy na stronie WWW napisali wszystkich chętnych zapraszamy do jego współtworzenia - w założeniu labirynt ma się składać z rozmaitych sentencji (naukowych i z życia wziętych) cytatów (ze znanych i nieznanych osób, filmów itp.), mądrości powiązanych ze sobą w rozmaity sposób - jeżeli chcesz podzielić się z nami jakąś szczególną mądrością wypełnij odpowiedni formularz6. W istocie swej bardzo jest to bliskie postmodernizmowi, z jego teorią dzieła otwartego - pomysł więc generalnie niezbyt nowatorski, w istocie swej powtarzający też znane z sieci schematy. Wątpię, aby w natłoku "genialnych" sformułowań mogło odnaleźć się, coś rzeczywiście ważnego, może się jednak mylę - mnie jednak ów pluralizm niezbyt przekonuje. Warto przypomnieć, ze z okazji 10-lecia istnienia polskiego Internetu w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie przygotowana została prezentacja pod nazwą "Internet Cafe" wchodząca w skład wystawy LAB 6, przygotowana przez Ryszarda W. Kluszczyńskiego i Martę Dubrzyńską-van der Haagen, na której prezentowane były najciekawsze prace net art.

Nie chcę tutaj tworzyć historii net artu, bo nie czas i miejsce na to - niech skromny wybór najciekawszych linków zamieszczony poniżej będzie drogowskazem dla tych, którzy zechcą zagłębić się w krainę sztuki Internetu (adresy te można znaleźć również na naszej stronie WWW - http://free.art.pl/artifex w dziale sztuka w sieci zgrupowane jako net art). Warto dodać, że istnieją również w sieci galerie i muzea sztuki internetowej - oto dwa najważniejsze adresy http://art.teleportacia.org/ oraz muzeum http://www.netartmuseum.org/. Były również próby, sprzedaży dzieł sztuki internetowej, na razie jednak nie cieszą się one większą popularnością, a twórcy net artu żyją często z wykonywania bardziej tradycyjnych projektów. Pozostaje jeszcze kwestia zdecydowanie popularniejszej "formy" sztuki Internetu o funkcjach użytkowych, jaką są projekty stron WWW. Nie istniejące same dla siebie, lecz pełniące rolę prezentacji firmy, pisma, artysty itp. Mamy tutaj do czynienia z typową sztuką użytkową, wykonywaną przez współczesnych grafików i informatyków, których rola bliska jest funkcji rzemieślnika. Powstają lepsze i gorsze projekty na konkretne zlecenie. Większość stron WWW, które spotykamy w sieci, tak właśnie funkcjonuje. Trudno w wypadku większości z nichRozmiar: 16049 bajtów mówić o realizacji artystycznej. Istnieje jednak stosunkowo niewielka grupa stron, których projekty, choć nie służą samym sobie, to jednak zdecydowanie przekraczają ramy rzemieślniczej produkcji. Tak jak np. plakat teoretycznie pełniący funkcje ogłoszeniowe niekiedy staje się dziełem sztuki, tak i niektóre strony WWW, jakby niezależnie od prezentowanych treści, ze względu na wartości estetyczne stały się dziełami sztuki. Wydaje się bowiem, że wbrew wszelkim hasłom antyestetyzacji itp. właśnie na estetycznej kategorii, jeżeli nie piękna, to przynajmniej podobania się oparte są te strony. Zachodzi więc tu analogiczna sytuacja jak w przypadku net art. Bardzo rzadko możemy spotkać prace, w których tworzona byłaby jakąś antyestetyka w wizualnej swej formie rezygnująca całkowicie z kategorii "ładności", "podobania się", nawet jeżeli trudno w ich wypadku mówić o jakiejś głębi piękna. Takich projektów w Polsce funkcjonuje bardzo dużo - warto może zajrzeć np. na strony:

art grupy Zafryki czyli Piotra Młodożeńca, Marka Sobczyka i Staśka Młodożeńca http://zafryki.art.pl/ grupa Twożywo http://www.twozywo.art.pl/
http://www.pawel-jarodzki.art.pl/
http://www.3.sites.prv.pl/
http://www.epeiron.com/
http://www.ddg.com.pl/
http://www.pixon.net/
http://www.rzeczy.art.pl/
http://raster.art.pl/dobro
http://republika.pl/unravel


Wybrane strony NET ART

kontakt z autorem tekstu pod adresem:
gutowski@uksw.edu.pl

PRZYPISY
1 M. Gołaszewska, Multimedia - krytyka i obrona. Esej o estetycznym statusie nowych mediów, w: Piękno w sieci. Estetyka a nowe media, pod red. K. Wilkoszewskiej, Kraków 1999, s. 31. [Powrót]
2 J. Donajski, http://www.ddg.com.pl/galeria/exhibits/maga/artnet/ [Powrót]
3 R. W. Kluszczyński, http://www.ddg.com.pl/galeria/exhibits/maga/artnet/ [Powrót]
4 Gołaszewska, dz. cyt., s. 33. [Powrót]
5 M. Ostrowicki, Kategorie estetyki w sztuce multimediów, w: Piękno... dz. cyt., s. 91. [Powrót]
6 http://neurobot.art.pl./. [Powrót]